Poradnik emigrantki cz. 5: Czym jest magiczna granica trzech miesięcy? I co powinno się przed jej przekroczeniem robić?… piątek, 13 listopada 2015

To zdjęcie zostało zrobione gdzieś w okresie pierwszych trzech miesięcy po przylocie do Grecji. Dokładnie pamiętam, że byłam lekko przerażona, ale jednocześnie myślałam sobie wtedy, że tu jest tak pięknie...

To zdjęcie zostało zrobione gdzieś w okresie pierwszych trzech miesięcy po przylocie do Grecji. Dokładnie pamiętam, że byłam lekko przerażona, ale jednocześnie myślałam sobie wtedy, że tu jest tak nieziemsko pięknie…

 

Wszystkie wcześniejsze  posty z tego cyklu znajdziesz klikając TUTAJ!

Na studiach miałam koleżankę, która bardzo często podróżowała. Magda żyła na walizkach, przeprowadzając się z miejsca na miejsce. To właśnie ona powiedziała mi o „magicznej granicy trzech miesięcy”, czyli takim pierwszym okresie, kiedy zamieszkuje się w zupełnie nowym mieście, kraju, kontynencie. W moim życiu miałam cztery ważne zmiany miejsca zamieszkania. Kiedy przeprowadziłam się na studia do Poznania. Kiedy wyjechałam na stypendium Sokratesa na Lesbos. Później na praktyki do Finlandii. I w końcu już na stałe do Grecji. Za każdym razem zasada Magdy się sprawdzała. I za każdym razem moim największym problemem było to, że albo o niej jeszcze nie wiedziałam, albo o niej zapominałam, albo ją bagatelizowałam. Ale o co dokładnie w tej zasadzie chodzi?

*

Sporo moim bliższych / dalszych koleżanek wyjechało z kraju. Najciekawsze jest to, że mniej więcej u każdej  z nas cały proces emigracji wyglądał bardzo podobnie. Na początku jest strach przed podjęciem decyzji. Później sama decyzja. Następnie jeszcze większy strach! W końcu przeprowadzka,   pierwszy dzień. I pierwsze trzy miesiące…

Na początku emigracji, właściwie po samym przyjeździe, większość osób ma taki okres idealizowania i ekscytacji. Chce się wtedy wszystkiego. Zacząć trenować bieganie. Schudnąć pięć kilo. Obciąć włosy i je przefarbować. Nauczyć się hiszpańskiego. Zapisać się na kurs rysunku. Wypróbować pięćdziesiąt  przepisów i przejść na wegetarianizm. Przeczytać dziesięć nowych książek. Zacząć prenumerować nową gazetę.  U mnie też trochę tak było. I w sumie jest to całkiem normalne.

Problem pojawił się jednak, kiedy…  pamiętam to jak dziś… wyszłam sama do sklepu kupić bochenek chleba.  Weszłam do piekarni i powiedziałam wyćwiczoną frazę. Tylko, że sprzedawczyni spytała się o coś jeszcze. Coś czego nie przewidziano w dialogach mojej książki do nauki greckiego. W całej piekarni zapadła krępująca cisza, kiedy inni klienci usłyszeli obcy akcent i to jak próbuje mówić w ich języku. Dla nich pewnie było to zabawne. Dla mnie jednak  straszne.

Ostatecznie się nie dogadałyśmy. Szybko wzięłam chleb. Zapłaciłam. Nawet nie biorąc reszty, wyszłam najszybciej jak mogłam.

Niby taka mała rzecz, ale właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że łatwo to raczej nie będzie. I nie ma co się okłamywać. Trzeba zacząć od zupełnych podstaw, czyli od bardzo powolnego raczkowania. I tym są właśnie te pierwsze trzy miesiące. Jest to nauka raczkowania. Powolna i dość  mozolna. A kiedy się upada, potrafi zaboleć. Dopiero po tych trzech miesiącach, człowiek zaczyna mniej więcej normalnie funkcjonować. Największy problem jest w tym, że dorosły człowiek jest przyzwyczajony do tego, że wcześniej chodził, biegał i skakał. I sam nie może się nadziwić, że teraz trudność sprawia mu każdy jeden, najmniejszy krok. Trudno jest się z tym pogodzić, ale ten początkowy okres emigracji, to lekcja ogromnej cierpliwości i wyrozumiałości – dla siebie.

W  pierwszym etapie trzech miesięcy, najważniejsze są dwie rzeczy. Po pierwsze: nie podejmować żadnych ważnych, życiowych decyzji, zaliczając do tego również decyzję, czy zostaje się, czy też nie.  A po drugie: być dla siebie niezwykle wyrozumiałym, traktować siebie dokładnie jak małe dziecko, które uczy się chodzić.  

 

Przez te pierwsze trzy miesiące, trzeba zacząć od zupełnych podstaw. Poznać dobrze miejsce, gdzie się mieszka. Uczyć się języka, albo przełamywać barierę językową. Poznać kilka pozytywnych osób i umówić się z nimi na kawę.

Największym błędem, który można w tym okresie zrobić, to od razu rzucać się na głęboką wodę i szukać pracy. Szukanie pracy na samym początku emigracji, przynosi zazwyczaj rozczarowanie i frustracje. To najzwyklejsze marnowanie swojej energii.

Zazwyczaj podejmując decyzję o wyjeździe do innego kraju, ma się / lub przynajmniej powinno się mieć oszczędności które pozwolą na życie przez najbliższe 6 miesięcy. Żeby nie popełnić żadnego bezsensownego kroku i niczego nie żałować,  trzeba dać sobie te pierwsze trzy miesiące na rozeznanie, czas w którym nic jeszcze nie wiadomo, takie przyzwolenie na to, by mówić: „jeszcze nie wiem”.

Mimo tego, że mojej w głowie jak chińska tortura pojawiała się mantra, że „powinnam już pracować”, wiedziałam  że muszę z tym zaczekać. Był to też pierwszy okres w moim dorosłym życiu, kiedy nie miałam żadnych planów, ani zobowiązań. Zamiast rzucać się na cokolwiek, postanowiłam zaczekać i zadać sobie pytanie, na które nigdy tak naprawdę nie odpowiedziałam sobie stuprocentowo szczerze. Pomiędzy zajęciami na studiach, pierwszą pracą, zaliczeniami i spotkaniami ze znajomymi, w mojej głowie po prostu nie było na to przestrzeni, a w wiecznie zapchanym kalendarzu, nie było na to miejsca.

I tak właśnie, pierwszy raz po przylocie, gapiąc się w morze o pijąc spokojnie zimną kawę… Zasypiając bez zobowiązań i wstając  bez nastawiania zegarka. Pierwszy raz w dorosłym życiu czułam się jak niezapisana niczym kartka. Fantastyczne, ale jednocześnie przerażające. I właśnie wtedy, zrobiłam najlepszą rzecz, jaką mogłam.  Miałam dwadzieścia sześć lat. Trochę już za sobą. I jeszcze więcej przed. Idealny moment, by szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie:

Co ja chcę ze swoim życiem … ZROBIĆ?

Co stało się później? Oj, łatwo nie było. Ale o tym już w następnym poście z tej serii. Tymczasem tutaj znajdziecie kilka postów, które powstały właśnie w tym okresie…

Wahadełko

Prosta przyjemność jedzenia rękami

Nigdzie się stąd nie ruszam

Kiedy plaża nudzi, a morze powszednieje

Gorzej być nie mogło

Szalone stepy w rytmie disco

Magiczna granica trzech miesięcy

8 myśli nt. „Poradnik emigrantki cz. 5: Czym jest magiczna granica trzech miesięcy? I co powinno się przed jej przekroczeniem robić?… piątek, 13 listopada 2015

  1. Dzięki. Bardzo mądre. Mam podobną historię trochę. Też studiowałam w Poznaniu, a w styczniu zaraz po 26tych urodzinach, przeniosłam się do Grecji. Cenna uwaga na temat pracy. Swoją znalazłam bardzo szybko, ale tylko na sezon. Na szczęście mimo, że decyzja była podjęta na gorąco, nie okazała się najgorszą. Dobre doświadczenie. Teraz znowu zimowy czas na zastanowienie ‚co dalej’.
    Może mogłybyśmy nawiązać kontakt, powymieniać się spostrzeżeniami na temat Grecji itp.?
    Dzieje się :)

  2. fajny, zyciowy post:) pasuje do mojego niemieckiego zycia..rzucenie 2 pracy w Pl slub i dzien po nim wyjazd – wszystko w jednym tygodniu, wyjazd do De, zameldowanie sie i znalezienie pracy bardzo szybko…u mnie tylko przeszkoda bylo to ze pomimo, ze mieszkalam w De… jeszcze 2 miechy jezdzilam do Pl aby ukonczyc wazny dla mnie kurs….
    i tez o tym cos wiem, choc u mnie bylo rzucenie sie na gleboka wode….i chyba do dzis czuje tego skutki… :)
    dodalalbym jeszcze, ze na poczatku migracji dobry jest kontakt z rodakiem na obczyznie…ale taki na kawe i na chwile, dobrze jest tez spotykac sie z tubylcami, aby wdrazac sie w prawdzwia rzeczywistosc:)

    • To znaczy… jak rozumiem, podzielasz moje zdanie, że lepiej jest jak wszystko dzieje się ze spokojem…?? Pozdrawiam Weroniko!!!

  3. Witam, nawet nie wiesz jak się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga!
    Właśnie z partnerem podjeliśmy decyzję, że wyjeżdżamy na 5 miesięcy (na razie), do Grecji (na Krete). Chcemy zmienić otoczenie i pomyśleć co dalej. Oczywiście nie wykluczamy, zostania w Grecji na stałe.
    Czytając Twoje posty o tym, że miałaś bardzo dużo wątpliwości przed wyjazdem, uświadomiłam sobie, że nie tylko ja mam tyle dylematów. Dziękuje Ci za to bardzo!
    I tak jak Moja poprzedniczka jestem zdania, że bardzo dobry jest kontakt z rodakiem na obczyźnie. Więc może byłabyś zainteresowana spotkaniem na kawie ze swoimi czytelniczkami. Przemyśl to! :)
    Pozdrawiam serdecznie Karolina.

    • Dzięki bardzo za miłe słowa:DD Ależ oczywiście, ja dość często spotykam się z osobami, które mnie czytają na kawie w realu:DD Mam już dzięki blogowi kilka naprawdę świtnych przyjaźni…:DD

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>