Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Postanowiłam spełnić kolejne marzenie… poniedziałek, 20 października 2014

   Postanowiłam spełnić moje kolejne marzenie, bo lista tych oczekujących jest jeszcze spora. Dziś nie będzie zbyt długo, dlatego że właśnie się pakujemy. Mam jednak zamiar zabrać tylko kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Parę ubrań. Koniecznie aparat. Jedna książka. Jakaś  kolorowa gazeta. Już tak bardzo nie mogę się doczekać!!! Zawsze było „coś”  co stało na przeszkodzie, przez co  na tę podróż czekałam aż trzy lata! Sprawy tak bardzo się konkretyzują, kiedy ustali się dokładną datę…

     Już jutro wieczorem wsiadamy na statek, który obierze kierunek… SANTORINI!!!  Dalej, będzie już tylko –  bajecznie pięknie! Nie mamy żadnych planów, prócz po prostu – „być”. Jedynym przygotowaniem będzie dla mnie długa rozmowa z moją dobrą znajomą, przewodniczką po Santorini, z którą w każdy piątek pływałyśmy  z Kerkiry na Paxos. Na przypadkowej kartce wyrwanej z notesu, Michaela zapisała mi wszystko co na temat Santorini powinnam wiedzieć. Gdzie pójść. Co zobaczyć. Co zjeść. Kogo pozdrowić. To tyle na dziś… Muszę już uciekać! Mam nadzieję, że macie się dobrze! Lekkiego poniedziałku kochani!!! No, to ja zmykam!

Odpoczywanie w domu = misja niemożliwa!… sobota, 18 października 2014

   Co prawda… teoretycznie powinnam być bardzo zmęczona, ale nie mogłam się powstrzymać!  Program nowych tras po Korfu  jest już prawie opracowany. Nowe pomysły  w trakcie dyskusji. Grafik  naszej strony internetowej wie już co i jak. Prace nad  logo  ”Sałatki po grecku w podróży”  również trwają…

    Powoli przestawiam się jednak na spokojniejszy tryb życia. Wczoraj po raz pierwszy od kilku miesięcy, z gigantyczną miską popcornu obejrzałam cały(!) film, nie musząc dzielić go na dwudziestominutowe części. Książki „do przeczytania” piętrzą się przy sofie. Wracam też do systematycznego pisania. Wczoraj upiekłam również ciasto ze śliwkami. A w międzyczasie relaksuje się, dowiadując się o różnych bardzo „istotnych” sprawach, które aktualnie dzieją się na świecie…

 

 

    Odpoczywanie we własnym domu, to jednak arcytrudne zadanie. Tu prace dosłownie nigdy się nie kończą! Brrr… Wie o tym, każda pani domu. Cieszę się więc ogromnie z kilku mniejszych i większych podróży, które się nam szykują. Już jutro jedziemy odwiedzić Olivkę i Pieprza, którzy kilka miesięcy temu się przeprowadzili i uwaga… mieszkają całkiem blisko nas! Coś czuje, że szykują się nowe posty w kolorze olivkowym… Zobaczymy, co  ciekawego zadzieje  się jutro!

    A tymczasem już w poniedziałek… W poniedziałek… Pakujemy się na wyprawę… Hmmm… Ale o tym – to już może w poniedziałek! Niech napięcie rośnie…

 

Do zobaczenia Kerkiro! Moje 600 km2 szczęścia… środa, 15 października 2014

    Sezon turystyczny zakończony. Ostatni czarter z Korfu, zdążył wrócić już do Polski. Opalenizna płowieje. Morskich kąpieli zażywają już tylko najwięksi ich zwolennicy. Wszystko dookoła przestawia się na jesienno – zimowy tryb. Spokojnieje.

   Kilka dni temu Jani przypłynął po mnie na Korfu. Obecnie jesteśmy znów na kontynencie. Mam teraz  kilka dni ponownej aklimatyzacji, kiedy budzę się  i potrzebuje paru sekund by ustalić, gdzie właściwie jestem. To potrafi być całkiem zabawne;) Powoli wypakowuje rzeczy z walizek. Układam w spiżarce moje tymiankowe miody, białe i różowe wina, kumkwatowe skarby. Naszą pralkę czeka co najmniej pięć załadowań. W międzyczasie, wciąż jeszcze trochę  nie mogę uwierzyć, w to wszystko co tego lata  działo się wokoło mnie. My naprawdę mamy swoją firmę i ona naprawdę prężnie działa!

   Te cztery letnie miesiące były najbardziej pracowite i najbardziej stresujące w moim życiu. Ale przede wszystkim – najpiękniejsze! Myślałam, że mój początkowy zachwyt Kerkirą to tylko takie pierwsze zachłyśnięcie, bo spotkałam  się z czymś dla mnie nowym. Jednak z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień wyspa stopniowo rozkochiwała  mnie w sobie jeszcze i jeszcze  bardziej. Dla mnie jest to obecnie najpiękniejsze miejsce na świecie. Jestem przekonana, że to właśnie dzięki jej energii, udawało mi się pracować, śpiąc tego lata nie więcej niż cztery, pięć godzin dziennie.

   Tegoroczny sezon, jak na  turystycznego niemowlaka zakończyliśmy z wielkim sukcesem. Sałatka po grecku w podróży  ma się naprawdę świetnie! Już po pierwszym miesiącu pracy nasze wyprawy  odbywały się systematycznie. A przecież przetarcie szlaku, naprawdę nie było proste. W tym miejscu dziękuję wszystkim, którzy zwiedzanie Korfu wybrali właśnie z nami; wszystkim tym, którzy pomagali nam w najróżniejszy sposób  i przez cały czas trzymali kciuki, wysyłając pozytywną energię. Dziękujemy!!!  Ogromnym powodem do radości, jest dla mnie również to, że mamy już na Korfu swoją małą grecką drużynę i przede wszystkim naszych  przyjaciół. Nie mogę  się powstrzymać, przed pochwaleniem się jaki prezent dostałam na pożegnanie… To retoryczne pytanie… ale czyż one nie są piękne??!!

    Kiedy odpływaliśmy z portu Kerkira – typowa ze mnie baba – płakałam jak bóbr. Piątek. Godzina dziewiąta rano. Wszystko w mieście powoli budziło się ze snu. Jak to zawsze rankiem, słońce  oświetlało stare, weneckie budynki najpierw bardzo delikatnie, by w okolicach południa, jak reflektor oświetlić każdy najmniejszy zakamarek. Jeszcze na kilka godzin przed południem, miasto  jak pod lekką pierzynką, spowite ledwo dostrzegalną mgłą. Zapach morza mieszał się z zapachem porannej kawy, bo bez niej Grecja przecież nie funkcjonuje. Już z oddali, odpływając z portu zobaczyłam  jak nasz Nikolakis myje swój autobus. Teraz  na spokojnie, bo sezon dobiegł końca, więc nie trzeba się śpieszyć. Za chwilę z pewnością  podjedzie Spiros i zaczną sobie żartować. A nie mówiłam! No proszę! Podjeżdża i Spiro. Nawet wiem dokładnie jaką płytę gra  sobie z rana i że dziś znów nie jadł śniadania.

    Ostatni rzut okiem na Starą Fortecę. Nie dziwie się, że skutecznie  odstraszała Turków, bo  robi naprawdę ogromne wrażenie. Miasto, a później cała wyspa powoli zanikła  w słońcu i jednym, wielkim błękicie. Rozmyła się, jakby pochodziła ze snu. Kerkira.  600 km2 szczęścia. Już nie mogę się doczekać, kiedy wrócimy tu w środku maja. Tym razem ze świadomością, że znalazłam już swoją „kropkę” na świecie…

 

Owoce granatu… sobota, 11 października 2014

    W Grecji trwa właśnie sezon na owoce granatu. Żeby je dostać, wcale nie trzeba wybierać się do sklepu. Wystarczy wyjść za miasto na spacer. Właśnie między innymi za to uwielbiam Grecję – tutaj nie można być  głodnym! Smakowite jedzonko czeka na każdym kroku…

    Najsmaczniejsze owoce granatu, to rzecz jasna – te zebrane samodzielnie. Są zazwyczaj mniejsze, niż te które kupić można w sklepie. Często wyglądają zupełnie  niepozornie. To jednak te najmniejsze, są najbardziej soczyste i najsłodsze.

 

     Jak jeść owoc granatu? Przyznam się bez bicia, że zastosowanie wielu greckich owoców i warzyw, nadal odkrywam. Pestki granatu najczęściej dodaje do śniadaniowego jogurtu z musli. Są również  intrygującym składnikiem sałatek.

    Nie można jednak zapominać, że owoc granatu to znakomity element dekoracji wnętrz domów. Wszystko z powodu kształtu i koloru, ale również przez to, że podobno owoc granatu przynosi domownikom szczęście! Dlatego u nas zawsze jest ich pełno o tej właśnie porze roku.

    A jakie Wy znajdujecie zastosowanie dla owoców  granatów? Piszcie koniecznie w komentarzach!

  e f g

 

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Również na Korfu, prawdziwy szewc nie pracuje w poniedziałki… poniedziałek, 6 października 2014

      Któregoś poniedziałku wybrałam się na spacer po mieście Korfu. Tak po prostu, żeby zgubić się chodząc bez celu i bez żadnego konkretnego powodu. Weszłam w najwęższą kantounie (tak w mieście Korfu nazywane są wąskie uliczki, starego weneckiego miasta) jaką udało mi się znaleźć. Przeszłam w prawo. Później w lewo. I rzeczywiście, chwilę potem zupełnie zgubiłam drogę. A o to w tym mieście wcale nietrudno.

      Rozejrzałam się wokoło.  Stare weneckie kamienice i suszące się na słońcu pranie. Samo południe. W mojej głowie myśl: „jak to dobrze, że akurat dziś mam wolne, nie muszę pracować”. O! ktoś jeszcze dzisiaj też nie poszedł do pracy…

     W jednej z kamieniczek, nad drzwiami napisane, że w środku jest zakład szewski. Zamknięty jednak dosłownie na wszystkie spusty.  No, tak… Widocznie tak samo jak w Polsce, również w Grecji, szanujący się szewc w poniedziałek nie pracuje. Wytłumaczenie polskie zapewne znacie (dla przypomnienia: w poniedziałek szewc nie chodzi do pracy, bo w niedziele pije!). Tutaj na Korfu, nie trzeba się jednak z niczego tłumaczyć…

    Obok dwóch wiszących na sznurku  butów, na niewielkiej tabliczce było  napisane:

 

Przyjdę jutro. Spiros

 

      Miłego poniedziałku kochani! Pamiętajcie, żeby dziś się zbytnio nie przemęczać. Przecież świat się od tego nie zawali…;)))

***

     Jest to pierwszy po wakacjach post z poniedziałkowego cyklu. Posty „Zacznij lekko poniedziałek” pojawiać się będą w co drugi poniedziałek rano. Przyjemnego czytania!

 

Sekret stuletniego uśmiechu Oliwy z Oliwek… Nasza babcia obchodziła setne urodziny!!!… środa, 1 października 2014

    Tak jest! 27 sierpnia nasza Sałatkowa babcia obchodziła setne urodziny! Oliwa z Oliwek ma dokładnie jeden wiek, ale co najważniejsze – czuje się bardzo dobrze.  Uśmiech od ucha do ucha. Donośny, nie znoszący  sprzeciwu głos. A przede wszystkim – żywe, radosne oczy.

       Z okazji setnych urodzin, jak się zapewne domyślacie, cała Sałatka udała się do tawerny na wielkie świętowanie. Każdy co chwilę gryzł się w język, by przypadkiem nie wykrzyknąć  „100 lat!”;)))

Setne urodziny Oliwy z Oliwek, to idealny moment, by zadać pytanie:

Co robić, żeby w tak dobrym fizycznym i psychicznym stanie dożyć lat 100?

    Mimo, że tym razem nie było mnie na wielkim świętowaniu, zdołałam przeprowadzić z naszą babcią krótki wywiad i zadać, jej powyższe pytanie.

     Babcia uwielbia rozmawiać. Zazwyczaj, jak zacznie to nie ma końca. Kiedy usłyszała zadane przeze mnie pytanie, najpierw rozsiadła się wygodnie i  dumnie  poprawiła swój czemberi (czyli czarną chustkę, która zakrywa włosy każdej szanującej tradycję wdowy). Całą wypowiedź babci można podzielić na dwie części. A mianowicie…

WPŁYW NA CIAŁO

JEDZENIE… Jedzenie powinno być jak najprostsze. Przeważać mają składniki sezonowe, występujące  w danym rejonie. Wg babci wszystko co jest nam potrzebne do życia, dostępne jest na wyciągnięcie ręki. Cytując Oliwę z Oliwek: „z jedzeniem wcale nie trzeba bardzo kombinować!”. Wskazane jest by mieć własny ogródek, gdzie uprawia się  warzywa, dzięki czemu człowiek musi się dodatkowo  ruszać… No właśnie…

RUCH… Ruch! Ruch! Ruch! To znaczy… Co prawda babcia nigdy nie chodziła do fitness clubu, ani na siłownię, ale przez całe życie zawsze dużo się ruszała. A to ogródek. A to oddalony o kilka kilometrów sklepik, kościółek. A to codzienne sprzątanie. Umiłowanie do ruchu zostało jej do dziś, bo nawet siedząc nieustannie się wierci i zawsze sprzeciwia się pokrzykując, kiedy ktoś chce pomóc jej przy chodzeniu. Co prawda lekarz zabronił babci wychodzić dalej niż poza bramkę swojego domu, ale cóż… Oliwa z Oliwek nie zawsze jest aniołem!;)))

PRACA… Oliwa  twierdzi, że każdy obowiązkowo  musi pracować. Nie można zostać w bezczynności, bo ta niesie za sobą marazm. Praca, jaka by nie była, systematyzuje naszą codzienność, motywuje również do działania. Wg Oliwy pracować trzeba do końca życia. Mimo tego, że babci nie wolno już wychodzić z domu, również i ona nieustannie oddaje się pożytecznemu zajęciu. Codziennie, nawet przez  kilka godzin  haftuje: obrusy, chusteczki, ozdoby do ręczników, prześcieradeł, pościeli. Wymyśla nowe wzory i ich kombinacje. Prace Oliwy, to już  temat na oddzielny post.

WPŁYW NA STAN UMYSŁU

To co robimy dla swojej duszy jest tak samo ważne, jak to co robimy dla swojego ciała. Tak więc po pierwsze…

WIARA W BOGA… Wiara w Boga to życiowa podstawa. Dlaczego? Między innymi, ponieważ to właśnie Jemu można zostawić wszystkie życiowe problemy. Jeśli jakiś w głowie się pojawia – natychmiast wysyłamy go ku górze. Tam zawsze znajduje się rozwiązanie. Natomiast tu na ziemi – jedyne co pozostaje, to cieszenie się życiem!

PROSTOTA ŻYCIA… Postępować zgodnie z prawem. Nie kłamać. Niczego nie komplikować.  Nie doszukiwać się problemów. Żyć prosto zgodnie z naturą, rytmem dnia i pór roku. Prostota. Prostota i raz jeszcze prostota.

POKAZYWANIE SWOICH EMOCJI… „Jeśli czujesz złość, to sobie pokrzycz. Jeśli jest ci smutno – płacz. A jak jest ci wesoło, to śmiej się najgłośniej jak potrafisz.” Babcia twierdzi, że jeden z sekretów jej długowieczności tkwi w tym, że zawsze z pokorą przyjmowała to co niosło jej życie, przeżywając każdą emocje, nie chowając niczego pod przysłowiowy dywan.  „Żyć trzeba po pierwsze w zgodzie z sobą…”. Podsumowała nieco zalotnie poprawiając swój czemberi.

 

     Przy paleniu symbolicznej setki świec na torcie, wszyscy życzyli babci dwustu…

Przewodnik po KORFU, cz. 6 – „Hrabina Kerkiry” – rozśpiewany przewodnik po wyspie Korfu… sobota, 27 września 2014

     i-komissa-tis-kerkyras

      „Hrabina  Kerkiry” (1972, reż. Alekos Sakelarios) to jeden z najsłynniejszych greckich musicali, będący jednocześnie znakomitym przewodnikiem po wyspie. Kerkira jest  bowiem jednym z głównych bohaterów  filmu.

       Akcja, jak to zazwyczaj bywa u musicalach, jest  mało skomplikowana. Główna bohaterka Siora (określenie „pani” w dialekcie greckiego używanego na Wyspach Jońskich) Angelina, mieszka w przepięknym domu w samym centrum miasta Korfu, gdzie prowadzi lekcje gry na pianinie dla dzieci. Siora Angelina jest po uszy zakochana w muzyce i swojej wyspie. Wszak Kerkira to jedna z najbardziej rozśpiewanych  wysp Ellady. Latem  na Korfu przyjeżdża zespół taneczno – muzyczny z Włoch. Ponieważ jest szczyt turystycznego sezonu, grupa młodych tancerzy nie ma się gdzie zatrzymać. Po długich pertraktacjach Siora Angelina pozwala grupie  Włochów zamieszkać u siebie. I tu zaczyna się prawdziwy musical, fantastyczne popisy wokalne  Reny Vlahopoulou, słynnej greckiej aktorki  i piosenkarki, która przyszła na świat właśnie na Korfu.

      Zespół młodych Włochów przygotowuje się do koncertu. Kiedy w końcu ma do niego dojść – następuje kulminacja akcji. W niewiadomych okolicznościach na wyspę nie dolatuje włoska wokalistka, gwiazda owego koncertu. Po bardzo długich prośbach i namowach, zastępuje ją Siora Angelina, czyli Rena Vlahopoulou we własnej osobie, wykonując między innymi najsłynniejszą piosenkę wyspy, czyli: „Kerkira, Kerkira i Pondikonisi…”.

      Akcja całego musicali rozgrywa się rzecz jasna na Korfu i jest jednocześnie przepiękną wizytówką wyspy, wspaniałą jej reklamą. Wiele scen zostało nagranych  w słynnym domu, który znajduje się na końcu ulicy Liston, obok Pałacu św. Jerzego i św. Michała. W tle pojawiają się Plac Spianada, urokliwe  kantounie (wąskie uliczki miasta Kerkira), Stara Forteca. A przy tym bajkowa Paleokastritsa, widok na Mysią Wyspę i Vlachernę oraz wszystkie najważniejsze dla wyspy miejsca, w najpiękniejszych odsłonach.

Dom,  w którym nagrano większość filmowych scen – dzisiaj.

Dom, w którym nagrano większość filmowych scen – dzisiaj

    Nie można wymarzyć sobie lepszego „folderu reklamowego” dla Korfu. Widoki na długo zapadają w pamięć, a piosenki  śpiewane w tym filmie, do dziś grane są na wyspie. Przy tym mistrzowska gra  Reny Vlahopoulou…

 

Zapraszam serdecznie do słuchania i oglądania:

HRABINA KERKIRY, reż. Alekos Sakelarios, 1972, 84 min. 

 

z cyklu: JADĘ DO GRECJI NA WAKACJE – W Grecji powoli kończy się lato… poniedziałek, 22 września 2014

     Powoli kończy się przepiękne, greckie lato, przechodząc w nie mniej uroczą jesień. Wieczory stają się coraz chłodniejsze, tak że trzeba pamiętać o swetrze. Zmieniają się kolory. Z dnia na dzień stają się  bardziej rozmyte, pastelowe. Dziś wracając z miasta, znalazłam trzy lśniące w trawie kasztany. Manekiny w sklepowych witrynach ubierają się coraz cieplej. A dzieciaki, te  dawno poszły już do szkoły. W Grecji rozpoczyna się  czas przepięknej jesieni.

    -Ile razy kąpałaś się tego lata? Bo ja 97! Czyli raz albo nawet i dwa razy dziennie. – powiedziała  Elpida, moja sąsiadka – lat dziesięć.

   -Tak dokładnie liczyłaś?

   -Tak, zawsze sobie wszystko liczymy.

   -Wiesz, wstyd się przyznać… Tego lata kąpałam się tylko dwa razy…

   -Uuu… Kiepski wynik. A ile razy tego lata jadłaś lody? Bo ja 86!

   -Z tym będzie ciężej, bo lodów na całe szczęście zjadłam więcej… Ale nie liczyłam… Nie miałam pojęcia Elpida, że trzeba.

   -To w przyszłym roku musisz pamiętać, żeby wszystko dokładnie przeliczyć! – wykrzyknęła pędząc w tylko sobie znanym kierunku.

   -Ok.! W przyszłym roku to już na pewno będę pamiętać!

    Obiecałam sobie, że  przyszłego lata może   nie tyle pobije  rekordy Elpidy, ale na pewno też będę dokładnie liczyć.

 B

    A jak sprawa wygląda u Was? Ile razy kąpaliście się tego lata i ile  razy jedliście  lody? Z czym kojarzą się Wam wakacje? Dla mnie tegoroczne lato było najbardziej pracowite ze wszystkich jakie pamiętam. Ale jednocześnie, było jednym z najpiękniejszych.

       Jest to już ostatni w tym roku post z cyklu „Jadę do Grecji na wakacje”. Kolejne wydanie – już od drugiej połowy maja. Tymczasem, w miejsce letniego cyklu powrócą „Lekkie poniedziałki”. Pierwszy post – już za dwa tygodnie. Na zakończenie tegorocznego cyklu, kilka zdjęć z mojego lata. Jak pewnie się domyślacie, większość pod nazwą Korfu… Korfu… Korfu…

G J L Ł M N

Przewodnik po KORFU, cz. 5 – Smak Kerkiry, czyli czym jest kumkwat?… piątek, 12 września 2014

Sad kumkwatu

Sad  kumkwatu

   Pomimo, że smak kumkwatu jest jednym z najbardziej charakterystycznych smaków wyspy Korfu, początkowo drzewka kumkwatowe w Grecji nie rosły. Kumkwat  sprowadzony został na Korfu z Azji przez Brytyjczyków. Dlatego też jego nazwa jest tak mało grecka. Obecnie sady kumkwatowe znajdują się w północno – wschodniej części wyspy. Żeby do nich dotrzeć, trzeba przejechać przez zdaje się najwęższe i najbardziej pokręcone drogi, jakie istnieją na wyspie.

22 33

   Czym jest jednak kumkwat? Jest to drzewo cytrusowe, na którym rosną niewielkie owoce, przypominające pomarańcze. Owoców kumkwatowych nie je się bezpośrednio po zebraniu, ponieważ ich smak jest bardzo gorzki. Idealnie nadają się natomiast do fenomenalnych likierów, z których Korfu słynie.  Z kumkwatu robi się również marmolady, syropy, lody, cukierki czy też  galaretki posypane cukrem pudrem. Właściwie wszystko co można jeść  w słodkiej odsłonie. Kumkwat jest również ciekawym dodatkiem do najróżniejszych kosmetyków.  

 

     Będąc na Korfu musicie koniecznie zasmakować kumkwatowych pyszności, ponieważ wszelkie produkty które zawierają w sobie ten cytrusowy owoc, dostępne są jedynie  na Kerkirze. Cóż więcej? Smacznego!

Likier z kumkwatu

Likier z kumkwatu

 

z cyklu: JADĘ DO GRECJI NA WAKACJE – Grecki fenomen niemieckich butów… poniedziałek, 8 września 2014

         Co prawda żaden inny but nie jest w stanie doścignąć urody greckich sandałków. Jednak te drugie  nie nadają się do intensywnego, całodniowego chodzenia. Greczynki mają głowy na karkach i do typowego „biegania po mieście”, pracy czy też na długie wycieczki lub spacery wybierają jedne z najpopularniejszych niemieckich butów – słynne Birkenstocki.

      Ilość  tych butów chodzących po greckich ulicach, przykuła moją uwagę kiedy tylko pierwszy raz przyjechałam do Ellady. Pomyślałam, że jeśli są tak popularne, to zdaje się muszą być co najmniej wygodne. Wypatrzyłam sklep gdzie je sprzedają. Wyszukałam najpopularniejszy i najbardziej klasyczny damski model – „Gizeh”. Poprosiłam o mój numer. Włożyłam na stopę i … mimo bardzo wysokiej ceny, postanowiłam że już ich nie zdejmuje. Co prawda mój portfel nagle schudł, ale stopy… Moje stopy były, są i jeszcze długo będą – dosłownie w siódmym niebie!

     Jeśli Birkenstock robi buty od 240 lat, to zdaje się – wie jak do tego się zabrać. Od trzech lat nie rozstaje się z moimi ukochanymi, niemieckimi sandałami. Nie wyobrażam sobie bez nich lata,  bieganiny po mieście, plażach, muzeach, sklepach czy też zabytkach. Bez dwóch zdań, były to świetnie zainwestowane pieniądze.

     Nie wiem co musiałoby się stać, by zniszczyć, czy też schodzić te buty, bo wydają się być odporne dosłownie na wszystko. Powoli jednak, po trzech latach chodzenia  w nich w sezonie wiosenno – letnim prawie codziennie(!), planuje kupno identycznych, tyle że nowych. Idealne buty do tego by przejść całą Grecję;)))

www.birkenstock.com