Jak biesiadują Grecy?… sobota, 29 kwietnia 2017

Pierwsze co przychodzi do głowy na hasło „Grecja”, to atmosfera luzu, znakomita pogoda i… rewelacyjna kuchnia! W temacie kulinarnym, Grecy mają wielkie pole do popisu, bo ich kuchnia jest ujmując krótko – genialna. Sami Grecy na punkcie swojego jedzenia są całkowicie zakręceni. I jeśliby przysłuchać się ich  codziennym rozmowom, szybko okazuje się że ponad połowa z nich dotyczy właśnie jedzenia! Jak biesiadują Grecy? Jak możecie się domyślić… Na całego!

PRZYJĘCIA Z OKAZJI ŚLUBÓW I CHRZTÓW

To dla Greków najważniejszy rodzaj przyjęć. Podobnie jak w Polsce przygotowania do przyjęcia weselnego czy też chrztu, najlepiej rozpocząć z minimum półrocznym wyprzedzeniem. Najczęściej odbywają się w restauracjach, gdzie koniecznie musi znajelźć się miejsce do tańczenia. Dużo miejsca do tańczenia! Bo przy ślubach i chrztach tańczy cała sala.

Co się wtedy  je? Możecie być dość zaskoczeni, bo po pierwsze stoły wcale nie uginają się od jedzenia. Jedzenia jest sporo, ale w ilościach, nazwijmy to – racjonalych. Konieczny jest zestaw obiadowy dla każdego, czyli porcja mięsa, ryż czy też ziemniaki, albo ukochane przez Greków frytki.  Plus oczywiście zestaw sałatek do wyboru. Do tego coś słodkiego i w zasadzie to tyle!

Przyznam, że kiedy pierwszy raz to zobaczyłam, prawdziwym szokiem było dla mnie to, że na greckich weselach oraz chrztach wcale za dużo się nie pije. Na stołach króluje wino w najróżniejszej postaci. Jest również szampan. Czasem pojawi się ouzo czy też kilka kropli wódki, ale Grecy wcale się nie  upijają. Dlaczego? O tym możecie przeczytać w TYM poście.

A co z przyjęciami komunijnymi, które są tak ważne w Polsce? W Grecji ich nie ma! Grecja  jest krajem prawosławnym, dlatego  komunia święta tutaj nie istnieje. Z tego powodu  tak ważne są dla Greków chrzty.

Okres komunii świętych w Polsce zbliża się wielkimi krokami. Jeśli zastanawiacie się co podać na przyjęciu organizowanym w domu – TUTAJ! znajdziecie propozycje bardzo ciekawego menu. Mam nadzieję, że Was zainspiruje!

BOŻE NARODZENIE, WIELKANOC i inne święta

Boże Narodzenie, Wielkanoc jak również dla przykładu imieniny są idealnymi okazjami by swoją wielką, grecką rodzinę ugościć w domu. Przygotowania najlepiej rozpocząć kilka dni wcześniej, bo wtedy je się naprawdę dużo! Zazwyczaj każda pani domu przynosi jeszcze coś od siebie. Na stole królować będą mięsa pod najróżniejszą postacią. Wielkie grillowanie odbywa się w Wielkanoc i wtedy mięsa je się najwięcej. Koniecznie najróżniejsze rodzaje przystawek oraz sałatek i ogromne ilości słodyczy, bez których Grecy żyć nie potrafią. Zdecydowanie, na przyjęciach organizowanych w domach, je się więcej niż na ślubach i chrztach.

Mimo tego, że jest się w domu, to wcale nie przeszkadza by sobie trochę potańczyć. Dlatego tradycyjna grecka muzyka, zawsze musi czekać w gotowości. Żeby zacząć tańczyć, Grekom naprawdę niewiele trzeba!

TAWERNY, TAWERNY i raz jeszcze TAWERNY

Spontaniczne wypady do tawern to w Grecji codzienność. Standardowo do tawern chodzi się raz na dwa tygodnie lub nawet co tydzień. Wychodzi się do nich by uczcić każdą możliwą okazję. W Grecji tawerny dzielą się na dwa rodzaje: mięsne i rybne. Podział jest prosty. Jeśli morza nie widać, najpewniej trafimy do tawerny mięsnej. Jeśli tawerna jest przy morzu – będzie to tawerna rybna.

Wypady do tawern są w Grecji uznawane za rodzaj uroczystości. Dlatego zazwyczaj wychodzi się wieczorami. Jeśli wypad planowany jest na wieczór, Grecy z pewnością ubiorą się elegancko.

W typowej greckiej biesiadzie  w tawernie, stoły dosłownie się uginają. Najpierw lądują na nich ogromne ilości przystawek. Następnie dania główne. Co dla nas często jest dość zabawne, wyjadanie sobie z talerza i jedzenie rękami  – to w Grecji norma. Je się zupełnie na luzie. Na stole koniecze jest wino, ouzo lub tzipouro. A na koniec, jeszcze przed zapłaceniem rachunku, uroczy grecki zwyczaj – coś słodkiego od właściciela tawerny! Po kawałku czegoś słodkiego, zazwyczaj dość pokaźny rachunek, jakoś tak łatwiej jest przełknąć…

 


//

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Nasz filmik z tegorocznej Wielkanocy… poniedziałek, 24 kwietnia 2017

 

I jest! Zgodnie z obietnicą zrobiliśmy z Janim filmik o tym jak wyglądała nasza Wielkanoc. W tym roku było bardzo tradycyjnie. Naszą Wielkanoc spędziliśmy z całą Sałatką i było fantastycznie. No cóż… Nie będę ukrywać… Do dań serwowanych podczas greckiej Wielkanocy reczej się nie przekonam. Brrr… Ale sama Wielkanoc to przepiękny rodzinny okres wypoczynku i świętowania.  Zobaczcie sami ;) Miłego oglądania!

Wesołych Świąt!!! Pozdrowienia z Sałatkowego Domu… sobota, 16 kwietnia 2017

Co prawda w Grecji na stałe mieszkam już ponad pięć lat. Ale dopiero w tym roku Święta Wielkanocne obchodzimy w pełni tradycyjny sposób. Co roku właśnie na Wielkanoc Jani musiał pracować i dopiero w tym roku na Święta udało nam się pojechać do Sałatki.

Wielkanoc to najważniejszy okres dla prawosławnych Greków. Jest to niezwykle radosny i przede wszystkim rodzinny czas. Ja ze śmiechu co chwilę spadam z krzesła, umieram też z przejedzenia.

Wielkanoc w wersji greckiej jest naprawdę przepiękna. Ale mimo wszystko, dla mnie smaczna nie jest. Pierwszy raz spróbowałam typowej wielkanocnej kozy z rusztu. Mimo tego, że tego rodzaju mięso (wiem, wiem…) jest bardzo zdrowe i uwielbia je większość Greków, nic nie jest w stanie mnie do niego przekonać. Smacznie raczej też nie wygląda… Prawdę powiedziawszy pod względem kulinarnym grecka Wielkanoc to dla mnie tortura… Nie znoszę ani koziny, ani jagnięciny. Na podroby nie mogę patrzeć. Traumatyczny był dla mnie zapach magiritsy, czyli wielkanocnej zupy z wnętrzności najczęściej owcy. Coś naprawdę strasznego… Na całe szczęście Feta jest  kochana i  przygotowała dla mnie wieprzowinę:D Upodobania kulinarne to jeden z wielu przykładów na to jak bardzo wpływa na nas kultura, w której się wychowaliśmy…

Moi Drodzy! Wesołych… Rodzinnych… Spokojnych Świąt Wielkanocnych! Wypoczywajcie i świętujcie na całego! Pozdrawiamy z Janim z Sałatkowego Domu!:D

P.S. Jeśli jesteście zainteresowani jak dokładnie wygląda grecka Wielkanoc – świąteczne posty znajdziecie pod tym linkiem:

 GRECKA WIELKANOC

WIELCY GRECY. Dimitris Mitropanos. Czyli o tym, że Grecy prócz śmiać się, kochają również płakać… niedziela, 26 marca 2017

Dimitris Mitropanos

Dimitris Mitropanos

Siedzieliśmy z przyjaciółmi, którzy w te wakacje byli w Grecji i zakochali się w niej po uszy. Siedzieliśmy, gadaliśmy i piliśmy czerwone wino.

-A posłuchaj tego! To jest po prostu genialne…

I w jednym z polskich mieszkań rozbrzmiał głos Dimitrisa Mitropanosa. Mimo, że był sam środek szarej, polskiej zimy, daleko od Ellady ten specyficzny głos, śpiewający w zupełnie innym języku, ponownie zrobił na kimś potężne wrażenie.

Prawdziwa muzyka, nie ma  granic. Nie trzeba znać ani nut, ani rozumieć  słów, żeby ją prawdziwie czuć. Muzyka Mitropanosa jest idealnym tego przykładem.

Miałam wielkie szczęście, dotknąć już właściwie historii. Zdążyłam być na jego koncercie (przeczytasz o tym TUTAJ!). Kilka miesięcy później Mitropanos zmarł. Grecja pożegnała jednego ze swoich największych piosenkarzy.

Dimitris Mitropanos (1948 – 2012)  był, jest i z pewnością zawsze w Grecji będzie uwielbiany. Jest przedstawicielem tzw. muzyki ludu, nazywanej w Grecji laika (gr. laos = lud).  Urodził się w Trikali. Wychowany był przez matkę, bez ojca. Śpiewał od najmłodszych lat.  Jego pierwszym największym  hitem była piosenka opisująca Saloniki (kliknij TU!).

Śpiewał od małego, przez całe życie, z najlepszymi muzykami, dla najlepszych kompozytorów, najlepszych autorów tekstów. Był również zaangażowany politycznie, zdecydowanie opowiadając się za komunistami. Plotki mówią, że był uzależniony od alkoholu. Kiedy słucha się jego wypowiedzi w wywiadach robi wrażenie spokojnego, zwykłego człowieka. Jak większość Greków był podobno bardzo rodzinny. Przez całe życie niezwykle mocno związany był ze swoją siostrą.

Fenomen Dimitrisa Mitropanosa wcale nie tkwi w fantastycznym głosie. Również  nie w świetnym wyglądzie. Ani nie w super promocji. Jego głos według  krytyków pozostawiał wiele do życzenia. Wyglądał  trochę jak dozorca w nieco lepszej kamienicy. A o promocji w jego czasach, szkoda nawet gadać. Kluczem do niebywałej kariery muzycznej był niezwykły ładunek emocjonalny, który Mitropanos przekazywał w każdej swojej piosence. Słuchając jego muzyki, do dzisiejszego dnia Grecy umierają tysiąc razy. Na jego koncertach ludzie potrafili ryczeć.  Byłam i widziałam. To było coś niesamowitego.

Nie jest do końca prawdą, że Grecy są narodem niezwykle uśmiechniętym. Z pewnością nie jest prawdą, że są zawsze weseli. Grecy żyją zgodnie z naturą, zgodnie ze swoimi emocjami, zgodnie z tym co czują. Piosenki typu laika, to utwory w których śpiewa się o najsmutniejszych wydarzeniach, jakie dotykają ludzi. O tym, że ktoś odszedł. O tym, że ktoś przeżywa rozstanie. O tym, że ktoś cierpi z miłości. Ktoś umiera. Ktoś jest zdradzany. O tym, że zachodzi słońce i coś się kończy. O tym, że widok morza jest tak nostalgicznie piękny, że to aż boli.  W piosenkach laika śpiewa się o wszystkim, co przynosi ludziom cierpienie.

Grecy uwielbiają te piosenki. Dlaczego? Dlatego, że słuchając ich doznają swoistego oczyszczenia. To właśnie wtedy mogą usłyszeć, przypomnieć sobie, raz jeszcze przeżyć, a przede wszystkim oczyścić się ze wszystkiego co złe, bolesne czy trudne.  Wyśpiewać to, wytańczyć, wypłakać. Wszystko to raz jeszcze przeżyć, a później poczuć przyjemną ulgę oczyszczenia. Grecy jak nikt inny potrafią się śmiać, ale potrafią też płakać. Niezwykłe jest w nich to, że nie boją się, ani nie wstydzą  okazywać prawdziwych emocji.  Być może również i dlatego żyją podobno  dłużej i zdrowiej.

ROZA – tłumaczenie tekstu na język polski

Ładunek emocjonalny w głosie Mitropanosa jest gigantyczny. Myśląc o nim, do dziś większość Greków ma w głowie  zupełnie przeciętnego faceta, który jest taki jak oni. Który kiedy śpiewa zawsze zamyka oczy i podnosi głowę do góry. Zabiera w bolesną  podróż, po ciemnych sferach życia. Po to by je raz jeszcze dotknąć, przeżyć, rozliczyć się z nimi. A na koniec się oczyścić.  Posłuchaj dla przykładu tego… Nie musisz wcale znać greckiego, by poczuć jak ten głos delikatnie nacina Twoje serce…

                                                                   



 

Jeśli interesuje Cię temat greckiej muzyki, tu przeczytasz więcej…

TANIEC ZORBY

ZEIBEKIKO EVDOKII

PANDELIS PANDELIDIS

SAKIS ROUVAS

 

Do przygotowania tekstu korzystałam z informacji na stronach:

 

https://www.madata.gr/diafora/showbiz/187944.html

http://www.fimes.gr/2012/04/dimitris-mitropanos-viografia/#axzz4c66vUGOC

 

Marcowe bransoletki… czwartek, 8 marca 2017

W Grecji pełno jest najróżniejszych drobnych tradycji i zwyczajów. Wyłuskiwanie ich z codzienności, to niezwykle ciekawy proces. Wszystko u mnie przychodzi stopniowo.  Dopiero całkiem niedawno zauważyłam, że właśnie w marcu wielu Greków: dzieci, kobiet i mężczyzn, nosi cieniutkie bransoletki, które składają się właściwie z dwóch splecionych ze sobą nitek: białej i czerwonej. Kiedy co chwilę widziałam je na czyimś nadgarstku, drapałam się po głowie, skąd u Greków taki  nagły przejaw braterstwa z Polską? Przez chwilę się przestraszyłam… Nie oglądam wiadomości, więc myślałam że w Polsce stało się coś strasznego, a ja o tym nie wiem. Kiedy powiedziałam o tym Janiemu, umierał ze śmiechu!

W Grecji jest taki zwyczaj, że dokładnie pierwszego marca zakłada się bransoletki, zwane Martis czyli marzec. Składają się zazwyczaj z dwóch cieniutkich sznurków: jeden biały drugi czerwony. Dla ozdoby często dodaje się do nich oko proroka (przed czym chronić ma Greków oko proroka, przeczytasz TUTAJ!), krzyżyk czy też jakiś ozdobny kamyk. Wyglądają naprawdę ślicznie. Sama nie mogłam sobie jednej odmówić. Kupiłam i noszę codziennie! A po co  się je zakłada?

Te bransoletki mają chronić przed marcowym słońcem. W marcu  słońce nagle zaczyna świecić z bardzo dużą siłą, a po zimie skóra nie jest do niego przyzwyczajona, dlatego o delikatne poparzenia łatwo. W Grecji wierzy się, że te bransoletki chronią przed marcowym słońcem. Moja skóra  ma się bardzo dobrze, więc może coś w tym jest:P

A tak na serio. Myślę, że w tej tradycji jest zawarty pewien ludowy spryt. Pewnie każdy kto ma taką bransoletkę na nadgarstku nawet podświadomie zaczyna uważać ze  słońcem, bo tych kilka nitek na ręce co chwilę o takiej roztropności przypomina. Jak by nie było – wyglądają przeuroczo! Więc i ja swojej do końca marca nie ściągam!:D

W Grecji przegoniliśmy już zimę! Nie trzeba sprawdzać w kalendarzu by poczuć, że wiosna już tu jest… piątek, 3 marca 2017

Jani skończył pracę trochę później niż planowaliśmy i niestety, na samą paradę  nie zdążyliśmy. Jednak i w tym roku byliśmy na alevropolemos, czyli bitwie na mąkę w niewielkim miasteczku Galaksidi (wszystko o tym wydarzeniu przeczytasz TUTAJ!). Przynajmniej częściowo nam się udało!

Kathara Deftera to według mnie najciekawsze greckie święto. Dlaczego? Bo wszystko tego dnia się miesza i jest przez to niesłychanie kolorowo. Kathara Deftera, czyli Czysty Poniedziałek, to święto kościelne. Według tradycji Greckiego Kościoła Prawosławnego, właśnie tego dnia rozpoczyna się Wielki Post. Jednak między innymi w Galaksidi, zachowanie ludzi bynajmniej nie jest  jak „Bóg przykazał”. Każdy z winem, albo puszką piwa  w ręku. Ludzie rzucają się mąką i kolorowymi barwnikami. Śpiewają przy tym zbereźne ludowe przyśpiewki, świetnie się bawiąc.  Co chwilę gdzieś przewija się motyw penisa, bo wątki erotyczne są tu na każdym kroku. Skojarzenie ze starożytnymi świętami ku czci Dionizosa, nasuwa się samo. Tak! Tak! Tradycja starożytna – ona wciąż w Elladzie ma się dobrze! W Galaksidi urządza się alevropolemos, w Tirnavos obchodzi się bourani (kliknij TU!), a w Distomo ludzie tańczą przebrani w koźle skóry (kliknij TUTAJ!). To jak obchodzi się Kathara Deftera wypływa więc z tradycji lokalnej. Tego dnia, co region, miasto, miasteczko – zupełnie inne zwyczaje.

Tradycja Grecji jest niezwykle bogata. Myślę, że życia mi nie starczy, żeby poznać wszystkie zwyczaje wszystkich regionów i wysp Grecji. Niedawno stuknęło pięć lat, od momentu, kiedy do Ellady przyjechałam mieszkać na stałe. Po tych pięciu latach, czuje że coś o Grecji wiem. Do wielu rzeczy już się przyzwyczaiłam, ale wiele  jeszcze mam do odkrycia.

Kilka dni temu przy jednym z wpisów na Facebooku mieliśmy bardzo ciekawą dyskusję na temat stosunku Greków do mięsa. Tego, że w sklepach mięsnych zwierzęta wiszą całe obdarte ze skóry i nikogo to ani nie dziwi, ani nie brzydzi. Ktoś napisał niezwykle trafny komentarz, który długo siedział mi w głowie. Grecy żyją bliżej natury.  Żyją też zgodnie z jej prawami. Dokładnie tak jest. Mięso tu jest mięsem. Domy pachną  czystością i domowym ciastem. Ludzie znacznie częściej niż w ekrany telefonów,  gapią się w morze, godzinami będąc ze sobą, gadając o niczym, sączą swoją kawę. Nie udają, że nie mają popędów, są grzeczni i święci, tylko śmiejąc się wykrzykują zbereźne przyśpiewki. Potrafią bawić się zapominając o wszystkim. Jak dzieci smarują twarze niebieskim, zielonym, żółtym proszkiem i mają z tego dziecinną radochę. Nikt przed nikim nie udaje, że jest poważny czy też grzeczny. W ten poniedziałek, kiedy byliśmy w Galaksidi na mącznej bitwie, kolejny raz przypomniałam sobie, że proste przyjemności są najprzyjemniejsze. A najbardziej dziecinne zabawy – najfajniejsze.

W ten poniedziałek przegoniono z Grecji zimę. Ludzie przebrani w koźlie skóry, dzwonami przyczepionymi do pasów, dzwonili  by powitać wiosnę najgłośniej jak się dało.  Okładali ziemię brzozowymi witkami, żeby ta obudziła się jak najszybciej. Natura obudzona! Koniec tej zimy! Kochani… Jest już wiosna!!!

Nasze video z alevropolemos w Galaksidi

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – 10 największych dziwactw Greków… poniedziałek, 27 lutego 2017

Szok!

Szok!

Każdy człowiek, każda rodzina i każda większa grupa społeczna, jaką jest na przykład naród,  ma swoje dziwactwa. Jest to zupełnie normalne. Czasami śmieszne, czasem zaskakujące, a czasem wręcz szokujące, albo denerwujące. Dziś będzie o największych dziwactwach Greków! 10 wg mnie najciekawszych. Jeśli wyhaczyliście jeszcze jakieś – napiszcie o nich w komentarzach. Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania. Zaczynamy!

 -

1. PAPIER TOALETOWY NIE WRZUCA SIĘ DO KLOZETU! Tu chyba nikogo swoim zdziwieniem nie zaskocze. Jednak najdziwniejszą rzeczą jest to, że Grecy ten swój zwyczaj uznają za zupełną normę. W Grecji papier toaletowy wrzuca się nie do klozetu, a do specjalnych koszy. Grecy się do tego przyzwyczaili i ani im w głowie, by to zmienić! Często konsternację innych komentują, mówiąc: „Ale… Tak było w Grecji zawsze! To już taka swoista  tradycja i po co ją zmieniać?!”. Więcej na temat greckich toalet przeczytacie TUTAJ!

2. KAWA Z LODEM… ZIMĄ! Tak! Moim zdaniem to niesamowite… W Grecji zimą  potrafi być naprawdę zimno, ale nawet wtedy  wielu Greków  pije kawę z lodem! Grecy są absolutnymi maniakami kaw na zimno. I potrafią robić je genialnie! Lubią je tak mocno, że pijają je nawet i zimą! O najpyszniejszej greckiej kawie na zimno, przeczytacie  TU!

3. BARDZO OSOBISTE PYTANIA SĄ NA PORZĄDKU DZIENNYM. Kiedyś mnie to szokowało, ale teraz się już do tego przyzwyczaiłam. Grecy potrafią prosto z mostu, nawet kogoś dobrze nie znając, zadawać bardzo osobiste pytania. Ile zarabiasz? A twoi rodzice to gdzie pracują? Jakim samochodem jeździsz? Kiedy planujesz wziąć ślub? Norma! Mistrzynią takich pytań jest, na moje nieszczęście, jedna z moich sąsiadek. Czasami gadamy sobie wieszając pranie na balkonach. Nic w tym dziwnego. Może tylko poza tym, że za każdym razem moja sąsiadka krzycząc na całą uliczkę pyta się mnie, kiedy w końcu zajdę  w ciążę:PP

4. INNE RUCHY GŁOWĄ NA „TAK” I „NIE”. To jest jednak naprawdę dziwne… Jak wyglądają ruchy głową na „tak” i „nie” w Grecji – możecie zobaczyć TUTAJ! Skąd to się wzięło – nie wiem. Jest to jednak  jedna z rzeczy, której nadal nie potrafię się nadziwić…

5. GENERALNIE MOŻNA SIĘ SPÓŹNIAĆ, ALE NIECH NO KTOŚ TYLKO SPÓŹNI SIĘ NA… OBIAD!  Spóźnienia jak i samo pojęcie „czasu” w Grecji traktuje się z lekkim  przymrużeniem oka. Ale niech no ktoś tylko spóźni się na obiad! Nawet tego nie próbujcie… Nie chciałabym być wtedy w Waszej skórze!

6. MÓWIENIE O JEDZENIU.  Jeśli kiedyś przysłuchacie  się greckim rozmowom, okaże się, że 75%  rozmów Greków dotyczy jedzenia i wszystkich aspektów z nim związanych. Gadanie o jedzeniu i jedzenie samo w sobie, to taka grecka mini obsesja. Całkiem sympatyczna, bo jedzenie w Grecji jest rewelacyjne, ale jednak… obsesja:D

7. KWESTIA CHLORU… Co prawda czasem po Grekach tego nie widać, ale mimo wszystko są niesamowitymi czyściochami. Uwielbiają przy tym używać ogromnych ilości chloru! Chlor idealny jest na wszystko! I tak na 200% zabije bakterie. Stosuje się go więc z uwielbieniem do czyszczenia wszystkiego. Ja raczej chloru nie używam, ale mimo tego zawsze mam w zapasie dwie butle, w które systematycznie zaopatruje mnie moja teściowa:DD  O tym jak Greczynki dbają o swoje domy, przeczytacie w TYM! poście.

8. MINI KUCHENKA GAZOWA. Grecy potrafią mieć lekką rękę do wydawania pieniędzy. Raczej rzadko kto tu oszczędza i myśli o czarnej godzinie. Za to jest jedna rzecz, na której oszczędza każdy Grek! W absolutnie każdym greckim domu jest  tycich rozmiarów kuchenka gazowa, na której najczęściej przygotowuje się wodę na herbatę lub robi  grecką kawę. Żaden Grek nie wyobraża sobie postawić mały garnek na większym palniku, by nie zmarnować prądu czy też gazu. W sumie jest to bardzo racjonalne. Tylko, że kontrast z tym ile pieniędzy wydają Grecy na zbędne rzeczy tak na co dzień, z tą w sumie niewielką oszczędnością prądu, czy gazu, jest zwyczajnie niedorzeczny!

9. PALENIE W MIEJSCACH GDZIE JEST TO KATEGORYCZNIE ZABRONIONE. Grecy uwielbiają palić  papierosy. Zgodnie z prawem UE w wielu miejscach publicznych jest surowy zakaz palenia. Co prawda generalnie się go przestrzega, ale wiecie jak to w Grecji  bywa… Dałabym wszystko, żeby móc zrobić zdjęcie naszego urzędnika pocztowego. Z wiadomych względów tego zrobić nie mogę… Wyobraźcie sobie jednak, że przychodzicie na pocztę. Chcecie wysłać paczkę, albo kupić znaczek. A urzędnik, z którym załatwiacie sprawę ani na chwile nie wyjmuje papierosa z ust!  Najfajniejsze jest to, że każdy podchodzi do tego z zupełnym luzem:D  Więcej o paleniu papierosow w Elladzie przeczytacie TU!

10. BEZ TV SIĘ NIE OBEJDZIE. Telewizory w Grecji są wszędzie. I nie mówię tu o domach prywatnych, ale sklepach, kioskach ruchu (w wersji mini mini), stacjach benzynowych,  u fryzjera, must have każdej kosmetyczki. Najbardziej zdziwiło mnie to, że  przy mojej pierwszej wizycie u  greckiego lekarza… Tak, tak… Wypisując mi receptę, lekarz non stop zerkał co dzieje sie w jego telewizorze:DDD

Co kraj to obyczaj… Ale przyznacie, że te rzeczy są jednak dość dziwne! Jakie są Wasze spostrzeżenia – piszcie w komentarzach!

 

My mamy Tłusty Czwartek, a Grecy mają TSIKNOPEMPTI… czwartek, 23 lutego 2017

Mój pierwszy

Mój pierwszy „Tsiknopempti”. Lesbos, rok 2007

Dziś w Polsce obchodzimy Tłusty Czwartek, więc do syta zajadamy się słodyczami. Co prawda Grecy słodkości w nadprogramowych ilościach dziś nie jedzą, ale dokładnie tydzień temu w Elladzie obchodzono nieco podobny zwyczaj.

W ubiegły czwartek w Grecji był tzw. Tsiknopempti, czyli w wolnym tłumaczeniu na język polski „czwartek pachnący mięsem”. W ten dzień je się w Elladzie naprawdę ogromne ilości mięsa. Przyznam się szczerze… Zupełnie zapomniałam o tym dniu, ale przypomniały mi o nim wystawy na witrynach w sklepach mięsnych, które tego dnia dosłownie – ociekały krwią…

Taki mięsny czwartek jest w Grecji dniem ruchomym i wiąże się z obchodami Wielkanocy. A ta…  Z każdym dniem jest coraz bliżej! W najbliższy poniedziałek obchodzi się w Grecji „Kathara Deftera”, czyli „Czysty Poniedziałek”. Co to jest za święto? Możecie o nim przeczytać TU! TU! i TUTAJ! W wielkim skrócie – „Kathara Deftera” to pierwszy dzień Wielkiego Postu, przepełniony najróżniejszymi zwyczajami. Jednak Grecy pościć zaczynają już wcześniej. Na co dzień nie jedzą mięsa w każdą środę i piątek. Ubiegły czwartek był więc już ostatnim dniem, w którym mięsa można było się najeść naprawdę do syta! Później przestrzegający zasad religii Grecy, chcą czy też nie – muszą stać się wegetarianami.

Pamiętam mój prawdziwy szok, kiedy w obchodach Tsiknopempti uczestniczyłam pierwszy raz. Naprawdę nie wiedziałam co się dzieje! To było dokładnie 10 lat temu, kiedy do Ellady przyjechałam pierwszy raz na stypendium Sokratesa. Właśnie  poznaliśmy się z Janim, który  zaprosił mnie na obchody tego święta do mieszkania  kolegi. Tsiknopempti w wykonaniu kilku greckich studentów… To było coś!:DDD Po całej imprezie, która trwała do późnych godzin nocnych, byłam przekonana że mięsa nie zjem przez najbliższy rok! Dokopaliśmy się tych zdjęć z tego właśnie dnia… Ja na Lesbos 10 lat temu:DDD I stół zawalony mięsem podczasm imprezy studenckiej z okazji Tsiknopempti…

W Grecji coraz bliżej  Wielkiego Postu. Jednocześnie, coraz bliżej Wielkanocy i tym samym wiosny…!:DDD

Jak wygląda wnętrze kościoła prawosławnego w Grecji? Zobacz nasz filmik… piątek, 27 stycznia 2017

Osios Loukas

Osios Loukas

Kiedy pierwszy raz wchodzi się do kościoła prawosławnego w Grecji, człowiek jest pod wrażeniem. W środku zawsze panuje półmrok. Wszędzie delikatnie pobłyskują złote tła ikon i lśniące ozdoby.  Zawsze jest cicho i spokojnie, a w powietrzu unosi się zapach kadzideł. Kiedy ktoś, kto nigdy nie miał do czynienia z prawosławiem, pierwszy raz przychodzi na mszę świętą w Grecji, często jest w szoku. Właśnie wtedy człowiek przekonuje się najlepiej, że jest w kraju o zupełnie innej kulturze i mentalności.

Jak wyglądają wnętrza kościołów prawosławnych w Grecji? Żeby Wam pokazać, wybraliśmy się z Janim do jednego z najpiękniejszych klasztorów Grecji –  Osios  Loukas. Ten średniowieczny klasztor, którego ściany zdobią przepiękne mozaiki, został wpisany na listę UNESCO. To wyjątkowe miejsce, gdzie można doświadczyć czym jest  greckie prawosławie…



www.salatkapogreckuwpodrozy.pl

www.salatkapogreckuwpodrozy.pl

Vasilopita. Czyli kto w tym roku będzie mieć szczęście?… piątek, 6 stycznia 2017

Według greckiej tradycji, w Nowy Rok chwilę po wybiciu północy, w greckich domach kroi się ciasto nazywane „vasilopitą”. Każdy musi dostać swój kawałek. Noc podczas której kończy się stary rok i wita ten nowy, jest dla Greków bardzo rodzinny. Trochę inaczej niż w naszej tradycji, wszyscy gromadzą się w domach. I dopiero po współnym zjedzeniu kolacji, a później vasilopity, grubo po północy Grecy wychodzą na noworoczne imprezy.  Przy jedzeniu tego ciasta, jest zawsze bardzo dużo emocji. Dlaczego?

Podczas wyrabiania ciasta, do każdej vasilopity wkłada  się monetę. Kiedy w noworoczną noc dzieli się ciasto na  kawałki, osoba której część zawiera monetę – przez kolejnych 12 miesięcy będzie  mieć najwięcej szczęścia.  Zwyczaj jak zwyczaj. Ale wszystkie swoje tradycje Grecy zawsze biorą bardzo na serio! Dodatkowo,  domownicy na stół kładą pieniądze. Zwycięsca – zgarnia wszystko. Emocje przy jedzeniu vasilopity potrafią więc sięgać zenitu!

W tym roku Jani na Boże Narodzenie i Sylwestra był w domu. Boże Narodzenie nie ma dla Greków aż tak wielkiej wagi, więc Jani został sam. Natomiast na Nowy Rok, do naszego domu przyjechali Feta z Pomidorem.

Kiedy w Grecji było już po północy, połączyliśmy się z Janim na Skype.  W naszym domu Pomidor właśnie kroił  vasilopitę.

-O! Dorota! – krzyknął Pomidor, kiedy zobaczył mnie na ekranie – Ten kawałek jest dla ciebie!! Ten dla mnie, ten dla mamy, ten dla Janiego, ten dla Olivki, a ten dla Pieprza. A ten jest „dla domu”. No to sprawdzamy…

Można by oczekiwać, że każdy zacznie zwyczajnie swój kawałek jeść. Nic jednak bardziej mylnego. Pomidor nawet nie położył kawałków na talerzyki. Chwycił nóż jeszcze mocniej i zaczął dziobać w cieście, rozpoczynając poszukiwania szczęśliwej monety. Po kilku chwilach krzyknął z najprawdziwszym przerażeniem:

-Nie ma! Tu nie ma monety!

-Sprawdź dokładnie! – powiedziała Feta – Chyba, że… to nowe rozporządzenie Ciprasa i zaczyna oszczędzać nawet na  monetach w vasilopicie!

-Nie żartuj Feta! To ciasto jest oszukane! Naprawdę, tu nie ma monety… Jak nie znajdę, to jutro rano idę z tym bublem do cukierni!

Pomidor, zawziął się w sobie, jak to prawdziwi Grecy mają w zwyczaju.  Wstał z krzesła. Stanął pewnie, rozchylając przy tym ramiona. Zaczął dziobać nożem kawałek  po kawałeczku.

W międzyczasie rozanielona Feta zdała mi sprawozdanie z porządków, które właśnie robi w naszym domu. Pranie. Podłogi. Okna. Dokładne czyszczenie piekarnika. Wiem… Wiem… Kiedyś ze złości, byłabym cała czerwona. Natomiast teraz słuchałam tego wzdychając, że życie jest jednak piękne. Feta znalazła kolejny sposób, by pranie było jeszcze bielsze, a są nim specjalne, super nowoczesne kapsułki, które zamiast proszku wrzuca się do pralki:

-Mówię ci Dorota! Rewelacja! Koszule Janiego jeszcze  nigdy wcześniej nie były tak białe!

-Jeeeeeest! Feta! Znalazłem!!! Znalazłem tę cholerną monetę!

Wszyscy zamarli i spojrzeli na Pomidora, by dowiedzieć się  w czyim kawałku była w tym roku moneta.

-I co? – spytała Feta.

-No… Teraz to już trudno powiedzieć… – odpowiedział  Pomidor patrząc na jedną wielką podziobaną nożem górę okruchów, która jeszcze kilka chwil wcześniej nazywana była vasilopitą. Ciasto wyglądało jakby ktoś właśnie dokładnie zmielił je niemalże na pyłek.

-Teraz to już nie mam pojęcia, czyj był to kawałek… Ale… że tak długo nie mogłem jej znaleźć… To dopiero!

Jak mniej więcej udało się nam określić, moneta była w części „dla domu”. Moja interpretacja jest taka:  szczęście będzie nam sprzyjać i dzięki temu szybko przeprowadzimy się na Korfu!:***

Co jest jednak w tym wszystkim najśmieszniejsze… Z ręką na sercu, ani Feta, ani Pomidor ani Jani, nikt nawet nie spróbował swojego kawałka, czy też raczej okruchów  noworocznej  vasilopity…

Nasza vasilopita. Na chwilę przed ostatecznym poszukiwaniem monety...

Nasza vasilopita. Na chwilę przed ostatecznym poszukiwaniem monety…