Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – W Grecji trwa właśnie Wielkanoc… poniedziałek, 2 maja 2016

   

W tym roku Święta Wielkanocne są w Grecji wyjątkowo późno. Trwają właśnie teraz! W nocy z soboty na niedzielę, dokładnie o godzinie 24, według Greckiego Kościoła Prawosławnego zmartwychwstał Chrystus. Grecy, jak to Grecy. Nawet święta kościelne obchodzą w wyjątkowo radosny sposób. Kiedy tylko wybija północ, następuje pokaz fajerwerków. Obściskując się wszyscy wypowiadają słowa Christos Anesti! (czyli Chrystus Zmartwychwstał!). Chwilę później rozpoczyna się wielkanocna msza, ale większość osób kilka minut po północy udaje się na rodzinną kolacje, w której po surowo przestrzeganym w Elladzie poście, króluje rzecz jasna mięso. Mniej więcej od pierwszej, drugiej w nocy do białego rana pękają w szwach wszystkie cluby i dyskoteki, bo jak świętować, to świętować – więc ludzie idą na huczne imprezy.

Wczoraj, przed południem razem ze znajomymi wybraliśmy się na spacer po mieście. Byłam szalenie ciekawa jak obchdzi się Wielkanocną Niedzielę w samym mieście. Przyznam, że ani do wyglądu, ani do zapachu (nie mówiąc już o samym smaku) pieczonego barana nie przekonam się już chyba nigdy. Tak to jest z niektórymi smakami – albo z zamiłowaniem do nich człowiek się urodzi, albo już nigdy nie przekona.  Nawet w mieście i to wcale nie na obrzeżach, a prawie w centrum, na rusztach obracały się barany. Ich zapach czuć było dosłownie wszędzie.

Grecka Wielkanoc trwa w najlepsze. Świętowanie przeciągnie się  do wtorku, bo Wielkanoc to najważniejsze święto w Grecji. Lubię ten czas częściowego wyłączenia, gdzie zupełnie nic nie działa i można prawdziwie odpoczywać. Ludzie spotykają się z  przyjaciółmi i rodzinami. Mają czas dla siebie. Tawerny pękają w szwach. W kawiarniach często brak już stolików. Jeden wielki grecki luz do kwadratu. No… Może tylko tych baranów jednak trochę  szkoda…

Jeśli jesteście zainteresowani tematem greckiej Wielkanocy, w poście niżej znajdziecie linki do wszystkich wielkanocnych tematów,  które znalazły się na Sałatce. Jest tego sporo, więc miłego czytania!:D

POSTY O GRECKIEJ WIELKANOCY

Dlaczego Greczynki nie mają kompleksów?… piątek, 29 kwietnia 2016

Od razu na początku mocno zaznaczę. To oczywiście nie jest tak, że sto na sto mieszkanek Grecji jest pewna siebie, rozpiera je duma i nie posiada ani jednego kompleksu. Ludzie, jak ludzie. Kobiety, jak kobiety. Niczego tak naprawdę nie da się zmieścić w sztywne ramy, ale to mogę stwierdzić z pewnością: ogromna ilość Greczynek, które spotykam na co dzień, to kobiety pewne siebie, świadome swoich wartości, swoich kobiecych atutów, dumne i pozbawione kompleksów. Nie zależy to bynajmniej od ich urody, liczby zer na koncie, stanu cywilnego, wykształcenia, wykonywanej pracy. Tak po prostu jest. One tak już mają. Z czego  to jednak wynika? Moim zdaniem są  dwa główne powody.

POWÓD PIERWSZY.  CZYLI CZYM SKORUPKA ZA MŁODU NASIĄKNIE…

Jedną z największych tajemnic poliszynela Grecji jest to, że wykonuje się tu wiele zabiegów aborcji. Dowiedziałam się o tym całkiem niedawno. Zwróciła mi na to uwagę moja polska przyjaciółka, która w Grecji urodziła dziecko i tak jakoś podczas jednej z rozmów,  zeszłyśmy na temat porodów. Rzewczywiście, dopiero przy naszej rozmowie uświadomiłam sobie, że nie znam i raczej nie widzę w Grecji młodych, nastoletnich matek. Nie spotykam  również wielodzietnych rodzin. Kiedy w Grecji rodzi się dziecko, to najczęściej jest ono długo wyczekiwane, planowane, chciane. Byłam w szoku, kiedy zaczęłam rozmawiać o tym z Greczynkami. Okazało się, że naprawdę spora część dokonała kiedyś aborcji.

Kiedy rodzi się więc dziecko, jest to najczęściej ogromne (i planowane) szczęście dla całej rodziny. Od samego urodzenia  cała rodzina pomaga matce, a kiedy małe dziecko zaczyna coś rozumieć,  przez  sztab babć, dziadków, ciotek, wujów  jest bombardowane komplementami. Weźmy  pod lupę dziewczynki. Choćby mała pociecha nawet i była szkaradna to dla matki, ojca, dziadków i wprost niekończącej się ilości  wujostwa, będzie najpiękniejszą księżniczką na świecie. Wszyscy w  małej dziewczynce dostrzgają wszystko co absolutnie jest najlepsze. A ponieważ Grecy są niezwykle ekspresyjni, do dziecka taki przekaz trafia również przez gesty, mimikę twarzy, nieustające głaskanie i przytulanie. Już od małego, dziewczynki mają taki specyficzny błysk w oku, który jest dowodem, że już w nich  kiełkuje  niezachwiana i niezależna od czynników zewnętrznych  pewność siebie.

Sięgam teraz mocno wstecz w pamięci i  próbuje przypomnieć sobie, kiedy ostatnio widziałam w Grecji dziecko, które byłoby zahukane, nieśmiałe, spięte czy też zwyczajnie  zamknięte w sobie. I nie potrafię przypomnieć sobie ani jednego przypadku.

I tak dziewczynka dorasta. Przeistacza się w dziewczynę, a wkrótce w kobietę. I wtedy dopiero się zaczyna. Bo dzieciństwo to  dopiero początek. Kobieta wchodzi w związek z wychowanym w podobny sposób, dowartościowanym, pewnym siebie facetem. Wybierze za partnera najczęściej takiego, który tylko potwierdzi, to co przez lata słyszała o sobie w swoim otoczeniu. Co dokładnie się dzieje?

POWÓD DRUGI. GRECY JAKBY ODMAWIALI MANTRĘ, KOMPLEMENTUJĄ SWOJE KOBIETY…

Jednym z największych stereotypów dotyczących Greków, jest stereotyp wiecznego lowelasa, który zdradza swoją żonę z kim popadnie. Oczywiście, taki typ istnieje i dość mocno rzuca się w oczy. Ale to jeszcze nie oznacza, że taka jest większość. Czy Grecy zdradzają? Rzecz jasna, że tak! Jak każdy inny naród. Ale nigdy bym nie powiedziała, że chodzi o jakąś odstającą od standartu ilość zdrad. Wiem, że przyjeżdżając do Grecji można mieć wrażenie, że co krok, chwila, moment, a dojdzie do jakiejś zdrady. Powodem tego jest między innymi fakt, że na „dzień dobry”, Grecy bombardują kobiety komplementami. Mówienie  kobietom komplementów jest tu normą, która dzieje się  na porządku dziennym. „Fantastycznie dziś wyglądasz!” „Jesteś przepiękną kobietą.” „Masz śliczne włosy!” „Jesteś świetna.” „Super jest ci w tym kolorze!” To są zdania, które słyszy się w Grecji na co dzień.

Uwielbiam obserwować kobiety, które pierwszy raz przyjeżdżają do Grecji. Kiedy zaczynają coś takiego słyszeć, na początku są speszone lub tkwią w konsternacji. Często widać, że miłe słowa słyszały lata świetlne temu i nawet nie wiedzą jak mają zareagować. A później nie wiem co się dzieje, ale często na kilometr widać, że rozkwitają.

Kiedy  pierwszy raz przyleciałam do Grecji, byłam na trzecim roku studiów.  Mogłam sobie zarzucić to, tamto i sio. Tu za dużo. Tam za mało. To za krzywe, a tamto zbyt proste.  Te kilka pierwszych miesięcy pobytu w Grecji, było najlepszą terapią na wyzbycie się wielu  kompleksów. Jeszcze nigdy wcześniej w życiu nie słyszałam pod swoim adresem takiej ilości komplementów, wypowiadanych wprost, tak po prostu bez większej przyczyny i okazji.

To jest taka niby zwyczajna, mała sprawa. Mówienie miłych rzeczy. A potrafi niesłychanie zmienić stosunek do siebie i do świata. I to właśnie niemalże magicznie sprawia, że kobiety wyzbywają się kompleksów. Zaczynają rozkwitać i błyszczeć.  Tak właśnie funkcjonuje to w Grecji.

Olivka uznana za zbyt grubą w sklepie z ekskluzywnymi ubraniami. Czyli… Greczynki, a kompleksy… sobota, 23 kwietnia 2016

Od już jakiegoś czasu Olivka i jej chłopak Pieprz mieszkają w Atenach. Oznacza to, że mamy do siebie rzut beretem. Czasami wpadają do nas. A czasami Jani i ja wybieramy się w odwiedziny do Aten.

Wpadliśmy do Olivki i Pieprza jakieś dwa weekendy temu. Mieliśmy w planach to i tamto, plus również po prostu się wyluzować, korzystając ze spokojniejszego czasu na dwa dzwonki przed turystycznym sezonem. Było super! Weekend idealny. Wybraliśmy się między innymi na kawę i spacer do Kifisja, czyli obecnie jednej z najbardziej ekskluzywnych dzielnic Aten. Jeśli kiedykolwiek będziecie odwiedzać stolicę Grecji, koniecznie tam zajrzyjcie, bo to zupełnie inna odsłona tego niezwykle różnorodnego miasta.

Zostawiłyśmy Janiego z  Pieprzem na kawie, a same poszłyśmy oglądać wystawy sklepowe. Gdyby tak wygrać w totolotka… Ceny były zawrotne, ale ubrania naprwdę piękne. Kiedy  szłyśmy ulicą, Olivce wpadła w oko jedna sukienka. Co prawda była to kreacja typowo wyjściowa, a żadna okazja się nie nadarzała, ale przecież nie wszystko w życiu musi być tak od razu logiczne. Weszłyśmy do sklepu. Olivka poprosiła sprzedawczynię, żeby podała sukienkę do przymiarki.

Kiedy Olivka się przebierała, ja testowałam piętnastocentymetrowe szpilki za grupo ponad dwieście euro. Haha – hihi! Bawiłyśmy się świetnie. Co prawda ceny w tym sklepie były mało dla nas osiągalne, ale…

Nagle,  teatralnym ruchem Olivka rozsunęła zasłnę przymierzalni, jakby rozsuwała kurtynę.  W kolorze czerwonego wina wyglądała spektakularnie. Krój też był idealny. Problem był tylko z rozmiarem. Sukienka ewidentnie była o numer, a nawet dwa za mała.

Sprzedawczyni z pewnością wyczuła, że nie mamy w planach niczego kupować, tylko tak  sobie mierzymy. Albo jej się to nie spodobało, albo była nie w  nastroju. Kobieta zmierzyła Olivkę wzrokiem od wielkiego palca u nogi, aż po sam czubek głowy i z zadartym nosem powiedziała:

-Pani jest na tę sukienkę za gruba. Nie ma już większych rozmiarów.

Myślałam, że ugną się pode mną te piętnastocentymetrowe szpilki. Spojrzałam na Olivkę i tak samo jak sprzedawczyni nie mogłam powstrzymać ciekawości, co takiego odpowie…

*

Przyznam się zupełenie szczerze. Kiedy pierwszy raz, te kilka lat temu poznałam moją obecną szwagierkę, nie tyle za nią nie przepadałam. Ja jej zwyczajnie nie lubiłam. Działała mi na nerwy jej pewność siebie i zupełny brak samokrytyki. Ale przez te kilka lat mieszkania w Grecji, sporo się jednak zmieniłam. Zupełnie inaczej zaczęłam postrzegać ludzi i świat. Oduczyłam się oceniania po pozorach, jak przyznaje – było kiedyś. I jakoś tak stopniowo najpierw Olivka przestała mnie irytować. Później stała się dla mnie neutralna. Aż w końcu, z ręką na sercu mogę to powiedzieć – ogromnie ją lubię (i to z wzajemnością). Rozumiem jednak również siebie sprzed tych kilku lat. Ja po porstu nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z takim typem osobowości. Typem dziewczyny, czy też kobiety, który w Grecji pojawia się bardzo często. Takim rodzajem Greczynek, które niezależnie od tego kim są, co robią i jak wyglądają, całkowicie pozbawione są kompleksów.  I moja szwagierka Olivka, jest idealnym tego typu przykładem. Widać to już na kilometr. Mocno wyprostowane plecy. Lekko zadarty nos. Silne spojrzenie, zawsze patrzące głęboko w oczy. Chód, jakby ulica którą idzie, nazwana była jej imieniem. Taki rodzaj kobiet pierwszy raz spotkałam mieszkając właśnie w Grecji. A przebywanie z takimi kobietami, było dla mnie absolutnie największą lekcją pewności siebie i najlepszym antidotum na wszystkie moje kompleksy.

*

Olivka odgarnęła swoje czarne jak atrament włosy. Rzeczywiście, sprzedawczyni obiektywnie miała sporo racji. Wyglądała w tej sukience za grubo. Wcisnęła się w nią, a następnie zapięła na siłę, tak że skóra, a pod nią gramy tłuszczyku wydostawały się w każdy możliwy sposób. Nie chodziło jednak wcale o nadwagę, a zwyczajnie źle dobrany rozmiar. Olivka patrzyła na sprzedawczynię przez chwilę, wiedząc że to właśnie cisza jest w tej sytuacji najbardziej wymowna. Po jakiś piętnastu sekundach zawieszenia w czasie, które wydawało się trwać wieki, Olivka wybuchnęła nieskrępowanym, perliczym śmiechem. Wypełniała  go  nokautująca sprzedawczynię współczująca pobłażliwość. Olivka śmiała się jakby zobaczyła dziecko, które niechcący się poplamiło, a popełniona przez nie gafa była nawet nieco urocza. Ech! Ty głupiutka! Sprzedawczyni była zupełnie zbita z tropu. Olivka nie musiała dodawać już niczego. Weszła znów do przymierzalni i przebrała się w swoje ubrania. Chwilę potem  stałyśmy znów na zalanej słońcem ulicy. Kiedy tak razem szłyśmy, Olivka dodała:

-Ależ ona musiała mi zazdrościć… No cóż… W sumie to się jej nie dziwie, więc trzeba jej wybaczyć. Ale! Jak już będzie mnie stać na tę kieckę, a ciebie na te szpilki, to pójdziemy do sklepu obok! Nawet jakby zrobili 90% przeceny, to moja noga już tam nie postanie!

Skąd w Greczynkach taka pewność siebie? Jak to się dzieje, że już jako dziewczyny przeistaczają się w kobiety, zupełnie nie mając kompleksów? Mam oczywiście na to swoją teorię… Ale o tym już w najbliższym poście! 

 

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Pozdrawiamy z Polski!… poniedziałek, 18 kwiecień 2016

Kwiecień i sam początek maja, to dla mnie najlepszy czas na podróże i ostatnie chwile na wakacje. Tak jest:D Niedługo przyjdzie lato i w przeciwieństwie do wszystkich, ja ruszę do intensywnej pracy. Na Korfu jestem od 25  maja i przez kilka następnych miesięcy ani nie będę mieć możliwości, ani również ochoty by wystawić nos poza wyspę.

Korzystając ze spokojniejszego czasu, udaliśmy się z Janim na kilka dni do Polski. O ile dobrze liczę, ostatni raz widziałam Polskę wiosną aż pięć lat temu. Janiego nie było bardzo długo i sam przyznaje, że za Polską bardzo się stęsknił. Cieszymy się więc wszystkim co jest dla nas niedostępne w Grecji. Spędzamy czas z rodziną i przyjaciółmi. Polski chleb razowy jest najpyszniejszy na świecie. Biały ser, kiszona kapusta, ogórki, maliny, świetne polskie kosmetyki… Tak mogłabym wyliczać jeszcze bardzo długo.

Tymczasem… Biedny Jani… On również niesamowicie stęsknił się za wieloma polskimi produktami… Na jego nieszczęście coraz więcej greckich produktów dostępnych jest w polskich sklepach. Na dodatek trwa w najlepsze grecki tydzień w Lidlu. I tak co chwilkę:

-Jani! Kupiliśmy najprawdziwszy, grecki jogurt! Musisz koniecznie spróbować!! Chcesz???

 

Chce, czy nie – próbować musi, bo kto inny potwierdzi, czy  rzeczywście smak jest prawdziwie grecki?:D A za czym najbardziej stęsnił się tak naprawdę Jani? Za polskim sernikiem! Dziś będzie więc krótko, bo lecimy korzystać z czasu, który mamy w Polsce. I koniecznie na sernik! Miłego poniedziałku Kochani!

 

Wycieczki po Korfu. Odwiedź naszą odnowioną stronę!… środa, 13 kwietnia 2016

Przygotowania do nowego sezonu trwają u nas już pełną parą! Tymczasem, nasza strona internetowa salatkapogreckuwpodrozy.pl przeszła właśnie zimowo – wiosenny lifting. Zaktualizowane programy tras, rozszerzona podstrona jak przygotować się do wycieczek, rozbudowane galerie ze zdjęciami  z  Korfu i z naszych wycieczek oraz solidna garść komentarzy od naszych uczestników. Serdecznie zapraszam Was do odwiedzenia naszej strony po odnowie!

W nadchodzącym sezonie kontynuujemy oprowadzanie zgodnie z naszymi dwoma głównymi trasami: Miejsca Korfu i Widoki Korfu. Te trasy w ubiegłym sezonie sprawdziły się świetnie. Ale na nadchodzące lato przygotowaliśmy coś jeszcze… Już od nowego sezonu dostępna będzie również trasa trzecia – KUCHNIA KORFU. Trasa ta, również prowadzona jedynie  w małych grupach, skierowana jest przede wszystkim do osób, które intersują się kuchnią. Główną atrakcją tego programu jest lekcja gotowania w tradycyjnej, greckiej tawernie. Żeby nauczyć się gotować, podczas tej wycieczki odwiedzamy  Starą Perithię, jedną z najbardziej urokliwych wiosek, które znajdują się na Korfu. Wioseczka, położona u stóp najwyższego szczytu Korfu – Pantokratora  jest prześliczna, a kiedy się po niej spaceruje można mieć wrażenie, że chodzi się po scenerii do baśni. To jedno z miejsc, do którego nie  dociera zbyt wielu turystów, a my będziemy pierwszą zorganizowaną polską grupą, która do Starej Perithii będzie jeździć systematycznie. Wszelkie szczegóły dotyczące tej nowej trasy, jak i pozostałych tras dostępne są już na stronie!

    Do zobaczenia latem! Zapowiada się naprawdę wspaniale;D

 

 

Twarze starożytnych Greków… sobota, 9 kwietnia 2016

Kiedy na pierwszym roku historii sztuki przerabialiśmy starożytność, była to dla mnie najnudniejsza rzecz na całym świecie. W sumie się sobie nie dziwię, bo system nauki: nazwa – data – styl – miejsce, zabiłby pasję u największego zapaleńca. Dziś mieszkając w Grecji odkrywam starożytność zupełnie na nowo. Mam ją przecież  na wyciągnięcie ręki.

Kilka dni temu wpadliśmy na weekend do Aten do Olivki (o naszej wizycie będzie niedługo:D). Jeszcze przed załatwianiem najróżniejszych spraw, w sobotę wstałam wcześnie rano i pojechałam do Ateńskiego Muzeum Archeologicznego. Po ilości turystów czuć, że sezon letni powoli się rozpoczyna, choć nie było jeszcze tłumów, które przeszkadzałyby w zwiedzaniu. Zresztą… Prawdę mówiąc mnie nawet największe tłumy nie przeszkadzają. Po prostu bardzo  cieszy mnie widok  ludzi, którzy przyjeżdżają często z całego świata, żeby podziwiać sztukę.

Choć największe dzieła greckiej starożytności są poza Elladą, warto odwiedzić to muzeum. Jest tam ogromna ilość rzeźb i łatwo dostać oczopląsu. Ja  podczas mojego sobotniego spaceru postanowiłam zwracać szczególną uwagę na jeden przewodni element. Były to twarze. Dziś kilka zdjęć z mojej ostatniej wizyty. Zobaczcie jak stopniowo coraz to lepiej, dokładniej, coraz bardziej realistycznie i ekspresyjnie starożytni wydobywali z marmurów rysy ludzkich twarzy.  Jak wyglądali starożytni Grecy? Patrząc na ostatnie zdjęcia z pewnością zauważycie, że tak naprawdę nie różnili się zbytnio od nas…

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Mój rytm greckiego dnia. Po co właściwie Grekom potrzebna jest sjesta?… poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Każda osoba, która zetknęła się z tym tematem, to potwierdzi. Praca w domu, to naprawdę ciężkie zadanie. Nikt nie kontroluje, nie mobilizuje. Nie ma nikogo, kto ustali godziny pracy. Na wykonanie swoich zadań jest niby cały dzień i najgorsze jest to, że w niezwykle zdradliwym  „międzyczasie” można to, tamto i owamto. W rezultacie czas pracy zupełnie miesza się z czasem na odpoczynek, hobby, czasem dla rodziny, przyjaciół, czasem dla siebie.  Człowiek ma przy tym męczące wrażenie, że pracuje cały czas.

Z organizacją mojej pracy w domu zmagałam się bardzo długo. I tak naprawdę dopiero teraz, czyli po kilku latach, wypracowałam system, który u mnie działa. Jak powiedział Leonardo da Vinci: „dyscyplina jest matką wolności”. Dopiero teraz przekonałam się, że tak naprawdę praca w domu to nie żaden  luz-blus, szwędanie się po domu w dresie  i czas na wszystko, tylko wielka lekcja samodyscypliny -  jednego z elementarnych czynników, które gwarantują sukces w pracy.

Co prawda wcale tego nie planowałam, a nawet więcej – początkowo wydawało mi się to zupełnie niemożliwe, ale rytm mojego dnia niemal idealnie zestroił się z rytmem doby, jaki dominuje w Grecji.

Tak jak u większości mieszkańców Ellady, również i mój dzień podzielony jest na dwie części. Ranek i popołudnie to czas załatwiania najróżniejszych spraw i zajmowania się domem. To co trzeba załatwić w banku, czy na poczcie. Zakupy, wizyta u księgowej, dentysty czy fryzjera,  czas na gotowanie zazwyczaj przy akompaniamęcie tłuczącej się pralki. Prasowanie, odkurzanie. Jest to czas, kiedy biegam z jednego miejsca, do drugiego. Wtedy też w każdej greckiej wiosce, czy mieście,  najwięcej się dzieje. Korki na ulicach, zabiegani ludzie, uliczne bazary, młoty pneumatyczne, klaksony i tym  podobne.  Trzeba uważać, by nikt nie rozjechał, czy nie rozdeptał.

Zazwyczaj jest wtedy kilkanaście minut przed grecką godziną „0”, czyli strategiczną czternastą. Słońce świeci w najlepsze, a pranie właśnie się skończyło. Wychodzę na balkon i rozwieszam mokre ubrania. Czasami zajmuje mi to dobrze ponad kwadrans, bo w tym samym czasie moja sąsiadka Katerina robi zazwyczaj dokładnie to samo. Ewentualnie dla urozmaicenia polewa swój chodnik, sprawdza jak mają się jej kwiatki, albo prezentując dorodny dekold, bezczynnie opiera się o balustradę swojego balkonu i zaczyna:

-Haha!  Dorota i znowu to pranie… Pranie, prasowanie, pranie… Najświętsza Panienko! Idzie zwariować. Ileż można… – wturuję w marudzeniu tak pro forma, bo wiem, że Katerina musi się wygadać i za chwilę zrobi jej się lepiej. Jakieś pięć minut później, pada fundamentalne pytanie:

-A co dziś u was na obiad?

-To i tamto… – tłumaczę, a bywa że kłamię, bo chcę uniknąc szoku mówiąc, że odgrzewam coś z wczoraj. Czasami też muszę się podroczyć:

-Przecież jedliśmy przedwczoraj, wczoraj… Dwa dni temu też jedliśmy obiad. A daj spokój Katerina… Ileż można jeść!

-Hahahahahaaa! – śmiech Kateriny jest jak epidemia i trudno się jest nim nie zarazić. Opowiadam co tam u nas i słucham najróżniejszych plotek, politycznych informacji z dziesiątej ręki i wiem, że w  tym momencie nadsłuchuje nas cała ulica. Przede wszystkim jednak cieszę się, że przełamanie bariery językowej są już lata świetlne za mną i mogę czerpać radość z użwania tego bardzo trudnego języka.

Nie muszę patrzeć na zegarek. Katarina też nie, bo w takim rytmie dnia się wychowała. Tak jakoś samo wychodzi, że kończymy naszą rozmowę. Nagle milkną kosiarki i pralki, ludzie przestają wbijać gwoździe, a matki do krzyczących w domach  dzieci mówią: „szzzzz!!!”. Wiem już, że właśnie wybija godzina czternasta. Przez cztery następne godziny jest cisza jak makiem zasiał, nikt nie wykonuje nawet telefonów. Dla Greków jest to czas święty. Trwa tzw. mesimeriano ipno (tłumacząc na polski – popołudniowy sen), potocznie zwany sjestą. Grecy przebierają się w pidżamy. Śpią. Leżą. Odpoczywają. Ujmując krótko: cieszą się faktem, że przez parę godzin mogą nie istnieć dla świata.  My z Janim w tym czasie jemy obiad, idziemy na spacer, pijemy kawę, albo czasem ja ucinam sobie drzemkę.

W dzisiejszych czasach nie każdy  w Grecji ma pracę, która pozwala mu na sjestę w środku dnia. Ludzie pracujący w dużych sklepach, najróżniejszych firmach, pracują często cały dzień. Rytm mojego letniedo dnia też ulega całkowitej zmianie, bo przecież najczęściej cały dzień jestem w trasie. Jednak kiedy tylko mogę, jeśli tylko jest taka możliwość – wprowadzam do mojego dnia sjestę. Po kilku latach mieszkania w Grecji, mogę stwierdzić, że sjesta to fenomenalny wynalazek. Regeneruje siły, wprowadza do codzienności zdrową równowagę między pracą, a czasem dla siebie. Istnienie sjesty z pewnością jest uzależnione od klimatu. Jednak tak naprawdę w Grecji upalnie jest tylko latem, więc chodzi bardziej o wypracowany latami rytm dnia, sposób życia w którym najlepiej odnajdują się Grecy i również między innymi ja.

Ten „święty” czas sjesty, podczas którego nie powinno się nawet do nikogo dzwonić, trwa do godziny osiemnastej. Chwile po jej wybiciu, uśpione wcześniej greckie wsie i miasta, ze zdwojoną siłą ponownie wracają do życia. Zapełniają się centra. Znów trudno znaleźć miejsce parkingowe. Pękają w szwach kawiarnie i tawerny. Wszędzie znów wiele się dzieje.

Ja natomiast jakieś  pół godziny przed osiemnastą, robię sobie pyszną kawę i siadam do biurka. Wszystko co w domu potrzebne jest do prawidłowego funkcjonowania jest już zrobione i w mojej głowie jest miejsce na najważniejsze dla mnie rzeczy. Siadam i zaczynam… Pisać, redagować, obrabiać zdjęcia, zatwierdzać rezerwacje na wycieczki, opracowywać trasy, odpowiadać na maile, ulepszać stronę i bloga, odpowiadać na komentarze, wymyślać i planować. I tak czasami do późnej nocy, bo wiele rzeczy po prostu musi być zrobione. Zazwyczaj mniej więcej w okolicach północy, zamykam komputer i idę zaparzyć sobie jakąś mieszankę ziół. Myśląc co by tu sobie poczytać, patrzę na okno Kateriny i uśmiecham się na samą myśl, że jutro też mam zrobić pranie. Prawdziwa magia tych zwykłych, codziennych rytuałów.

Akurat w temacie:D Niżej znajduje się odcinek  porgramu „Halo Polonia”, w którym łącząc się przez Skype, rozmawialiśmy na żywo na temat greckiej sjesty. Moja wypowiedź w około 20 minucie!


http://halopolonia.tvp.pl/23464793/26012016-2235

   A  jak wygląda rytm Waszego dnia? Jakie są Wasze codzienne rytuały? Piszcie koniecznie w komentarzach:D

 

Przewodnik po KORFU, cz. 17 – Muzeum folklorystyczne w Sinarades… niedziela, 27 marca 2016

Kiedy byłam mała, uwielbiałam chodzić po strychach. Zawsze, jeśli znalazłam się w nieco starszym domu, miałam nieodpartą ochotę, żeby wejść na strych i zobaczyć co tam jest. Zbierałam stare butelki o ładnych kształtach, fragmenty płaskorzeźb zdobiące wiekowe budynki, naczynia, książki. Lubiłam czytać stare gazety, pocztówki, które ludzie wysyłali sobie z wakacji jakieś dwadzieścia, trzydzieści, pięćdziesiąt lat temu. Zostało mi to do dziś. I z pewnością już  zawsze wielką przyjemnością będzie dla mnie wizyta w księgarni ze starymi książkami, czy też w sklepie z antykami. Te stare rzeczy, mają w sobie takie magiczne „coś”.

Sinarades to niewielkie miasteczko znajdujące się trochę na południe od Pelekas, w środkowo – południowej części Kerkiry. To miejsce jest jednym z najlepszych dowodów, że mimo iż Korfu jest w czołówce turystycznych destynacji w Grecji, to nadal jest to wyspa, gdzie można zobaczyć taką najprawdziwszą Elladę. W Sinarades można zjeść w typowej, greckiej tawernie, zobaczyć jak rankiem starsi panowie w mikroskopijnych filiżankach piją rano grecką kawę lub powoli sączą uzo [kliknij TUTAJ!], a ich żony w tym czasie gaworząc zawijają dolmadakia [kliknij TU!].  Warto zajrzeć do Sinarades w jedno z codziennych, letnich przedpołudni i koniecznie udać się do tamtejszego muzeum folklorystycznego (czynne: pn. – sob. 9 – 14, 2 euro,  jednak  jeśli ktoś przyjdzie nieco później to opiekujący się muzeum przesympatyczny chłopak, na pewno otworzy:).

To muzeum jest właściwie niewielkim, dwupiętrowym domem. Już za progiem cicho skrzypi podłoga i pachnie mijającym czasem. Wewnątrz tego uroczego miejsca znajdują się meble, zdjęcia, przedmioty codziennego użytku ludzi, którzy żyli tu często grubo ponad sto lat temu. Częściowo miejsce wygląda tak jak lubię najbardziej: jakby ktoś ciągle tu mieszkał, tylko na chwile wyszedł, a ja mam takich kilka chwil spokoju, by zobaczyć jak się tutaj żyje. Jaki kto ma zawód, czym się je, na czym gotuje, na jakiej pościeli się śpi, czym bawią się tu dzieci i jak wyglądali mieszkańcy Kerkiry żyjący w tamtych czasach.

W środku, nawet pewnie w sezonie nie ma zbyt wielu turystów. Jest więc cicho i spokojnie. Jakby zegar zatrzymał się, a czas dosłownie stanął w miejscu. Czasami, daleko od największych turystycznych atrakcji, o danym miejscu można dowiedzieć się najwięcej.

 

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – BURANI – najbardziej szokujące święto Grecji… poniedziałek, 21 marca 2016

Obchody burani w Tirnavos

Obchody burani w Tirnavos

W tym roku Wielkanoc obchodzona jest w Grecji wyjątkowo późno – Wielka Niedziela przypada na 1-go maja. Tydzień temu zakończył się hucznie obchodzony w Elladzie karnawał i tym  samym rozpoczął się Wielki Post. Natomiast w ubiegły poniedziałek obchodzono święto zwane Kathara Deftera (czyli „Czysty Poniedziałek”). Podczas typowych obchodów tego święta, Grecy całymi rodzinami udają się na łono natury. Jedzą postne potrawy i puszczają latawce. Ten uroczy zwyczaj puszczania latawców w zwiastujący wiosnę poniedziałek, jest najbardziej charakterystycznym elementem Kathara Deftera. Jednak w zależności od regionu, obchody tego szczególnego dnia mogą znacznie się różnić.

W miasteczku Galaksidi (o samym Galaksidi przeczytasz TU!) organizowane są bitwy na mąkę, nazywane alevropolemos. Moją relację z jednej z mącznych bitew znajdziesz TUTAJ! Natomiast klikając TU! możesz przeczytać mój artykuł dla „Poznaj Świat”, który jakiś czas temu znalazł się w internetowym archiwum.  A zaglądając TUTAJ! przeczytasz post, na temat obchodzenia Kathara Deftera w miejscowości Distomo, gdzie tego dnia również dzieje się wiele ciekawego. Przebrani w kozie skóry mieszkańcy, tańczą na rynku potrząsając przy tym wielkimi dzwonami. Jak widać obchody Kathara Deftera to szalenie ciekawy temat. Natomiast jest pewne miejsce w Grecji, gdzie obchody tego dnia są nie tyle nawet ciekawe, co wprost – szokujące…

Co prawda… Teoretycznie… Planowałam nawet i jechać, ale… Hmmm… Przyznam, że trochę się po prostu boje… Ale… Zacznijmy od samego początku…

W niewielkiej miejscowości o nazwie Tirnavos w środkowej Grecji, co roku od ponad dwustu lat organizowane jest święto nazywane  burani. Tego dnia gromadząc się w głównej części miasta, w wielkim kotle  mieszkańcy gotują postną,  szpinakową zupę, od której powstała nazwa tego święta. Przebrani w karnawałowe stroje tańczą, śpiewają, bawią się. Co w tym szokującego? W tym co prawda  jeszcze nic… Głównym motywem świętowania, nie jest jednak szpinakowa zupa, a… penis! Tego dnia wszystko, dosłownie wszystko przybiera w Tirnavos kształt penisa. Pączki, czekoladki, lizaki, butelki z uzo i tsipuro, breloczki, gwizdki i najróżniejsze gadżety. Kilku mężczyzn ze sztucznymi penisami o gigantycznych rozmiarach, wędruje po głównej części miasta, na każdym kroku pozwalając sobie na daleko idące żarty. Tego dnia do Tirnavos zjeżdżają się Grecy z całej Ellady. Jednak każdy, kto podczas Kathara Deftera znajdzie się w Tirnavos musi zdawać sobie sprawę, z tego co go tam spotka i powinien koniecznie  uzbroić się w solidną porcję dystansu do wszystkiego co się dzieje. Wszędzie słychać ludowe przyśpiewki o zbereźnych tekstach, co chwile ktoś wykrzykuje erotyczne wierszyki lub radośnie wymachuje sztucznym penisem. Co roku w greckiej telewizji pojawiają się relacje z obchodów świętowania, a ja za każdym razem kiedy je widzę, szczerze współczuje relacjonującym obchody burani dziennikarkom.

Skąd jednak wzięło się w Tirnavos takie szokujące święto? Dokładnych korzeni nie ustalono. Ale najbardziej prawdopodobna wersja mówi o tym, że święto ustanowił jeden z ówczesnych sułtanów (Grecja była wtedy pod panowaniem tureckim). Region, w którym znajduje się Tirnavos w XVIII wieku został zdziesiątkowany przez epidemie i żeby zwiększyć przyrost naturalny zostało wprowadzone święto płodności. Co prawda dawniej udział kobiet w tym świętowaniu był surowo wzbroniony, ale dziś o tym zakazie nikt już nawet nie pamięta.

Burani jest świętem  szokującym, ale przede wszystkim jest szczególnie ciekawym przykładem jak barwnie mieszają się w Grecji różne tradycje. Kathara Deftera, to z założenia święto kościelne. I choć kościół przymyka oko na to, co tego dnia dzieje się w Tirnavos, to wciąż głównym daniem jest postna zupa.  To jak dziś wyglądają obchody burani, to przykład ludowej, regionalnej tradycji. Co jednak najbardziej ciekawe to fakt, że wiele elementów które przewija się podczas obchodów nie tylko burani w Tirnavos,  ale również podczas alevropolemos w Galaksidi, czy też tańców  w kozich skórach w Distomo, to wciąż żywy wpływ starożytnych świąt ku czci Dionizosa. Gdzie kontretnie kryją się te wpływy? Podczas  świętowania ku czci Dionizosa lub też Pana, starożytni Grecy przebierali się właśnie w kozie skóry, a takie przebrania w obchodach tych trzech  świąt pojawiają się bardzo często. Wątki erotycznę są tu na każdym kroku. Wino leje się strumieniami  i jak podczas starożytnych świąt dionizyjskich wszyscy tańczą, bawią się i śpiewają na całego.

Co prawda mówią, że ciekawość, to pierwszy stopień do piekła. Ale pewnie, któregoś dnia wybiorę się do Tirnavos w czasie Kathara Deftera, bo muszę zobaczyć to na własne oczy.

Jak wygląda świętowanie burani w Tirnavos? Przymrużcie oczy, nabierzcie trochę dystansu i zobaczcie sami…

Sałatka po grecku TV – odc. 16: BRIAM! Czyli co jedzą Grecy w czasie Wielkiego Postu?… piątek, 18 marca 2016

W ten poniedziałek w Grecji rozpoczął się Wielki Post. Grecy, którzy restrykcyjnie przestrzegają zasad Kościoła Prawosławnego, przez 40 dni nie będą jeść mięsa, ani produktów pochodzenia zwierzęcego. Dla wielkiej części Greków, to prawdziwe poświęcenie, bo mieszkańcy Ellady uwielbiają jeść mięso!

Dziś, w naszym kolejnym filmiku kulinarnym, pokazujemy Wam jedną z najbardziej popularnych propozycji na typowy grecki obiad, który nie zawiera ani mięsa, ani nabiału – idealnie więc nadaje się  na Wielki Post.

Briam to zdaje się jedna z najprostrzych do wykonania potraw typowo greckich. Składa się z najróżniejszych warzyw, które kroimy na kawałki, zalewamy wodą i gotujemy około pół godziny. W skrócie –  to właściwie koniec… Dokładny przepis – zobaczycie w naszym filmiku!

Na koniec mała uwaga dotycząca potrzebnej ilości wody. Wersji tego przepisu jest wiele. W naszym filmiku mówimy, że garnek należy do połowy zalać wodą. Jedząc nasz briam doszliśmy do wniosku, że wody powinno być nie pół, a 1/3 garnka. Wtedy będzie idealnie!

    Koniecznie piszcie w komentarzach, jeśli będziecie próbować!:D