Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Co słychać u nas?… poniedziałek, 4 maja 2015

     Jeszcze w pidżamie weszłam do kuchni, żeby nastawić wodę na herbatę do śniadania. Zanim zdążyłam dotknąć czajnika, utknęłam na dłuższą chwilę patrząc na to co dzieje się za kuchennym oknem. Katerina, nasza sąsiadka z naprzeciwka wyniosła na balkon wszystkie swoje dywany. Ma ich całkiem sporo…. Naliczyłam 10! I już zdążyła je wszystkie wyszorować gigantyczną, twardą  szczotą. Piana zmieszana z wodą żwawo płynęła przez chodnik, a Katerina dziarsko wywieszała  wyczyszczone dywany na barierkę przy balkonie. Kiedy tylko patrzę na naszą sąsiadkę, to automatycznie zaczynam planować, co by tu też dziś wysprzątać.  W międzyczasie rozglądam się na to co dzieje się  wokoło.

     Wszędzie jasna, soczysta zieleń. Tu i ówdzie kwiatki, rozrzucone po terenie jakby dzieciaki bawiły się kolorową farbą. W powietrzu czuć, że wszystko rozgrzane jest słońcem. Te pracuje intensywnie, produkując nadprogramowe ilości witaminy D – sekretny  element, dzięki któremu każdy w Grecji czuje się po prostu dobrze.

      Są takie dni, kiedy  czuć, że w przyrodzie następuje przełom i właśnie zaczyna się  nowa pora roku. Świątek, piątek czy niedziela, Katerina wstaje zawsze grubo przed siódmą. Nadejście nowego sezonu wyczuła  więc  pierwsza, dziś z samego rana.  Za chwilę wszystkie pozostałe sąsiadki zaczną szorować dywany, by czyste pochować je na lato. Ludzie będą  zamawiać w kawiarenkach zimne kawy. Kobiety wyjmą z pudełek, schowanych na zimę głęboko w szafie, swoje prześliczne sandały. A pedicurzystki będą miały ręce pełne… stóp;))) Stopniowo zaludnią się plaże. Ludzie znacznie częściej będą wychodzić na miasto. Albo siedzieć na werandach i balkonach do pierwszej, drugiej w nocy  i rozmawiać o wszystkim i niczym. Jedząc, pijąc, słuchając muzyki i ciągle się śmiejąc.

     W Grecji nastąpił właśnie sezon wiosenno – letni. Jest sam początek maja. Moim zdaniem najpiękniejszy okres w roku. Czy ten maj nie mógłby trwać tak choćby ze dwa miesiące?

    Tymczasem my już bardzo intensywnie szykujemy się do nowego sezonu na Korfu. Właśnie ustalam daty  pierwszych wycieczek, odpowiadam  na maile.  Na tygodniu trzeba jeszcze wydrukować ulotki. Dograć formalności i przyszykować wszystko co będzie potrzebne, żeby przed samym dzwonkiem mieć taki czas tylko dla siebie. Na szczęście już kilka dni temu przyszły  zamówione przeze mnie Birkenstocki. Podobno, że jest to niemożliwe, ale ubiegłego lata udało mi się doszczętnie „zajechać” te przecież niezniszczalne buty. W tym roku postanowiłam sobie, że swoją pracę będę organizować tak, żeby mocno zadbać o swoje zdrowie. Ważnym tego elementem, są wygodne, zdrowe dla stóp  buty.  O dbaniu o swoje zdrowie (fizyczne i psychiczne) w czasie bardzo intensywnej pracy latem – będzie już niebawem, w jednym z wakacyjnych postów.

 

       Dlaczego na Korfu jesteśmy dopiero pod sam koniec maja? Co prawda powinniśmy być znacznie wcześniej, ale na kontynencie zatrzymuje mnie egzamin z greckiego. Tu informacja dla wszystkich zainteresowanych naszymi wycieczkami: nasze wycieczki zaczynamy  pod sam koniec maja, a planowo kończymy w połowie października.

     Mimo, że do rozpoczęcia naszego sezonu mamy jeszcze trzy tygodnie, ostatnie co mogę powiedzieć, to że mi się nudzi. Zakuwam greckie słówka, powtarzam gramatykę, kończę kolejny podróżniczy tekst, szykuję wakacyjne posty na lato, a w międzyczasie czytam nowe przewodniki po Korfu. Codziennie również piszę moją książkę. Przyznam, że to ostatnie zajęcie jest najtrudniejsze, wymaga najwięcej ilości czasu i specyficznego skupienia. Jest to dość trudne, bo jak się okazuje pisanie książki to coś zupełnie innego niż pisanie bloga. Mimo wszystko… Akapit po akapicie, zdanie po zdaniu, słowo po słowie. Pisanie idzie do przodu! Na ostateczny rezultat trzeba będzie  jeszcze poczekać, jednak ja cieszę się samym procesem, samą drogą, podczas której uczę się coraz to nowych rzeczy.

         Korzystając z tego, że jeszcze jesteśmy na lądzie, a piękna pogoda wygania z domu, wpadliśmy ostatnio do Delf. Tam świętowaliśmy naszą pierwszą rocznicę ślubu. Nie mogę uwierzyć, że minął już rok! Czas pędzi tak szybko… Ale my na szczęście do przodu – pędzimy razem z nim!  ;D

       Miłego poniedziałku! Mam nadzieję, że macie się jak najlepiej!

 

 

W jakich godzinach pracują Grecy?… piątek, 1 maja 2015

Godziny pracy poczty

Godziny otwarcia  poczty

      Kiedy pierwszy raz będąc w Grecji się o tym dowiedziałam, trwałam w ciężkim szoku. Ale najpierw byłam przekonana, że na wywieszce na poczcie musi być błąd! Jednak to przecież niemożliwe by taki sam błąd był na wywieszce na drugiej poczcie, na drzwiach kilku banków i większości urzędów. Tak jest! Poczta, banki i wszystkie urzędy są w Grecji otwarte od poniedziałku do piątku, mniej więcej od 8 do 14 w porywach 14.30. Koniec! Chwila po 14 każdy urzędnik nakłada na siebie płaszcz, a potem idzie na obiad do domu.  Tyle! I Greków nikt nie musi już  instruować jak zachować w życiu zasadę: Life – Work – Balance ;D

       Żeby przyzwyczaić się do tego w jakich godzinach otwarte są w Grecji sklepy, też trochę czasu mi to zabrało. Poza  dużymi supermarketami oraz sklepami sieciowymi, wszystkie inne sklepy i sklepiki czynne są od około 9 do około 14 i aż! ;P  trzy dni w tygodniu otwiera się je również na wieczór, czyli od 18 do 21.00. W niedzielę nic nie działa. Żadne sklepy, żadne markety, większość aptek oraz stacje benzynowe. Nie wspominając o galeriach handlowych, bo tych ostatnich i tak  za wiele w Grecji nie ma [kliknij TU!].

      Jak to możliwe, żeby tak funkcjonować? – zastanawiałam się bardzo długo. A no tak! Było, jest i tak w Grecji z pewnością będzie. Kryzys, czy też nie – nie ma to większego znaczenia. A jedną z właściwości każdego homo sapiens  jest to, że chcąc a nawet nie chcąc, zawsze dostosuje się do każdej sytuacji. Zupełnie nie wiem, kiedy przestawiło mi się w głowie i stało się dla mnie naturalne, że wszelakiego typu sprawy urzędowe, zawsze załatwiam rano i to jak najwcześniej. Że po 12 w piekarni chleba już pewnie nie będzie. Że nawet naderwanego znaczka pocztowego nie kupię w sobotę. A jeśli chcę wybrać się na typowe babskie zakupy, to muszę wcześniej zaplanować kiedy to zrobię.

Przyznajcie się... Kto z Was nie lubi kończyć pracę w piątek o 14.00? ;DDD

Przyznajcie się… Kto z Was nie lubi kończyć pracy w piątek o 14.00? ;DDD

     Właściwie każde greckie miasto ma swój rytm, taki swój czas kiedy wszystko działa lub odpoczywa. Wszyscy, chyba nawet trochę podświadomie dostosowują plan swojego dnia to takiego rytmu miasta. Czasem będąc w nawet bardzo dużym mieście, można mieć nieodparte wrażenie, że wszystko wymarło. Ale to najpewniej dlatego, że właśnie trwa popołudniowa przerwa, albo danego wieczoru wszystko jest nieczynne. Za to w godzinach, kiedy sklepy są pootwierane, greckie miasta dosłownie wybuchają ze zdwojoną energią. Wygląda to tak, jakby nagle wszyscy wyszli na ulice.

      Wiele miast, miasteczek swój rytm dostosowuje do potrzeb mieszkańców. Znakomitym tego  przykładem jest to, jak działają sklepy  w miasteczku Raches na wyspie  Ikaria. Ponieważ właściwie wszyscy mieszkańcy zajmują się tam rolnictwem, sklepy otwierane są po zachodzie słońca. Działają więc od 19 do pierwszej, drugiej w nocy.[1] Inne rozkłady otwarcia  sklepów mogą zupełnie inaczej wyglądać w każdym innym mieście, w zależności od tego jakie są potrzeby jego mieszkańców.

     Po ponad trzech latach mieszkania w Grecji, mój początkowy szok, następnie sprzeciw, że „jak tak można!?”,  „a to lenie!”, stopniowo zmienił się w  zrozumienie, że co kraj to obyczaj, a popołudniowe przerwy w greckim klimacie są po prostu niezwykle dla człowieka  zdrowe. Obecnie z ręką na sercu przyznaje, że taki rozkład dnia bardzo mi się podoba. Teraz nie mogę sobie już wyobrazić, że zakupy robię w niedzielę. Że na pocztę idę wieczorem. I jakoś tak spodobało mi się, że na przyjemność jaką jest chodzenie po sklepach, jak to z przyjemnościami być powinno – nie mogę sobie  pozwolić każdego dnia, o każdej porze. Rytm mojego dnia stopniowo zestroił się więc z rytmem społeczności, w której żyję.

Przykładowe godziny otwarcia sklepów

Przykładowe godziny otwarcia sklepów

 


1 Grecja. Gorzkie pomarańcze, Dionisos  Sturis, Terra Incognita, Wydawnictwo WAB, Wa-Wa, 2013, ss. 70 -71

Przewodnik po KORFU, cz. 12 – Jezioro Korission… środa, 29 kwietnia 2015

       Często pojawiają się opinie, że południe Korfu jest mało ciekawe i właściwie nie ma tam niczego interesującego do zobaczenia. Cóż, wystarczy spojrzeć na mapę, żeby zobaczyć, że od stolicy wyspy hen w dół mapy na południe,  Korfu staje się coraz szczuplejsza.  Południowa część wyspy jest po prostu powierzchniowo mniejsza. Co prawda ważnych dla wyspy miejsc jest tam  mniej, co nie oznacza bynajmniej, że niczego ciekawego tam nie ma.  Jednym z najbardziej interesujących miejsc na południu Korfu jest Jezioro Korission.

       Jezioro Korission zostało utworzone sztucznie.  Ma  powierzchnię około jednego hektara. Najłatwiej do niego trafić, kierując się drogą do miasteczka Argirades. Jezioro znajduje się tuż przy samym morzu, od którego jest odseparowane usypanymi jeszcze przez Wenecjan piaskowymi wzgórzami. Teren jeziora podlega ochronie, przez co tuż obok niego prawie brak  infrastruktury turystycznej. Niektórzy narzekają, że drogi wiodące na tutejsze plaże są raczej prowizoryczne i ciężko dojechać samochodem osobowym. Ale w tym przypadku nie może być inaczej. Im mniej tu cywilizacji i turystów, tym dla tego miejsca lepiej.

     Jezioro Korission znane jest jako miejsce, gdzie można obserwować najróżniejsze gatunki ptaków. To właśnie tam przylatują m.in. przepiękne flamingi. Jest to raj dla każdego, kto interesuje się ornitologią. Tuż obok jeziora, znajduje się stadnina koni. Piaskowe podłoże jest bowiem idealnym miejscem do jazdy konno.

 

       Teren jeziora jest również doskonałym miejscem dla każdego, kto ma ochotę znaleźć się na plaży, która bardzo bliska jest swojego naturalnego wyglądu. Gdzie nie ma głośnej muzyki, barów, dyskotek, równo porozstawianych leżaków i parasolek. Jest za to błękitne morze, niczym nie ograniczony widok na horyzont i jedwabisty  piasek. Tyle. Dokładnie tak wygląda plaża Halikouna, która znajduje się tuż przy jeziorze, w jego północnej części.  Pomimo, że w sezonie jest tam sporo turystów, nawet  mimo tego jest raczej cicho i spokojnie. To również tam, jak i w całym rejonie, gdzie Jezioro Korission prawie styka się z morzem i gdzie występuje wyjątkowo drobny i delikatny piasek, można jeszcze spotkać przepiękne morskie giganty, obecnie znajdujące się już o krok od wyginięcia – żółwie Caretta caretta.

     Więcej na temat żółwi Caretta caretta przeczytasz TUTAJ!

 

     RADA DLA TURYSTY

     Na spacer po terenie jeziora najlepiej wybrać się bardzo wczesnym rankiem lub pod sam wieczór. Chodzenie po niezacienionym terenie w słoneczny dzień, w sam środek lata jest bardzo złym pomysłem. Przydadzą się kryte, sportowe  buty, ponieważ chodzi się po drobnym piasku.  

Widok z plaży Halikouna

Widok z plaży Halikouna

Do przygotowania tego tekstu korzystałam z przewodnika: Korfu, Pascal Lajt, red. Małgorzata Krygier, Bielsko – Biała, 2014, s. 115

 

W każdym, najbardziej nawet nieprawdopodobnym miejscu, Grecy potrafią zorganizować kawiarenkę… piątek, 24 kwietnia 2015

      Wraz z nadejściem wiosny, z Sałatkowego domu nadeszła wiadomość, że Pomidor nie czuje się dobrze. Tata Janiego dorobił się dość niebezpiecznego wrzodu na żołądku i niezbędna była operacja. Zabieg przewidywany był jako w miarę prosty, mimo tego Pomidor musiał zostać poddany całkowitej narkozie. Żeby wesprzeć  Pomidora, do szpitala zjechała się cała Sałatka. Przyjechaliśmy również ja z Janim.

     Operacja odbyła się bardzo wcześnie rano. A że do Aten mieliśmy dojechać pociągiem, zgodnie z planem w szpitalu zjawiliśmy się tuż po niej.

      Szpital, jak szpital. Wyglądem  niczym nadzwyczajnym nie odbiegał od typowych szpitali w Polsce. Weszliśmy do środka. Odszukaliśmy odpowiedni oddział i trafiliśmy do pokoju, gdzie jeszcze pod narkozą smacznie spał Pomidor. Feta, Olivka wraz z Pieprzem, Cytryna, Ocet, Ogórek i kilku innych członków rodziny, stali dookoła nad łóżkiem, gdzie leżał Pomidor.  W pokoju była również siostra Pomidora (czas najwyższy wprowadzić nową bohaterkę;) – czyli Marchewka, wraz ze swoją córką, która właśnie urodziła drugiego już syna. Kiedy stanęliśmy w drzwiach, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, żeńska część Sałatkowego składu zgodnym chórem wykrzyknęła:

     -Dorrrota!!!

     Na mojej twarzy musiało wymalować się dość widoczne zdziwienie, bo zupełnie nie miałam pojęcia o co chodzi. Odpowiedź była równie zsynchronizowana jak sam początek:

    -Ty… rozjaśniłaś włosy!!!

     Na tę niesamowitą wiadomość, godną całego odcinka programu „Nie do wiary” śpiący pod narkozą Pomidor o mały włos  prawie uniósł jedną powiekę. Niemalże  pomijając obecność swojego  pierworodnego Feta,  a chwilę później Oliwka z Marchewką najpierw mnie rozściskały, a później zaczęły oglądać owe włosy, jakbym właśnie zaoferowała je do sprzedania.

 

      Pewnie zastanawiacie się teraz  o co w tym właściwie chodzi? Przecież to tylko włosy! Ale dla typowej (czyli prawie każdej;) Greczynki, włosy to sprawa nr 1.  Włosy Greków znacznie różnią się od włosów Słowian. Są zazwyczaj ciemne, niezwykle grube i gęste, często przepięknie się falują lub skręcają w frywolne loczki. Mało która Greczynka swoje włosy ścina na krótkie, bo przecież to po prostu wielka szkoda. Greczynki mają więc o co dbać i uwielbiają wszelkie kwestie związane z tematem włosów. Co prawda jeszcze z samego rana najważniejszym wydarzeniem była operacja Pomidora. No ale… Sami rozumiecie… Jak zostać obojętnym wobec faktu, że pofarbowałam i podcięłam włosy?

     Od momentu, kiedy weszliśmy do pokoju, tematem przewodnim stały się więc  farby bez amoniakowe, te na bazie olejków,  to czy grzywki są jeszcze modne, czy włosy powinny być ścinane na mokro czy też może na sucho? Jak to zrobić by susząc włosy ich nie niszczyć? Dlaczego po umyciu głowy koniecznie trzeba chodzić z turbanem?  Z jakiego powodu dobra suszarka powinna mieć zimny nawiew? No i jakie ceny ma obecnie zaprzyjaźniona fryzjerka Sula? Tylko dla przypomnienia napomknę, że owa poważna dyskusja toczyła się nad łóżkiem śpiącego smacznie Pomidora.

      Nagle do Marchewki zadzwonił telefon:

      -Tak mamusiu! – po drugiej stronie Oliwa z Oliwek (lat 100, a tego sierpnia 101) –Tak mamo, z Pomidorkiem wszystko w porządku! Wszystko poszło bez najmniejszej komplikacji! Ale słuchaj, jaka wiadomość! Dorota pofarbowała włosy na blond! I je przycięła… Tak… Tak… Jaki Bond?! Mamusiu… BLOND!!!

       W międzyczasie (cały czas stojąc nad łóżkiem śpiącego Pomidora)  zdołałam dowiedzieć się  wszystkiego co słychać u każdego z członków Sałatki. I tak po kolei…

      Co prawda nad sprawą problemów z zajściem w ciążę córki Marchewki, każdy lekarz rozkładał już ręce. Jak się okazało ostatecznie, pomogły modlitwy do świętego Padeleimonasa. Święty okazał się na tyle skuteczny, że kuzynka Janiego wychowuje obecnie już drugiego syna.  Medycyna może zawieść, ale modlitwy i wiara, te mogą sprawić prawdziwe cuda.

     -Zobaczcie oto i następny przykład! Tfu! Tfu! Tfu! – mówiąc to Marchewka splunęła na śpiącego w najlepsze Pomidora, chwilkę potem wykonując nad nim znak krzyża –Wymodliłyśmy z Fetą tę operacje! No! I proszę!

     Również i prośby Olivki zostały wysłuchane. Co prawda nie zdołałam się dowiedzieć, do którego świętego należy się modlić w sprawie szukania pracy w obliczu kryzysu, ale to najprawdopodobniej właśnie dzięki jej modlitwom Pieprz dostał bardzo dobrą pracę!  Nie pogadaliśmy z nim zbyt długo. Mimo, że dodatków za nie spóźnianie się do pracy już w Grecji nie ma, nawet i bez dodatku Pieprz postanowił być na czas.

       Olivka i Pieprz wciąż są ze sobą na odległość. Pojawiły się jednak pierwsze informacje o ich zaręczynach.  Tymczasem… Interes Octa idzie nadzwyczaj dobrze. Ocet wszystko co zarobi wydaje na coraz to nowe pomysły i inwestycje. Ogórek niedawno zerwał jednak z Papryką, ale jego samotność nie trwała zbyt długo. Mimo wzbraniania się przed stałym związkiem… No cóż… Jego urokowi trudno jest się oprzeć, więc na miejscu Papryki szybko znalazła się następczyni.  A jego strona o grach komputerowych, ku zdziwieniu wszystkich – działa! Ogórek i Ocet nadal mieszkają u Cytryny, która znęca się nad synami karmiąc ich zdrową żywnością.

     Uff… Tak w telegraficznym skrócie ma się cała Sałatka. Czyli jak zawsze… Bardzo dobrze!

     Na całe szczęście operacja Pomidora poszła naprawdę dobrze. I życzyłam bym sobie, żeby wszystkie operacje mogły przebiegać w tak lekkiej atmosferze. Pomidor zdążył wrócić już do siebie. Kiedy dzwoniliśmy ostatnio jadł domowej roboty  mussakę.

     Wychodziliśmy  już ze szpitala, kierując się do głównego holu. Gdzieś między wchodzącymi i wychodzącymi, mignęła mi  przesuwająca się płynnie,  figura młodej dziewczyny. Na okrągłej tacy, z uchwytem na samej górze  niosła kilka kaw z pobliskiej kawiarenki. Cóż… pomyślałam… Wcale nie trzeba udawać się do kawiarni, by atmosferę jej lekkości mieć przez cały czas w głowie. 

 

     P.S.

     Dopiero po kilku dniach dowiedziałam się co stało się chwilę po tym, jak wyszliśmy ze szpitala. Następni goście minęli nas właściwie w samych drzwiach. Byli to rodzice Pieprza, którzy przyszli pierwszy raz zapoznać się z Fetą i Pomidorem (w tym momencie śpiącym już tylko  na wpół…). Wizyta przebiegłaby naprawdę bardzo dobrze. Gdyby nie Jani, który wychodząc pozwolił sobie na  pewien mały żarcik…

     Ale o tym – już w następnym poście!

 

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Dlaczego Grecy nie spędzają swojego czasu wolnego w galeriach handlowych?… poniedziałek, 20 kwietnia 2015

      Kiedy tej zimy byłam w Polsce, pewnej soboty umówiłam się  z przyjaciółką na kawę. Punkt południe. W Poznaniu tuż przy ratuszu. Czekając chwilę patrzyłam na koziołki, które jak zawsze o tej porze wyszły, by sympatycznie powitać wszystkich, którzy w tym momencie byli na rynku. Problem w tym… że prócz mnie i kilku dzieciaków, nie było tam nikogo. Rynek był prawie pusty. Kawiarenek i sklepików jakby trochę mniej. Część z tych, które pamiętam z czasów studiów, zamieniła  się w banki.

    Kiedy przyjechałam do mojego rodzinnego Lublina, na Krakowskim Przedmieściu w sobotę w okolicach południa, ludzi było jeszcze mniej. Tu również banków wyraźnie przybyło.  I jakby naturalną rzeczą było, że z kimkolwiek umawiałam się na spotkanie,  prawie za każdym razem lądowaliśmy w… galerii handlowej!

   Kiedy zjawiam się w Polsce, zawsze mam wrażenie, że galerie handlowe przybywają jak grzyby po deszczu. Co roku słyszę, że ta będzie największa, ta najnowocześniejsza, a tamta będzie miała najfajniejszy wystrój.

    Tymczasem rynki  zupełnie pustoszeją. A urocze kawiarenki na miejskich starówkach, z roku na rok zastępowane są bankami. Narzekając jednocześnie  na kryzys, zapominamy że przecież  wejściówki do wielu polskich muzeów w weekendy są darmowe. Że przejście się do parku nic nie kosztuje. I  że włócząc się po swoim mieście, można odkryć coś naprawdę ciekawego.

   Próbowałam policzyć ile galerii handlowych  znajduje się w Atenach. Do głowy przychodziła mi w zasadzie tylko… jedna. The Mall, który czasem odwiedzamy będąc w Atenach. Podpytałam kilka osób. Ktoś powiedział mi o drugiej i trzeciej. Ale informacje o nich wciąż były raczej enigmatyczne. Sprawdziłam w internecie i policzyłam, że jest ich mniej więcej osiem. To chyba niezbyt wiele jak na stolicę, w której mieszka aż jedna trzecia Greków.

   Przy naszej ostatniej wizycie tak jakoś wyszło, że dla nas strategicznie było najlepiej spotkać się w centrum handlowym, tuż przy stacji metra:

   -Gdzie? Na kawę do centrum handlowego? –  na taką propozycję po drugiej stronie słuchawki odpowiedział trochę skonsternowany głos naszego przyjaciela.

   -No dobrze… Skoro mówicie, że tak będzie dla was najwygodniej…

   Wcześniej, w okolicach południa przeszliśmy się przez główną handlową ulicę Aten. Ermu zalana była tłumem ludzi. Centrum Aten, Salonik, Patry, czy też innych większych greckich miast być może grozi kryzys, ale z pewnością nie wyludnienie. Oczywiście, że i to się zdarza, ale  wciąż dominująca część Greków nie spędza swojego czasu wolnego w galeriach handlowych. Nawet jeśli chodzi o typowe sobotnie zakupy, wciąż wybierają centrum, ale samego miasta. Dlaczego  właściwie tak jest?

 

       Po pierwsze, chodzi o pogodę. Ta w Grecji pozwala cieszyć się spacerami na świeżym powietrzu, przez 12 miesięcy w roku. W Polsce to jednak czasem mało przyjemne chodzić po mieście, kiedy jest zimno, pada, wieje, albo śnieży. Zaś w Grecji, jest zupełnie odwrotnie. I jeśli na zewnątrz świeci cudowne słońce, ostatnią rzeczą na jaką człowiek ma ochotę, jest zamykanie się w pomieszczeniu, w którym głównym źródłem światła jest żarówka.

   Drugim czynnikiem, jest to że Grecy mają uczulenie na wszystko co nie jest greckie. Bo przecież oczywiste jest to, że wszystko co greckie jest niezastąpione i najlepsze! Żadnemu Grekowi przy zdrowych zmysłach nie przyjdzie więc do głowy, by zamienić wizytę w tawernie lub nawet na szybkich suvlaki, na PizzeHut czy też McDonalda. Co prawda odzieżowe sklepy sieciowe zdominowały nawet i Grecję, ale wyjście na kawę do centrum handlowego, to dla przeciętnego Greka coś zupełnie niezrozumiałego.  

   Jest również  kolejna przyczyna. Bóg przecież powiedział, że siódmego dnia się odpoczywa. I przestrzegając tej zasady, w niedziele nic nie jest czynne, wliczając w to nawet niektóre stacje benzynowe. Niedzielna wizyta w centrum handlowym jest więc po prostu niemożliwa.  Kryzys może sięgać zenitu, wszystko może być na „wczoraj”, a świat może sobie pędzić tak  szybko jak chce, ale w niedzielę… W niedzielę każdy zasiada do wielkiego stołu i z wielką rodziną, wspólnie je domowy obiad, godzinami dyskutując dosłownie o wszystkim.

***

   Mimo zdziwienia naszych greckich przyjaciół, jednak spotkaliśmy się w owej galerii handlowej. Umówiliśmy się na najwyższym piętrze, tuż obok kina. Poczekaliśmy chwilkę, poczym zjawiła się nasza zaprzyjaźniona trójka.

   -To gdzie usiądziemy? – spytał Nicos.

   Nie ukrywam, że mimo zamiłowania do typowej greckiej kawy, wciąż uwielbiam również Starbucksa. Ucieszona, że stoimy właściwie obok, wskazałam zdecydowanie ręką.

   -Hmmm… A może uda się znaleźć coś innego…  Tam nie ma przecież nawet freddo!- odpowiedziała Paraskevi, poczym przeszliśmy do kawiarenki kilka kroków dalej.

   Pamiętam jak w ubiegłym  roku ucieszyłam się z informacji, że  Starbucks jest również na Korfu. W którymś  miejscu jest nawet jeszcze znak, który do niego prowadzi. Właściwie nic więcej prócz tego znaku już nie zostało. Sam Starbucks na Korfu jakiś czas temu… zbankrutował…

 

 

Grecka Wielkanoc jest przepiękna, ale… Dlaczego dla typowego Polaka, smaczna raczej nie będzie?… czwartek, 16 kwietnia 2015

Magiritsa

Magiritsa

     -Jani! Jak myślisz, jaki przepis moglibyśmy przygotować na Wielkanoc w przyszłym roku?

      -W tym roku mieliśmy tsureki. Ale nie wiem dlaczego wciąż tak wzbraniasz się przed baranem na rożnie?

      -O nie! Tylko nie baran… Błagam! Zresztą, co to byłby za przepis? Weź barana, przebij biedaka wielkim, metalowym drągiem   i obracaj godzinami nad ogniem…

      -Wbrew pozorom to wcale nie jest takie proste! Zacznijmy od tego, że  trzeba dobrze wiedzieć, jak go nabić. Jak przebić się przez odbyt, jak ominąć organy, a później odpowiednio przebić czaszkę.  A to jeszcze nie wszystko! Trzeba jeszcze…

     -O Boże! Skończ błagam, bo mi niedobrze… Wymyśl coś innego!

     -Na Wielkanoc w Grecji bardzo popularna jest jeszcze magiritsa.

     -To zdaje się taka zupa mięsna? Coś już słyszałam… Co dokładnie potrzeba?

     -Barana! Albo owcę. Tak, to jest zupa mięsna. Je się ją najczęściej w nocy z soboty na niedzielę, kiedy kończy się Wielki Post. Każdy wtedy nie może się już doczekać mięsa. Najpierw  przygotowujesz: wątrobę, płuca, serce, nerki, trzustkę, nadnercza oraz takie gruczoły z szyi. Jest z tym trochę roboty. No i jelita! Właśnie… Jelita trzeba przewrócić na drugą stronę i bardzo dokładnie je wyczyścić. Później, jak to wszystko masz już wymyte  to…

     -Dobrze! Starczy… Myślę, że ten przepis… Hmmm… Jakby to powiedzieć… Wiesz co? A może by tak w przyszłym roku pojechać na Wielkanoc na Korfu… Zobaczyć jak na Liston wyrzucają z okien wazy w Wielką Sobotę… Przecież tam Wielkanoc jest jedną z najpiękniejszych z całej Grecji!

    -No, ale… Jak niby na Korfu mam ci ugotować magiritsę?!?! 

Czy nadal bezpiecznie jest jechać do Grecji na wakacje? Oddajmy w tej sprawie głos samym Grekom!… sobota, 11 kwietnia 2015

    Właśnie kończyłam pisać tekst, który zgodnie z planem następnego dnia rano miał znaleźć się w redakcyjnej skrzynce. Przed monitorem spędziłam pół dnia i nagle poczułam, że jeśli za chwilę nie wyjdę na spacer to albo zamienię się w roślinę, albo od patrzenia na literki zapomnę, że na świecie istnieje jeszcze inne zestawienie kolorystyczne niż czarne na białym. Ubrałam kurtkę, chwyciłam kilka monet i pod pretekstem, że idę do sklepu wyszłam się przejść. Pretekst był  całkiem niezły, bo przecież polskich czekolad w naszym domu nigdy nie jest za wiele [Czekolady Wedla w naszym sklepie].

      Po krótkim spacerze zrobiło mi się o niebo lepiej. Wróciła jasność umysłu i świadomość, że istnieje również zielony. Plan na następną część dnia był prosty. Dokończyć sprawdzanie tekstu. Wcisnąć przycisk „wyślij” i natychmiast po tym poczuć w sobie miłe zwycięstwo.

     I już prawie… prawie… obrałam drogę do domu, żeby dalej mój dzień potoczył się  zgodnie z planem. Ale jak mówi greckie powiedzenie: kiedy człowiek planuje, to Bóg się śmieje. Skręcając w boczną uliczkę, usłyszałam:

     -Dorrrottta!!!  – krzyczała moja dobra znajoma, z taką radością w głosie, jakbym po trzech latach, prosto z wojny wróciła do domu.  Po chwili Elenica (zdrobnienie od Eleni) rzuciła mi się w ramiona. Czyli, standardowe powitanie w Grecji. Nadmienię tylko, że ostatni raz  widziałyśmy się całe aż cztery dni temu.

     Niby troszkę się opierałam, ale jak widać mało skutecznie, bo chwilę po tym razem ze sporym towarzystwem wygodnie siedziałam przy kawie. Co prawda miałam dosiąść się naprawdę, jak Boga kocham, tylko na pół godziny i ani minuty dłużej, ale… po godzinie już  o tym zapomniałam.

      Od momentu ostatnich wyborów w Grecji, temat kryzysu znów jest na topie. W mojej skrzynce dość systematycznie pojawiają się wiadomości z powracającymi pytaniami: czy na pewno, na pewno, tak na pewno! to wciąż bezpieczne, żeby do Grecji jechać na wakacje? Czy na 100% samolot doleci? I czy grecki automat wypłaci gotówkę bankowo? Chyba nie ma obecnie  internetowego forum o Grecji z robiącym karierę wątkiem, że już prawie, o mały włos Grecja bankrutuje. Z doświadczenia jednak wiem, że „prawie”, a „już” robi diametralną różnicę.  Tak samo jak siedząc w tej kawiarence, mój tekst już „prawie” był wysłany. Jednak, w redakcji nikt nadal nie mógł go nawet otworzyć. Od samego kryzysu, zatrważa mnie znacznie bardziej całe nakręcenie wokół niego. Tak jakby rozwiązanie miało przyjść wraz z dostarczaniem coraz to nowszych, zawsze bardzo medialnych newsów. Raz nawet przy jednym z takich kryzysowych wątków na forum  napisałam, że o greckim kryzysie można mieć inne zdanie niż te, które dominuje w mediach. Ale zarzucono mi, że jeśli przyjeżdżam do Ellady spędzić tydzień w hotelu, to oczywiste, że widzę wszystko na różowo… Najciekawsze jest jednak to, że znaczna większość wiadomości na temat greckiego kryzysu, dochodzi do mnie z… Polski!:D

     -Jaaani! – krzyczę znad komputera odpisując na jedną z takich „kryzysowych” wiadomości, by upewnić się czy Jani wie na ten temat może coś więcej:

     -Czy myślisz, że polskiemu turyście, który przyjedzie w tym roku do Grecji na wakacje, bankomat wypłaci pieniądze…?

       -Co???

    W tym momencie raz jeszcze powtarzam pytanie, które czytam wolno i dokładnie z maila.

      -To zależy… – jak zawsze stoicko odpowiada Jani.

     -Od czego?!?! – ups! Czy ja może jednak czegoś nie wiem?!?!

     -Czy  ma coś na koncie!

     Koniec dygresji. Przenieśmy się znów do niewielkiej, acz cieszącej się popularnością kawiarenki. Siedzę trochę z boku, obok Elenicy, która parę chwil temu wciągnęła mnie do środka. Po jednej stronie mam wspaniały widok na góry i morze i widzę jak z kwadransa na kwadrans różowieje całe niebo. Wszystkie kolory z  soczystych powoli zamieniają się na coraz bardziej  delikatne pastele, co oznacza, że wkrótce cicho zapadnie  zmierzch. Po drugiej stronie widzę roześmiane twarze moich greckich znajomych. Kruczoczarne włosy, brwi, rzęsy, rysy jak ze starożytnych greckich waz. Ze świadomością, że to trochę infantylne myślę sobie, że ten mógłby być Posejdonem. Tak pewnie wyglądała Afrodyta. A tak Odyseusz. Wyrazy ich twarzy są zawsze takie, jakby  przez całe życie trwały w niczym niezmąconym, wewnętrznym relaksie.

      Elenica kiedy mówi, to macha rękami tak, że o mały włos jej palec trafia do mojego nosa. Odsuwam się trochę i patrzę jak jej pomalowane na czerwono paznokcie, śmigają w powietrzu jak czerwone muchy.

      Czy w te wakacje greckie bankomaty wypłacą naszym turystom gotówkę? I czy jadąc do Grecji turyści wciąż mogą czuć się bezpiecznie?

 

     -Biała, wpadająca w pudrowy róż! Zupełnie prosta, dziewczyny. Tylko przy dekolcie ma  mieć naszytą taką tasiemkę, która będzie połyskiwać trochę bardziej na różowo. Właśnie kupiłyśmy z mamą materiał! Boski jest… Tylko musimy się nieźle śpieszyć. Krawcowa, z którą już wszystko uzgadniałam zaszła właśnie w ciążę i ostatecznie da mi znać, czy się tego podejmie w piątek. Panienko Najświętsza! Mam nadzieję, że się nie wycofa bo jest naprawdę dobra. Makijaż zrobi mi Katerina, w ramach prezentu ślubnego. Więc nie wiem jeszcze tylko co do fryzjerki… Jak myślicie dziewczyny? Czy  któraś z was była może u Poppy?

     Elenica w te wakacje bierze ślub! Przysięgłam na wszystko, że nawet jeśli będę musiała wynająć odrzutowiec, to i tak na ten ślub przylecę prosto z Korfu. Elenica to pierwsza osoba, z którą tak naprawdę zaprzyjaźniłam się tu w Grecji, więc sama bym sobie nie wybaczyła. Ale… I tu pojawia się pytanie…

     Czy samoloty w Grecji będą normalnie kursować?  A co jeśli Grecy znów zaczną strajkować?

 

    -Restauracje też już mamy zaklepaną! Hotel dla najbliższej rodziny i takie tam. W sumie… Zostały jeszcze zaproszenia, ale na to jest jeszcze trochę czasu. No i… Ej dziewczyny! Co gotujecie jutro! Pościcie? Bo my tak! Wczoraj robiłam zupę z  grochu, dziś jemista [Nasz przepis na jemista, czyli nadziewane pomidory]… Ale co by tu jutro? Nie mam zielonego pojęcia…

     A co z wyjściem Grecji ze strefy euro? Czy w tym roku Grecja już zupełnie zbankrutuje i wróci do drachm?

 

    -To znaczy… Ja poszczę dość restrykcyjnie – zaczyna Viki – I na tydzień przed Wielkanocą  nie jem nawet niczego z oliwą z oliwek. Ale mój Nikos! Nie daje rady. Uparł się i powiedział, że i tak będzie jadł mięso. No przecież nie będę go zmuszać, ale gotować oddzielnie mu też nie będę. I wiecie co robi? Codziennie zanim wróci z pracy idzie sobie na suvlaki [Najpopularniejszy grecki fast-food, czyli co to są suvlaki?] ! Hahaha!!!

      Moje pół godziny rozciągnęło się tak, że zmierzch na dobre  zapadł. Już całkiem na serio zbierałam się do domu, kiedy weszła Asterija. Prześliczna dziewczyna o ciemnych, długich włosach i rysach twarzy tak bardzo greckich, że bardziej już być nie mogą. „Asterija. Cóż za dopasowane imię do właścicielki!” – pomyślałam, bo w języku greckim asteri oznacza gwiazdę. Przedstawiono nam siebie, bo wcześniej się nie znałyśmy.

    -Ale masz piękne imię! Asterija, to od wyrazu „gwiazda”. Zgadza się?

    -Nie… – powiedziała, nie ukrywając ogromnego zdziwienia. –Asterija… Tak miała na imię moja babka! [Dlaczego Grecy dziedziczą imiona po swoich dziadkach?]

     Kiedy wróciłam do domu było już zupełnie ciemno. Co prawda zarwałam pół nocy, ale jeszcze w porę zdołałam zrobić „klik” i wysłać tekst, by był w redakcji rano.  Tuż przed położeniem się do łóżka uchyliłam okno, by wpuścić świeże powietrze. Granatowe niebo zasiane było gwiazdami. Idąc spać w głowie krążyła mi myśl, jak to jest, że jedną rzecz można interpretować tak zupełnie inaczej…

 

 

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Nasza nowa strona „Sałatka po grecku w podróży” jest już gotowa!…. poniedziałek, 6 kwietnia 2015

    Po kilku miesiącach wytężonej pracy, z wielką radością prezentujemy Wam… po pierwsze – nasze nowe logo:

 

     A po drugie – nową odsłonę naszej strony:

 www.salatkapogreckuwpodrozy.pl

     Co prawda do otwarcia sezonu jest jeszcze trochę, ale u nas przygotowania trwają pełną parą. Pod koniec maja znów udajemy się na Korfu, by już drugi sezon oprowadzać  po jednej z najpiękniejszych wysp Grecji. Wszystkie  informacje na temat naszych tras możecie przeczytać na stronie!

     Nowa odsłona strony jest naszą dumą i w tym miejscu wielkie podziękowania dla chłopaków, którzy ją stworzyli ;D

     Prócz nowych tras, nowego logo, nowej strony postanowiliśmy, że w tym roku idziemy o jeszcze jeden krok do przodu. W arkuszu rezerwacyjnym znajduje się jeden wyjątkowy znaczek. A mianowicie ten:

     Tak jest! Nasza trasa główna „Najpiękniejsze miejsca Korfu” jest dostosowana dla osób, które poruszają się na wózkach inwalidzkich. Dysponujemy bowiem specjalnym busem, który jest przystosowany dla osób z niepełnosprawnością. Jego zdjęcia możecie zobaczyć niżej. Jeśli ktoś tą możliwością jest zainteresowany, prosimy o jak najwcześniejszą informację.

     Pokazywanie prawdziwej Grecji. Najwyższy poziom usług. Małe grupy. Autorski program umożliwiający wyjechanie poza komercyjne szlaki. I… umożliwianie  osobom z niepełnosprawnością ruchową zwiedzanie  wyspy Korfu, to jest kierunek który obieramy…

 

    

Sałatka po grecku TV – odc. 13: Wszystkiego najlepszego z okazji Wielkanocy! A co w te święta jedzą Grecy? TSUREKI!… sobota, 4 kwietnia 2015

     

      W Grecji Wielkanoc będzie dopiero w przyszłym tygodniu. Ale ponieważ w Polsce Święta już się rozpoczęły, już teraz prezentujemy przepis na jedno z najpopularniejszych dań wielkanocnych w Grecji, czyli tsureki  (lub tsoureki,  jak kto woli;)

         Tsureki to coś w rodzaju bułki drożdżowej. Można by stwierdzić, że właściwie niczym nie różni się od tego typu bułek dostępnych w Polsce, gdyby nie jedno małe „ale”, które robi wielką różnicę. Jednym z najważniejszych  składników tsureki jest mastiha, czyli przyprawa którą wytwarza się z żywicy mastihowych drzew, rosnących na wyspie Chios. Więcej na temat mastihy przeczytacie TUTAJ! Mastiha  jest możliwa do zdobycia również w Polsce – wystarczy poszukać jej  na Allegro ;))

      Wszystkie potrzebne składniki, jak i sposób wykonania jest  w tym filmiku!

      Przyjemnego oglądania!

       Życzymy Wam spokojnych, wesołych Świąt Wielkanocnych! Wiosennego odnowienia i wytchnienia od codzienności… Mam nadzieję, że macie się jak najlepiej!

Jeśli masz ochotę przeczytać coś więcej na temat tego jak wyglądają Święta Wielkanocne w Grecji – kliknij na odpowiednie zdjęcie!  Niżej znajdują się wszystkie posty na temat greckiej Wielkanocy, które pojawiły się na blogu.

Wielkanoc – już za tydzień!

Przygotowania do greckiej Wielkanocy czas zacząć! Czym jest LAMPADA?

 

Grecka Wielkanoc ma kolor czerwony

 

 

Grecka Wielkanoc – wkładaj szpilki i bądź przed północą!

 

W Grecji właśnie zakończyła się Wielkanoc!

 

Wokół czego kręci się grecka Wielkanoc?

 

Wielkanocne jagniątka…

 

 

Skiladika. Czyli jak brzmi grecki odpowiednik disco polo?… czwartek, 2 kwietnia 2015

      O disco polo jest ostatnio bardzo głośno. Co chwile słyszę o jakimś nowym hicie. Film Macieja Bochniaka zdaje się, że nie wyszedł jeszcze z polskich kin. A przy tym całkiem niedawno zauważyłam, że w mojej kablówce jest nawet discopolowy kanał!

       Pewnego przedpołudnia puściłam go dość głośno, żeby zbadać reakcję Janiego. Co jakiś czas napada mnie myśl, żeby zrobić na Janim taki mały eksperyment. I włączam   najdziwaczniejszy polski program, jaki udaje mi się znaleźć. Udaje że go oglądam, a ukradkiem badam reakcje… Tak niestety spowodowałam, że Jani wciągnął się w „Ukrytą prawdę” – program, w którym  dość nieudolnie odtwarzane są różne niesamowite, pseudo życiowe historie. Leci chwilę  po Dzień Dobry TVN. Ostatnio nie dałam już rady i wyszłam. Jednak Jani siedział i oglądał  jak zahipnotyzowany dalej! Najgorsze  w tym jest to,  że później opowiada mi wszystkie te durne historie, dywagując przy tym nad nierozważnością bohaterów danego odcinka…

     W każdym razie… Kiedy włączyłam nasz kanał disco polo, to  po reakcji od razu wiedziałam, że coś jest na rzeczy. Piosenki leciały jedna po drugiej. Jani – znów zahipnotyzowany. Dopiero po jakiś dziesięciu minutach, kiedy już miałam wychodzić, oderwał wzrok i spytał nieco otumaniony: „Ooo! A co to?!”.

     Disco polo odżyło! Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Chyba, że… Czy ten rodzaj muzyki tak naprawdę kiedykolwiek stracił na popularności? Wyznaje zasadę, że o gustach się nie dyskutuje. A ponadto tak długo nasz naród walczył o wolność, że zamiłowanie do jakiegokolwiek rodzaju muzyki, nie może być przecież zabronione. Kiedy słuchaliśmy tych piosenek w tv, zaczęłam się zastanawiać, czy  Grecy mają taki swój discopolowy odpowiednik?

     Jak się okazuje – tak! Niżej znajduje się przykładowy mix piosenek nazywanych w Grecji – skiladika. Wiem, wiem… Jeśli go posłuchacie pomyślicie, że przecież nie ma tu nic wspólnego. Nasze rodzime disco polo, a skiladika,  brzmią zupełnie inaczej. Rzeczywiście, w brzmieniu nie odnajdzie się żadnego podobieństwa. Bo kryje się ono gdzieindziej…

     Disco polo określa się jako muzykę „podwórkową”, czyli muzykę dla mas, dla ludu, taką którą gra się w remizach strażackich, na wiejskich potańcówkach, czy też weselach. I dokładnie wszystkie te określenia pasować będą do odmiany muzyki nazywanej w Grecji – skiladika. Skilos, to po grecku pies. Skiladika, to więc  muzyka „psia”, uznawana za tę najgorszego gatunku, przeznaczoną dla milionowych mas.

    Choć przyznacie – coś w sobie jednak ma. A ja przyznam się, że niektóre kawałki naprawdę bardzo lubię.  Klarnet, który tak często w tych piosenkach słychać, brzmi naprawdę świetnie. A śpiewający bardzo często obdarzeni są wspaniałymi głosami. Śpiewają tak, że człowiek nie jest w stanie długo sztywno  wysiedzieć i trudno się powstrzymać, żeby nie potańczyć.

    Wsłuchując się w te piosenki, można szybko odkryć  bardzo ważną rzecz. Nie bez przyczyny tak wiele utworów skiladika, przywodzą na myśl rytmy tureckie. Wiele z nich, to piosenki prosto z Turcji, w których na greckie zamieniono tylko i wyłącznie słowa. Jest to kolejny dowód na to, że związek Turcji i Grecji, to idealny przedstawiciel związku w typie „miłość i nienawiść”. I jednocześnie przykład na to, że o żywej kulturze danego kraju można dowiedzieć się naprawdę wiele, puszczając zwykłe, lokalne  radio.

A jak wam podobają  się piosenki skiladika? Jestem bardzo ciekawa! Piszcie koniecznie w komentarzach!