Co według Greków jest w życiu najważniejsze?… niedziela, 20 sierpnia

Korfu, Rajska Plaża (Chomi)

Korfu, Rajska Plaża (Chomi)

Przyszła połowa sierpnia. Jest to najcięższy okres dla każdego, kto pracuje w turystyce. Nasila się zmęczenie z poprzednich miesięcy, a pracy jest jeszcze wiele. Jest przy tym gorąco, więc również fizycznie jest po prostu ciężko. Na dodatek u mnie natłoczyło się kilka problemów związanych z pracą. Poczułam się przy tym zwyczajnie bardzo zmęczona.

*

-… I tak właśnie to wszystko wygląda. Uwierzysz! – skończyłam opowiadać Królikowi. Właśnie odpływaliśmy z naszą grupą z Rajskiej Plaży. Patrzę na niego i oczekuję na jego twarzy choć śladu oburzenia, a później jakiejś sensownej rady.

-I na dodatek to, tamto i jeszcze to – ciągnę dalej, ale zamiast zatroskania widzę, że zaczyna się uśmiechać. Patrzy w morze, a później na mnie:

-A powiedz ty mi… Co jest dla ciebie w życiu najważniejsze?

-No jak to co… O co ty się mnie w ogóle teraz pytasz?

-O to, co jest dla ciebie w życiu najważniejsze???

Milczę chwilę, bo zbita z tropu nie mam zielonego pojęcia co mam odpowiedzieć.

-To ja ci podpowiem. Najważniejsze dla ciebie jest twój Jani, twoja rodzina, twoi rodzice, twoja siostra i twoi siostrzeńcy. Twój dom i to, co ze sobą robisz w czasie wolnym. Praca, to jest tylko(!) praca. Kasa to jest tylko kasa! Praca, czasem lepsza, czasem gorsza. Kasa, czasem jest, a czasem jej nie ma. A życie ma do siebie to, że zawsze są w nim jakieś problemy. Ale twoja praca nigdy nie powinna być dla ciebie numerem jeden. Przestań przejmować się głupotami, dzielić włos na czworo i przestaw sobie w głowie to, co jest najważniejsze. A przede wszystkim to wyluzuj! Z Janim jest dobrze, w twoim domu też. Co prawda czasu dla siebie teraz nie masz, ale jak skończy się sezon, to sobie odpoczniesz. Czyli podsumowując… Wszystko jest ok!

Też spojrzałam w morze. Kilka wdechów i wydechów. Jakie to jest proste i mądre. Czy też zauważyliście, że Grecy o wiele częściej się uśmiechają? Po kilku chwilach poczułam, jak robi mi się lżej do dobrych kilka kilogramów. Kilka dni później te wszystkie nagromadzone problemy same się rozwiązały. A wystarczyło tylko nieco zmienić punkt widzenia…

Polskie Szkoły Internetowe LIBRATUS. Darmowe lekcje polskiego, dla polskich dzieci za granicą… środa, 17 maja 2017

www.libratus.edu.pl

www.libratus.edu.pl

Wiele osób zadaje mi pytanie, w jakim języku rozmawiamy z Janim. Wiem, że może być to sporym zaskoczeniem. Po grecku mówie już dobrze i mimo że mieszkamy w Grecji,  z Janim rozmawiamy po angielsku. Poznaliśmy się, kiedy nie znałam jeszcze greckiego. I język angielski jest dla nas najbardziej naturalnym językiem.

I tu pojawia się problem… Za jakiś czas pewnie będziemy myśleć o dzieciach. Te będą wychowywać się w Grecji. Ja będę mówić do nich po polsku. Jani i wszyscy wokół  po grecku. A w domu będzie dominować angielski!  I to wcale nie będzie rzadki przypadek. Takich rodzin, gdzie dzieciaki wychowują się w wielojęzykowym środowisku, jest wiele. Mnie zależy bardzo, żeby nasze dzieci mówiły idealnie w języku polskim. I wiem, że nie będzie to proste zadanie. Być może Ty też zmagasz się z takim problemem?

 

Kilka dni temu do mojej skrzynki mailowej trafiła wiadomość od Polskich Szkół Internetowych Libratus. Kiedy przeczytałam to co jest na ich stronie – przetarłam oczy. Rewelacja!!! Idealne rozwiązanie! Jeśli jesteś Polakiem mieszkającym za granicą i masz dzieci  – koniecznie wejdź na tę stronę i zapisz swoje dziecko do tego projektu. Link umieszczam poniżej:

www.libratus.edu.pl

Polskie Szkoły Internetowe Libratus, to projekt edukacyjny dzięki któremu ZA DARMO, możesz podszkolić swoje dziecko w języku polskim. Wszysto dzięki Internetowej Platformie Edukacyjnej, na której nauczyciele umieszczają treści i scenariusze lekcji. Przydatne są również zajęcia online (webinaria) i pomoce naukowe, które powodują, że dzieci uczą się przez zabawę. Dzięki temu  Twoje dziecko może podszkolić się w poprawnej polszczyźnie i zdobyć polskie świadectwo.

Sprawdź tę stronę, by dowiedzieć się więcej! Zostały ostatnie wolne miejsca na zapis na kolejny rok szkolny 2017/2018.

 

 

Jak biesiadują Grecy?… sobota, 29 kwietnia 2017

Pierwsze co przychodzi do głowy na hasło „Grecja”, to atmosfera luzu, znakomita pogoda i… rewelacyjna kuchnia! W temacie kulinarnym, Grecy mają wielkie pole do popisu, bo ich kuchnia jest ujmując krótko – genialna. Sami Grecy na punkcie swojego jedzenia są całkowicie zakręceni. I jeśliby przysłuchać się ich  codziennym rozmowom, szybko okazuje się że ponad połowa z nich dotyczy właśnie jedzenia! Jak biesiadują Grecy? Jak możecie się domyślić… Na całego!

PRZYJĘCIA Z OKAZJI ŚLUBÓW I CHRZTÓW

To dla Greków najważniejszy rodzaj przyjęć. Podobnie jak w Polsce przygotowania do przyjęcia weselnego czy też chrztu, najlepiej rozpocząć z minimum półrocznym wyprzedzeniem. Najczęściej odbywają się w restauracjach, gdzie koniecznie musi znajelźć się miejsce do tańczenia. Dużo miejsca do tańczenia! Bo przy ślubach i chrztach tańczy cała sala.

Co się wtedy  je? Możecie być dość zaskoczeni, bo po pierwsze stoły wcale nie uginają się od jedzenia. Jedzenia jest sporo, ale w ilościach, nazwijmy to – racjonalych. Konieczny jest zestaw obiadowy dla każdego, czyli porcja mięsa, ryż czy też ziemniaki, albo ukochane przez Greków frytki.  Plus oczywiście zestaw sałatek do wyboru. Do tego coś słodkiego i w zasadzie to tyle!

Przyznam, że kiedy pierwszy raz to zobaczyłam, prawdziwym szokiem było dla mnie to, że na greckich weselach oraz chrztach wcale za dużo się nie pije. Na stołach króluje wino w najróżniejszej postaci. Jest również szampan. Czasem pojawi się ouzo czy też kilka kropli wódki, ale Grecy wcale się nie  upijają. Dlaczego? O tym możecie przeczytać w TYM poście.

A co z przyjęciami komunijnymi, które są tak ważne w Polsce? W Grecji ich nie ma! Grecja  jest krajem prawosławnym, dlatego  komunia święta tutaj nie istnieje. Z tego powodu  tak ważne są dla Greków chrzty.

Okres komunii świętych w Polsce zbliża się wielkimi krokami. Jeśli zastanawiacie się co podać na przyjęciu organizowanym w domu – TUTAJ! znajdziecie propozycje bardzo ciekawego menu. Mam nadzieję, że Was zainspiruje!

BOŻE NARODZENIE, WIELKANOC i inne święta

Boże Narodzenie, Wielkanoc jak również dla przykładu imieniny są idealnymi okazjami by swoją wielką, grecką rodzinę ugościć w domu. Przygotowania najlepiej rozpocząć kilka dni wcześniej, bo wtedy je się naprawdę dużo! Zazwyczaj każda pani domu przynosi jeszcze coś od siebie. Na stole królować będą mięsa pod najróżniejszą postacią. Wielkie grillowanie odbywa się w Wielkanoc i wtedy mięsa je się najwięcej. Koniecznie najróżniejsze rodzaje przystawek oraz sałatek i ogromne ilości słodyczy, bez których Grecy żyć nie potrafią. Zdecydowanie, na przyjęciach organizowanych w domach, je się więcej niż na ślubach i chrztach.

Mimo tego, że jest się w domu, to wcale nie przeszkadza by sobie trochę potańczyć. Dlatego tradycyjna grecka muzyka, zawsze musi czekać w gotowości. Żeby zacząć tańczyć, Grekom naprawdę niewiele trzeba!

TAWERNY, TAWERNY i raz jeszcze TAWERNY

Spontaniczne wypady do tawern to w Grecji codzienność. Standardowo do tawern chodzi się raz na dwa tygodnie lub nawet co tydzień. Wychodzi się do nich by uczcić każdą możliwą okazję. W Grecji tawerny dzielą się na dwa rodzaje: mięsne i rybne. Podział jest prosty. Jeśli morza nie widać, najpewniej trafimy do tawerny mięsnej. Jeśli tawerna jest przy morzu – będzie to tawerna rybna.

Wypady do tawern są w Grecji uznawane za rodzaj uroczystości. Dlatego zazwyczaj wychodzi się wieczorami. Jeśli wypad planowany jest na wieczór, Grecy z pewnością ubiorą się elegancko.

W typowej greckiej biesiadzie  w tawernie, stoły dosłownie się uginają. Najpierw lądują na nich ogromne ilości przystawek. Następnie dania główne. Co dla nas często jest dość zabawne, wyjadanie sobie z talerza i jedzenie rękami  – to w Grecji norma. Je się zupełnie na luzie. Na stole koniecze jest wino, ouzo lub tzipouro. A na koniec, jeszcze przed zapłaceniem rachunku, uroczy grecki zwyczaj – coś słodkiego od właściciela tawerny! Po kawałku czegoś słodkiego, zazwyczaj dość pokaźny rachunek, jakoś tak łatwiej jest przełknąć…

 


//

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Co w ludziach zmienia Grecja?… poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Dwa lata temu, mniej więcej w połowie letniego sezonu poczułam, że jak powietrza potrzebna jest mi odskocznia od pracy. Praca zajmowała  mi całą  dobę, bo w dzień pracowałam, a w nocy o niej myślałam. I tak… Samo przyszło!

Od bardzo dawna marzyło mi się, żeby jeździć konno. Pewnego lipcowego dnia, po prostu wstałam zza biurka, zabrałam co było mi najpotrzebniejsze i pojechałam do stadniny koni. Była to jedna z  moich najlepszych decyzji. Tak właśnie zaczęłam jeździć konno.

Najbliższy sezon na Korfu, to dla mnie kolejny sezon z końmi. Zazwyczaj w środy, pakuję  torbę, zakładam  bryczesy i jadę do Silvalandu. Kiedy tylko skręcam do wioski Viro i jadę nieco dalej, mój telefon traci zasięg. Są to jedyne dwie godziny w całym tygodniu, kiedy nawet Sakis Rouvas [kliknij TU!] się do mnie nie dodzwoni. Jeżdże sobie na koniu, gadam z ludźmi, później piję kawę. Jednym słowem – ładuje baterie. Te dwie godziny działają na mnie tak cudownie, że kiedy wracam czuję się jak po dwugodzinnej medytacji.

Pod koniec ubiegłego sezonu, do Silvalandu przyjechał angielski trener, który prowadził pokaz jazdy konno. Miałam też być, ale tego dnia mieliśmy naszą wycieczkę:

-Ally i jak udał się pokaz? Jak było? – spytałam moją nauczycielkę, która mieszka na Korfu już ładnych parę lat, a pochodzi z Anglii.

Ally, w tym co robi jest fenomenalna. To dla tej stadniny największy skarb. Jest mała, drobna i zupełnie niepozorna. Pracując  jeszcze w Anglii, zajmowała się ujeżdżaniem dzikich koni. Na co dzień, Ally to ostoja spokoju. Zawsze zastanawiałam się jak to możliwe, że ta drobna kobieta ujeżdża dzikie konie? Wszystko stało się jasne, kiedy pierwszy raz zobaczyłam Ally w akcji.

Z grupą kilku jeźdźców na koniach, udaliśmy się do lasu. Jedna z klaczy w pewnym momencie jakby ogłupiała. Zrzuciła z siodła dziewczynę, która na niej siedziała i za nic w świecie nie dała się uspokoić. Nie mam pojęcia jak Ally zdołała na tę klacz samodzielnie wsiąść. Później zaczęła coś wrzeszczeć i uderzać nogami. Po trzech minutach koń wrócił do siebie. Zupełnie się uspokoił.

-Wszystko szło zgodnie z planem. Było naprawdę super. Tylko, że… – kontynuowała Ally.

-Co się stało?

-Ten gość mnie tak zmęczył… – powiedziała.

-Co takiego zrobił?

-No, niby nic… Ale był tak wszystkim zestresowany… Te ciągłe pytania: o której, czy już wszystko gotowe? A za ile? A już? A kiedy? W pewnym momencie myślałam, że wyjdę z siebie. Nawet nie dopiliśmy kawy, a on już był zestresowany. I ten ciągły wyraz napięcia na twarzy… Jakby w głowie miał same najgorsze scenariusze.

-Haha! To mieliście wesoło… Taki zestresowany Anglik w Grecji.

-Ale gdyby jeszcze był jakiś powód… Przypomniało mi się, że kilka lat temu ja też taka byłam. Jeszcze  przed przeprowadzeniem się na Korfu. Wszystko musiało być na pięć minut przed czasem.  Wszystko pod kontrolą. Zapięte na ostatni guzik. I ten ciągły stres, mimo że nie było nawet powodów. Teraz zupełnie sobie nie wyobrażam, że naprawdę mogłam tak funkcjonować… I czym ja się tak stresowałam?

-Skąd ja to znam, Ally… Jakbyś mówiła o mnie… Myślę, że jeszcze kilka osób mogłoby się pod tym podpisać…

-Najfajniejszy jest moment, kiedy człowiek zaczyna odpuszczać. I widzi, że jak nie ma tego napięcia, tego całego trzymania się planu, ciągłej kontroli wszystkiego, to wtedy wszystko zaczyna się samo układać… U mnie tak właśnie się stało po jakimś roku mieszkania w Grecji.

Pogadałyśmy jeszcze chwilę i zaczęłyśmy lekcje. Ally uczy mnie, że jeżdżąc konno muszę być w całkowitym relaksie, a jednocześnie w stuprocentowym skupieniu. Wiele z tego, czego uczę się podczas jazdy konno, sprawdza się w mojej pracy i codziennym życiu. Jazda konno, to znacznie więcej niż tylko sport.

Kryzys. Jak ma się Grecja kilka lat po jego wybuchu?… czwartek, 6 kwietnia 2017

Z postanowieniem zamieszkania na stałe, do Grecji przyjechaliśmy z Janim ponad pięć lat temu. Dokładnie wtedy ogłoszono wielki… grecki… kryzys! Kiedy pakowaliśmy walizki i wylatywaliśmy z Polski, w mediach trwało prawdziwe zatrzęsienie. Słysząc o naszej decyzji, wszyscy chwytali się za głowy:

-To jest skok na główkę na płytką wodę! Powariowaliście? Z Grecji trzeba teraz uciekać! A wy się tu wprowadzacie?

Tych słów autorstwa „wujków dobra rada”, zupełnie nie brałam do siebie. Wlatywało jednym uchem, a wylatywało drugim. Dlaczego? Wiedziałam dokładnie jak wyglądała Grecja przed kryzysem. I że cały ten kryzys nie jest taki,  jak go media malują.

-Zobaczysz… Zobaczysz… Po roku opadnie ten twój entuzjazm i zejdziesz na ziemię – tysiąc razy słyszałam taką ripostę.

Lekcja dla mnie jest z tego jedna. Nigdy w życiu nie rezygnujcie ze swoich marzeń, tylko dlatego, że inni w nie nie wierzą. Co stało się u nas po tych pięciu latach? Mamy się lepiej niż świetnie. I to pod każdym względem. Oboje pracujemy. Realizujemy się. Prowadzimy własną firmę [sprawdź naszą ofertę wycieczek po Korfu!]. Sporo podróżujemy. Robimy mnóstwo fajnych rzeczy. Mamy czas dla siebie.

*

Kiedy pierwszy raz znalazłam się w Grecji był rok 2006. Przyjechałam na wyspę Lesbos jako stypendysta Sokratesa. Po roku studiowania w Mitilini, przylatywałam do Grecji, kiedy tylko mogłam, żeby spotykać się z Janim. Przez cały ten okres nie mogłam się nadziwić jak? na Boga… Na jakich właściwie zasadach ten kraj funkcjonuje? Mało kto naprawdę rzeczowo pracował, a pensje były przy tym całkiem pokaźne. Do tego dodatki, czternastki, renty na każde życzenie. Wyjścia do tawern i kolacje takie, że dosłownie uginają się stoły. Drogie prezenty na każdą możliwą okazję. Wystawne wesela, chrzty, takie że głowa boli. Nowe samochody.  Pięknie i drogo urządzane mieszkania. Podróże. Markowe ubrania. Życie jest piękne! Kto by tak nie chciał? A przy tym wszystkim… Wieczne strajki, strajki i raz jeszcze strajki. Mistrzostwo świata w kombinatorskim niepłaceniu podatków. Łapówkarstwo i przekupstwo. Każdy medal ma dwie strony.

W realnym świecie, na dłuższą metę tak to nie działa. Prawo ekonomii jest dość jasne. Wydaje się tyle ile się zarobiło, a najlepiej jeszcze trochę mniej, by zaoszczędzić. Nigdy nie odwrotnie.

Grecja sprzed tych kilku lat, była jak mydlana bańka, która niebawem musiała pęknąć. To było oczywiste, że tak się stanie.

Za kryzys nie ma co obwiniać statystycznego Jorgosa. A cała medialna nagonka na „Greka – lenia” była niesprawiedliwa, bo wcale nie była obrazem całej Grecji. Człowiek tak jednak już ma, że jak dają to bierze. Nie ma się więc co dziwić Grekom, którzy w momencie kiedy dawano, to brali! Czy ktoś z was nie przyjąłby czternastej pensji? Albo płacił podatki, kiedy nikt nie płaci i wszyscy przymykają na to oczy? Fakt, nikt nie oszczędzał. Ale taka tu jest mentalność, że przecież żyje się TERAZ. Skoro więc teraz ma się pieniądze, to teraz się je wydaje. Kogo więc można obwinić za kryzys? Nieudolnych polityków, którzy do tej sytuacji doprowadzili.

Kiedy w Grecji  ogłoszono kryzys i jednocześnie ucięto rzekę płynącą banknotami euro, dla większości Greków to było jak lodowaty prysznic. Ludzie potracili prace. Ucięto im pensje, dodatki i dofinansowania. Zasiała panika. Zakończyła się era wypadów do tawern na wielkie biesiady. Kupowania najdroższych mebli. Samochodów prosto z salonu.  I tak dalej… I tak dalej… Możnaby wyliczać jeszcze długo.

Ale chwilka… Zaraz! Pamiętacie co działo się w Polsce jeszcze choćby w latach 80-tych? Urodziłam się w 1985 roku. I sprzed przełomu trochę jeszcze pamiętam. Kiedy opowiadam o tym  Janiemu, to widzę jak nie może się nadziwić. Szare sklepy, w których autentycznie NIC nie ma. Pomarszczona, sucha, żałosna pomarańcza na Boże Narodzenie, która była symbolem tego „lepszego” świata. Szary, szorstki papier toaletowy. Śmierdzące, tanie papierosy i zimny, wilgotny zapach biedy. Kiedy miałam trzy lata wyjechaliśmy do Jugosławi. Do dziś pamiętam, że kiedy ja i moja starsza siostra weszłyśmy do supermarketu byłyśmy przekonane, że jesteśmy w wesołym miasteczku. Wszystko dla nas było tak wesołe i kolorowe.

Jeśli porównać mój obraz kryzysu z czasów dzieciństwa, z opisem kryzysu w Grecji, co zostaje? Spory  problem… Okazuje się, że słowo „kryzys” każdy może zdefiniować zupełnie inaczej. Dla mnie grecki „kryzys” był unormowaniem sytuacji, sprowadzeniem Greków na ziemię. Trzeba pracować i się w tej pracy starać. Czasem zostawać po godzinach, albo gdzieś dorabiać. Czy się tego chce, czy nie, podatki trzeba płacić.  Na wielu rzeczach można też oszczędzać.  Dlatego też te ponad pięć lat temu, kiedy przeprowadzaliśmy się do Grecji wiedziałam, że media nie pokazują całej prawdy. Nigdzie się nie mówiło choćby o tym, jak Grecja wyglądała jeszcze trochę wcześniej. Ten obraz nie był więc przedstawiany  na tyle obiektywnie i rzetelnie, by się nim przejmować.

Co dzieje się w Grecji teraz? Tak jak obowiała się większość Greków, niestety kryzys to nie był tylko zły sen, po którym człowiek się budzi i jest tak jak było przed zaśnięciem. Tak jak „dawniej” w Grecji już nie będzie. Sytuacja się stabilizuje. Grecy przyzwyczajają się do innego stylu życia. Co jest bardzo ciekawe, powoli zmienia się też ich mentalność.

Ci którzy naprawdę szukali, znaleźli w końcu jakąś pracę. Tak jest przynajmniej w kręgu moich greckich znajomych. Ci, którzy jeszcze pracy nie znaleźli, w większości przypadków narzekają, że to „wszystko przez  kryzys!”. Widać jednak, że Grecy autentycznie zaczęli oszczędzać. W sklepach czasem widzę, jak ktoś chodzi z kalkulatorem, co kiedyś było  uznawane za  zniewagę. Okazało się, że dom niekoniecznie trzeba wyposażać w najdroższych sklepach. A i bez torebki  Louis Vuitton na osiemnastkę, jakoś się obejdzie. Jeśli samochód jest dwuletni, też można go kupić i nawet nim jeździć. W Grecji pojawiły się również pierwsze portale, gdzie można sprzedać / kupić coś używanego. Powstają też greckie second handy. Obiektywnie. To wszystko, to zmiany na dobre.

Grecja nigdy nie pogrąży się w żadnym kryzysie, ani w żadnej depresji, jak swojego czasu sensacyjnie głosiły media. Bo to jest sprzeczne z mentalnością Greków.  Piękne w Grekach jest to, że naprawdę potrafią cieszyć się życiem i w swojej codzienności zachowywać taką prostą radość. Obiad, nawet jeśli zrobiony z nieco tańszych składników, smakować będzie zawsze, bo je się go razem. Te kilka euro na kawę z przyjaciółmi znajdzie się zawsze. Całodzienne wylegiwanie się na plaży, jest zupełnie za darmo. Tak samo jak zupełnie za darmo można zachwycić się morzem, tym jak różowo zachodzi za nim słońce. Czasem jest tak, że świat się wali i  ma się wrażenie,  że wszystko się rozpada. Ale życie samo w sobie, ono i tak jest w Grecji zwyczajnie piękne.

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Co daje człowiekowi bezczynne gapienie się w morze?… poniedziałek, 27 marca 2017

Każdy coś takiego od czasu do czasu ma. Nie wiadomo kiedy,  nazbierało mi się kilka deadline’ów. Ze skrzynki mailowej wypełzły  nieodpowiedziane wiadomości, w typie „na wczoraj”. Na głowie szykowanie się do podróży, bookowanie wszystkiego, sprawdzanie godzin i połączeń. Niezapłacone rachunki, przyczepione do lodówki krzyczą żeby natychmiast coś z nimi zrobić. W domu bałagan. Niewywieszone pranie i następne już dopraszające się swojej kolejki. I jeszcze na dodatek przeciekająca  rura od kaloryfera. To nieznośne, terroryzująco monotonne kap! kap! kap! Nie wiadomo w co włożyć ręce. Z tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. Pomyślałam, że jeśli nie uspokoje myśli, to zwariuje. I tym samym postanowiłam się przejść.

Od  dziecka, moim wielkim marzeniem było to, by mieszkać nad morzem. I mam teraz  to szczęście. Uwielbiam morze. Szum fal. Jego kolor, jego zapach. Kiedy wychodzę na spacer, to zazwyczaj idę przejść się nad morze. Podobno człowiekowi dobrze robi, kiedy będąc w otwartej przestrzeni może patrzeć daleko, daleko przed siebie.

Szłam powoli, a przez cały ten czas towarzyszył mi szum fal. Myśli kłębiły się w mojej głowie, tak że zwoje mózgu dosłownie aż bolały. Jeszcze to… Jeszcze tamto! Jak ja mam zdążyć z tym?! Kiedy załatwić tamto? A to?? A gdzie, a kiedy? Na ile, a za ile. To było na wczoraj. To trzeba na jutro. Prawda, że też „to” znacie…? Gdyby tylko istniał taki guzik, po którego  naciśnięciu, można wyłączyć ten rozbablany mózg. Taki „guzik” – on istnieje. Każdy ma gdzieś swój.

 

Szłam jakieś piętnaście minut. W miejscu gdzie kończy się asfaltowa droga i stoi niewielki, ostatni na tej uliczce domek, rosną trzy dorodne sosny. Między nimi jest niewielka ławka i  trochę  prowizoryczny stolik. Już z daleka widziałam że ktoś tam siedzi. Dwaj typowi greccy dziadkowie przynieśli nawet ogrodowe krzesła, żeby siedziało się im wygodniej. W małych filiżankach mieli grecką kawę [jak robi się grecką kawę – przeczytasz TU!] i małą butelkę ouzo [wszystko o ouzo przeczytasz TU!]. Siedzieli razem w milczeniu i popijając raz ouzo, raz  kawę, gapili się w morze.

Morze tego dnia było zupełnie spokojne. Pogoda piękniejsza być nie mogła. Ciepłe marcowe słońce, zero wiatru. Możnaby tak siedzieć, czy spacerować godzinami.

Kiedy przechodziłam obok nich spowolniłam krok do granic możliwości, a kiedy już przeszłam nie mogłam się powstrzymać by się obrócić i spojrzeć na nich raz  jeszcze. Wszystko to razem wyglądało tak cudownie łagodnie i spokojnie. Jakby nigdzie im się nie śpieszyło. Jakby żaden życiowy problem, głębiej ich nie dotykał.  A promienie marcowego słońca na twarzy, widok i zapach morza, oraz smak ouzo i kawy, były największymi przyjemnościami życia, które dają najprawdziwszą rozkosz.

Grecy mają w sobie coś takiego.  Że potrafią największą przyjemność czerpać ze skrajnie prostych rzeczy. Wyjąć z głowy wszystkie problemy, tak by było w niej miejsce na cieszenie się życiem.  To jest w nich najpiękniejsze.

Odeszłam nieco dalej. I kiedy byłam już sama usiadłam na wielkim kamieniu, z boskim widokiem na morze. Gapiłam się tak bezczynnie, nie licząc czasu. Do domu wróciłam inna. Zabrałam się za to co miałam zrobić ze spokojem. Zrobiłam co mogłam. Na jutro zostawiłam tego co nie dałam rady już zrobić. Spać poszłam trochę później, ale jeszcze w łóżku poczytałam  książkę. Pod koniec dnia wiedziałam, że wszystko po prostu jest ok.

Kiedy mózg zaczyna bezsensownie beblać, istnieje przycisk, którym można go wyłączyć. Każdy ma swój. U mnie jest nim gapienie się w morze…

Nasz program na żywo w „Pytanie na Śniadanie”… czwartek, 16 marca 2017

-Trzy! Dwa! Jeeeden! I leeecimy! Kuchnia!!!

I nagle z jednego gigantycznego harmideru, rodzi się jeden wielki porządek. Wszystkie trzy wielkie kamery kierują się na nas! Nie wiem jak to się dzieje. Puszcza mi stres. W głowie czuje 100% koncentracji i to, że jestem w swoim świecie. Śmiejemy się, rozmawiamy o różnych rzeczach i gotujemy. A ja  mimo wszystko nadal nie wierzę, że to dzieje się naprawdę. Moment, w którym spełnia się jedno z moich marzeń. Sytuacja, która działa się w mojej głowie setki razy, właśnie przemienia się w rzeczywistość.

Kiedy  przez chwilę leci przerwa na reklamy, w studio jest jeden wielki chaos. Dopijam kawę. Makijażystka przypudrowuje mój nos i czoło, by na pewno wszystko było idealnie. Ktoś co chwilę robi nam zdjęcie. Śpieszymy się, bo za pięć minut  gotowe musi być następne danie, a my naprawdę robimy wszystko od A do Z w kuchni w studio. W międzyczasie Marzena Rogalska śmieje się tak, że chyba słychać ją na zewnątrz i już zapowiada się u nas na Korfu;D Tomek Kamel droczy się, że strzelił focha, bo nie mamy dla niego tzipouro [co to jest TZIPOURO]. Ci ludzie są przesympatyczni, również kiedy wychodzą poza kadr kamery. Mówią co poprawiać, pytają się czy na pewno wszystko jest ok. Marzena ciągle się śmieje i kogoś przytula.

Atmosfera w studio jest fantastyczna. Nie mam pojęcia jak to się dzieje. Że za każdym razem, kiedy na chwilę jest przerwa na reklamy, panuje taki rozgardiasz, że głowa mała. A kiedy wszystko leci już na żywo, jest taki porządek że mucha nie siada.

 

W ubiegłą sobotę spełniliśmy z Janim jedno z naszych marzeń. Do Grecji wróciliśmy padnięci, ale jednocześnie już nie możemy się doczekać się kolejnej takiej przygody.

Dlaczego udział w tym programie był dla nas aż tak ważny??? Trzy lata temu nagraliśmy nasz pierwszy filmik na YouTube, o tym jak zrobić sałatkę po grecku. Racjonalnie rzecz ujmując ten filmik powinnam już dawno z YouTuba usunąć. Jest obiektywnie bardzo  słaby. Jednak jedna z zasad blogerów i YouTuberów mówi o tym, że nie wolno kasować swoich początkowych wpisów i filmików. Dlaczego? Bo to właśnie one pokazują najlepiej drogę jaką przechodzimy podczas rozwoju w dziedzinie, w której pracujemy. Dlaczego więc jestem tak dumna z naszego udziału w PnŚ? Zobaczcie  ten właśnie filmik, który jest niżej.

I porównajcie do tego, co stało się jedynie trzy lata później…

(nasze wejścia na żywo w „Pytanie na Śniadanie”)


http://pytanienasniadanie.tvp.pl/29451449/kuchnia-grecka-w-polskim-stylu-moussaka

Kto by pomyślał? Ale tak właśnie jest… Kiedy się wierzy i pracuje dając 100% siebie… Wtedy naprawdę marzenia się spełniają…

W Grecji przegoniliśmy już zimę! Nie trzeba sprawdzać w kalendarzu by poczuć, że wiosna już tu jest… piątek, 3 marca 2017

Jani skończył pracę trochę później niż planowaliśmy i niestety, na samą paradę  nie zdążyliśmy. Jednak i w tym roku byliśmy na alevropolemos, czyli bitwie na mąkę w niewielkim miasteczku Galaksidi (wszystko o tym wydarzeniu przeczytasz TUTAJ!). Przynajmniej częściowo nam się udało!

Kathara Deftera to według mnie najciekawsze greckie święto. Dlaczego? Bo wszystko tego dnia się miesza i jest przez to niesłychanie kolorowo. Kathara Deftera, czyli Czysty Poniedziałek, to święto kościelne. Według tradycji Greckiego Kościoła Prawosławnego, właśnie tego dnia rozpoczyna się Wielki Post. Jednak między innymi w Galaksidi, zachowanie ludzi bynajmniej nie jest  jak „Bóg przykazał”. Każdy z winem, albo puszką piwa  w ręku. Ludzie rzucają się mąką i kolorowymi barwnikami. Śpiewają przy tym zbereźne ludowe przyśpiewki, świetnie się bawiąc.  Co chwilę gdzieś przewija się motyw penisa, bo wątki erotyczne są tu na każdym kroku. Skojarzenie ze starożytnymi świętami ku czci Dionizosa, nasuwa się samo. Tak! Tak! Tradycja starożytna – ona wciąż w Elladzie ma się dobrze! W Galaksidi urządza się alevropolemos, w Tirnavos obchodzi się bourani (kliknij TU!), a w Distomo ludzie tańczą przebrani w koźle skóry (kliknij TUTAJ!). To jak obchodzi się Kathara Deftera wypływa więc z tradycji lokalnej. Tego dnia, co region, miasto, miasteczko – zupełnie inne zwyczaje.

Tradycja Grecji jest niezwykle bogata. Myślę, że życia mi nie starczy, żeby poznać wszystkie zwyczaje wszystkich regionów i wysp Grecji. Niedawno stuknęło pięć lat, od momentu, kiedy do Ellady przyjechałam mieszkać na stałe. Po tych pięciu latach, czuje że coś o Grecji wiem. Do wielu rzeczy już się przyzwyczaiłam, ale wiele  jeszcze mam do odkrycia.

Kilka dni temu przy jednym z wpisów na Facebooku mieliśmy bardzo ciekawą dyskusję na temat stosunku Greków do mięsa. Tego, że w sklepach mięsnych zwierzęta wiszą całe obdarte ze skóry i nikogo to ani nie dziwi, ani nie brzydzi. Ktoś napisał niezwykle trafny komentarz, który długo siedział mi w głowie. Grecy żyją bliżej natury.  Żyją też zgodnie z jej prawami. Dokładnie tak jest. Mięso tu jest mięsem. Domy pachną  czystością i domowym ciastem. Ludzie znacznie częściej niż w ekrany telefonów,  gapią się w morze, godzinami będąc ze sobą, gadając o niczym, sączą swoją kawę. Nie udają, że nie mają popędów, są grzeczni i święci, tylko śmiejąc się wykrzykują zbereźne przyśpiewki. Potrafią bawić się zapominając o wszystkim. Jak dzieci smarują twarze niebieskim, zielonym, żółtym proszkiem i mają z tego dziecinną radochę. Nikt przed nikim nie udaje, że jest poważny czy też grzeczny. W ten poniedziałek, kiedy byliśmy w Galaksidi na mącznej bitwie, kolejny raz przypomniałam sobie, że proste przyjemności są najprzyjemniejsze. A najbardziej dziecinne zabawy – najfajniejsze.

W ten poniedziałek przegoniono z Grecji zimę. Ludzie przebrani w koźlie skóry, dzwonami przyczepionymi do pasów, dzwonili  by powitać wiosnę najgłośniej jak się dało.  Okładali ziemię brzozowymi witkami, żeby ta obudziła się jak najszybciej. Natura obudzona! Koniec tej zimy! Kochani… Jest już wiosna!!!

Nasze video z alevropolemos w Galaksidi

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – 10 największych dziwactw Greków… poniedziałek, 27 lutego 2017

Szok!

Szok!

Każdy człowiek, każda rodzina i każda większa grupa społeczna, jaką jest na przykład naród,  ma swoje dziwactwa. Jest to zupełnie normalne. Czasami śmieszne, czasem zaskakujące, a czasem wręcz szokujące, albo denerwujące. Dziś będzie o największych dziwactwach Greków! 10 wg mnie najciekawszych. Jeśli wyhaczyliście jeszcze jakieś – napiszcie o nich w komentarzach. Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania. Zaczynamy!

 -

1. PAPIER TOALETOWY NIE WRZUCA SIĘ DO KLOZETU! Tu chyba nikogo swoim zdziwieniem nie zaskocze. Jednak najdziwniejszą rzeczą jest to, że Grecy ten swój zwyczaj uznają za zupełną normę. W Grecji papier toaletowy wrzuca się nie do klozetu, a do specjalnych koszy. Grecy się do tego przyzwyczaili i ani im w głowie, by to zmienić! Często konsternację innych komentują, mówiąc: „Ale… Tak było w Grecji zawsze! To już taka swoista  tradycja i po co ją zmieniać?!”. Więcej na temat greckich toalet przeczytacie TUTAJ!

2. KAWA Z LODEM… ZIMĄ! Tak! Moim zdaniem to niesamowite… W Grecji zimą  potrafi być naprawdę zimno, ale nawet wtedy  wielu Greków  pije kawę z lodem! Grecy są absolutnymi maniakami kaw na zimno. I potrafią robić je genialnie! Lubią je tak mocno, że pijają je nawet i zimą! O najpyszniejszej greckiej kawie na zimno, przeczytacie  TU!

3. BARDZO OSOBISTE PYTANIA SĄ NA PORZĄDKU DZIENNYM. Kiedyś mnie to szokowało, ale teraz się już do tego przyzwyczaiłam. Grecy potrafią prosto z mostu, nawet kogoś dobrze nie znając, zadawać bardzo osobiste pytania. Ile zarabiasz? A twoi rodzice to gdzie pracują? Jakim samochodem jeździsz? Kiedy planujesz wziąć ślub? Norma! Mistrzynią takich pytań jest, na moje nieszczęście, jedna z moich sąsiadek. Czasami gadamy sobie wieszając pranie na balkonach. Nic w tym dziwnego. Może tylko poza tym, że za każdym razem moja sąsiadka krzycząc na całą uliczkę pyta się mnie, kiedy w końcu zajdę  w ciążę:PP

4. INNE RUCHY GŁOWĄ NA „TAK” I „NIE”. To jest jednak naprawdę dziwne… Jak wyglądają ruchy głową na „tak” i „nie” w Grecji – możecie zobaczyć TUTAJ! Skąd to się wzięło – nie wiem. Jest to jednak  jedna z rzeczy, której nadal nie potrafię się nadziwić…

5. GENERALNIE MOŻNA SIĘ SPÓŹNIAĆ, ALE NIECH NO KTOŚ TYLKO SPÓŹNI SIĘ NA… OBIAD!  Spóźnienia jak i samo pojęcie „czasu” w Grecji traktuje się z lekkim  przymrużeniem oka. Ale niech no ktoś tylko spóźni się na obiad! Nawet tego nie próbujcie… Nie chciałabym być wtedy w Waszej skórze!

6. MÓWIENIE O JEDZENIU.  Jeśli kiedyś przysłuchacie  się greckim rozmowom, okaże się, że 75%  rozmów Greków dotyczy jedzenia i wszystkich aspektów z nim związanych. Gadanie o jedzeniu i jedzenie samo w sobie, to taka grecka mini obsesja. Całkiem sympatyczna, bo jedzenie w Grecji jest rewelacyjne, ale jednak… obsesja:D

7. KWESTIA CHLORU… Co prawda czasem po Grekach tego nie widać, ale mimo wszystko są niesamowitymi czyściochami. Uwielbiają przy tym używać ogromnych ilości chloru! Chlor idealny jest na wszystko! I tak na 200% zabije bakterie. Stosuje się go więc z uwielbieniem do czyszczenia wszystkiego. Ja raczej chloru nie używam, ale mimo tego zawsze mam w zapasie dwie butle, w które systematycznie zaopatruje mnie moja teściowa:DD  O tym jak Greczynki dbają o swoje domy, przeczytacie w TYM! poście.

8. MINI KUCHENKA GAZOWA. Grecy potrafią mieć lekką rękę do wydawania pieniędzy. Raczej rzadko kto tu oszczędza i myśli o czarnej godzinie. Za to jest jedna rzecz, na której oszczędza każdy Grek! W absolutnie każdym greckim domu jest  tycich rozmiarów kuchenka gazowa, na której najczęściej przygotowuje się wodę na herbatę lub robi  grecką kawę. Żaden Grek nie wyobraża sobie postawić mały garnek na większym palniku, by nie zmarnować prądu czy też gazu. W sumie jest to bardzo racjonalne. Tylko, że kontrast z tym ile pieniędzy wydają Grecy na zbędne rzeczy tak na co dzień, z tą w sumie niewielką oszczędnością prądu, czy gazu, jest zwyczajnie niedorzeczny!

9. PALENIE W MIEJSCACH GDZIE JEST TO KATEGORYCZNIE ZABRONIONE. Grecy uwielbiają palić  papierosy. Zgodnie z prawem UE w wielu miejscach publicznych jest surowy zakaz palenia. Co prawda generalnie się go przestrzega, ale wiecie jak to w Grecji  bywa… Dałabym wszystko, żeby móc zrobić zdjęcie naszego urzędnika pocztowego. Z wiadomych względów tego zrobić nie mogę… Wyobraźcie sobie jednak, że przychodzicie na pocztę. Chcecie wysłać paczkę, albo kupić znaczek. A urzędnik, z którym załatwiacie sprawę ani na chwile nie wyjmuje papierosa z ust!  Najfajniejsze jest to, że każdy podchodzi do tego z zupełnym luzem:D  Więcej o paleniu papierosow w Elladzie przeczytacie TU!

10. BEZ TV SIĘ NIE OBEJDZIE. Telewizory w Grecji są wszędzie. I nie mówię tu o domach prywatnych, ale sklepach, kioskach ruchu (w wersji mini mini), stacjach benzynowych,  u fryzjera, must have każdej kosmetyczki. Najbardziej zdziwiło mnie to, że  przy mojej pierwszej wizycie u  greckiego lekarza… Tak, tak… Wypisując mi receptę, lekarz non stop zerkał co dzieje sie w jego telewizorze:DDD

Co kraj to obyczaj… Ale przyznacie, że te rzeczy są jednak dość dziwne! Jakie są Wasze spostrzeżenia – piszcie w komentarzach!

 

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Grecy alkohol piją często. Ale jak to się dzieje, że alkoholizm w Grecji to prawdziwa rzadkość?… poniedziałek, 13 lutego 2017

 

Jeden z najsłynniejszych koniaków, czyli Metaxa – pochodzi właśnie z Grecji. Nawet jeśli ouzo [kliknij TU!] nie ma w Polsce zbyt wielu zwolenników, to o tej anyżowej wódce słyszeli wszyscy. Każdy kto przyjeżdża na wakacje do Ellady powinien koniecznie spróbować greckiego bimbru z winogron, czyli tzipouro [kliknij TU!]. Na Krecie pija się fantastyczne w smaku rakomelo [kliknij TUTAJ!], za to dla przykładu Korfu słynie z kum-kwatowych likierów [kliknij TU!]. A to jeszcze nie wszystko… Temat greckich win, to studnia bez dna. Każda grecka wyspa, każdy region Ellady ma swoje wino, o charakterystycznym smaku. Ujmując więc krótko. W temacie alkoholi Grecja ma do zaoferowania naprawdę wiele. A co się przez to rozumie – Grecy alkohol piją bardzo często. Dlaczego  mimo tego, alkoholizm jest w Elladzie prawdziwą rzadkością?

W Grecji alkohol pija się zupełnie na co dzień, zaczynając właściwie od samego rana. Wystarczy przejść się rankiem po typowej greckiej wioseczce. Kafenijony [kliknij TU!] są wypełnione po same brzegi. Starsi panowie, którzy nie muszą  martwić się by być gdzieś na czas, dosłownie godzinami potrafią siedzieć nad jedną szklanką ouzo. Naturalne jest, że do każdego obiadu pojawia  się wino. A wieczorne spotkanie z przyjaciółmi najmilej upływać będzie ze szklanką Metaxy lub tzipouro w dłoni.

Próbuje odszukać w głowie, ale naprawdę nie znam żadnego Greka, który  byłby alkoholikiem.  Alkoholizm jest w Grecji rzadkością. Mało tego… Kiedy przypominam sobie greckie wesela czy też najróżniejsze imprezy, to że ktoś jest pijany jest również sytuacją sporadyczną. Grecy  piją, ale się nie upijają.

*

To był już praktycznie sam koniec tego sezonu. Następnego dnia mieliśmy z Janim odpływać z Korfu i żeby się z wyspą  pożegnać, wpadliśmy do Starej Perytii na obiad. Za każdym razem, kiedy jestem tam z grupą, naszą lekcję gotowania zaczynamy od tego że Thomas częstuje wszystkich swoim tziporo. Ja z wiadomych powodów zawsze muszę odmówić.

Usiedliśmy z Janim przy stoliku i zamówiliśmy to co akurat było najświeższe. Thomas jak zwykle postawił na stoliku kieliszki wypełnione tziporo.

-Thoma… Byłam tu tyle razy! W końcu pierwszy raz spróbuje twojego słynnego tzipoiro. No! Przez cały sezon słyszałam o tym tyle dobrego! – powiedziałam.

-Mówią, że jest jednym z najlepszych… Ale na tym akurat to ja się w ogóle nie znam… – odpowiedział Thomas.

-Jak to? Nie pijesz swojego tzipouro?

-Raz spróbowałem. Ale ja  w ogóle nie lubię alkoholu.

-Co??? Nawat odrobina wina do obiadu? Albo, żeby tak przyjemnie zaszumiało w głowie…

-Nie… Nie mam takiej potrzeby. Tak właśnie jak jest teraz, jest mi po prostu bardzo dobrze! Nie potrzebny jest mi żaden szum. Mi jest po prostu  dobrze…

Kiedy tak patrzyłam na wiecznie zrelaksowaną twarz Thomasa, łagodny uśmiech i oczy, w których zawsze widać całe pokłady spokoju, połączyłam wszystkie fakty i poczułam, jak właśnie uświadamiam sobie o Grekach coś nowego. Coś o czym wiedziałam, ale nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam.

Thomas ma w Starej Perytii tawernę Foros, w której gotujemy podczas naszej wycieczki KUCHNIA KORFU [sprawdź trasę tej wycieczki klikając TUTAJ!].  Właściwie od pierwszego spotkania niesamowicie polubiłam tego  człowieka. Uwielbiam jego spokój, to że nigdy nigdzie się nie śpieszy i godzinami potrafi dyskutować o pierdołach. Że w wolnych chwilach robi miód. Że ma kilka kóz, które  ma – bo je lubi. Tacy ludzie, to najprawdziwsze skarby w naszych wiecznie spóźnionych czasach, w naszym ciągłym niedosycie czegoś i  nieustannym dorobku. Ludzie, którzy żyją tak, jakby wszystko co jest wokół było dla nich przyjemnością. Dla których spokój ducha jest dużo ważniejszy od tego, by nad czymś się martwić, czymś się denerwować. Taki właśnie jest między innymi Thomas i takie „coś” w sobie ma wielu Greków. Myślę, że ta cecha jest jedną z najpiękniejszych cech w Grekach i jedną z najbardziej wartościowych rzeczy w całej Grecji. Życie w zgodzie ze światem. Bez pośpiechu. Bez jakiejkolwiek spiny. Tak jakby każda mała rzecz, była największą życiową przyjemnością.

Dlaczego więc Grecy piją dużo alkoholu, a mimo tego alkoholizm jest w Grecji rzadkością? Alkohol w Grecji pije się dla samego smaku. Stąd też jego różnorodność. Grecki styl życia to nieustanny relaks. Nie ma więc potrzeby by się odstresowywać. Kiedy człowieka wypełnia spokój i poczucie szczęścia, nie ma on ochoty na szum w głowie. Rzeczywistość jest na tyle piękna, że nie trzeba jej zmieniać…

Thomas podczas rysowania swoich wizytówek. Tak, wszystkie wizytówki robi ręcznie ;D

Thomas podczas rysowania swoich wizytówek. Tak, wszystkie wizytówki robi ręcznie ;D