Wesołych Świąt!!! Pozdrowienia z Sałatkowego Domu… sobota, 16 kwietnia 2017

Co prawda w Grecji na stałe mieszkam już ponad pięć lat. Ale dopiero w tym roku Święta Wielkanocne obchodzimy w pełni tradycyjny sposób. Co roku właśnie na Wielkanoc Jani musiał pracować i dopiero w tym roku na Święta udało nam się pojechać do Sałatki.

Wielkanoc to najważniejszy okres dla prawosławnych Greków. Jest to niezwykle radosny i przede wszystkim rodzinny czas. Ja ze śmiechu co chwilę spadam z krzesła, umieram też z przejedzenia.

Wielkanoc w wersji greckiej jest naprawdę przepiękna. Ale mimo wszystko, dla mnie smaczna nie jest. Pierwszy raz spróbowałam typowej wielkanocnej kozy z rusztu. Mimo tego, że tego rodzaju mięso (wiem, wiem…) jest bardzo zdrowe i uwielbia je większość Greków, nic nie jest w stanie mnie do niego przekonać. Smacznie raczej też nie wygląda… Prawdę powiedziawszy pod względem kulinarnym grecka Wielkanoc to dla mnie tortura… Nie znoszę ani koziny, ani jagnięciny. Na podroby nie mogę patrzeć. Traumatyczny był dla mnie zapach magiritsy, czyli wielkanocnej zupy z wnętrzności najczęściej owcy. Coś naprawdę strasznego… Na całe szczęście Feta jest  kochana i  przygotowała dla mnie wieprzowinę:D Upodobania kulinarne to jeden z wielu przykładów na to jak bardzo wpływa na nas kultura, w której się wychowaliśmy…

Moi Drodzy! Wesołych… Rodzinnych… Spokojnych Świąt Wielkanocnych! Wypoczywajcie i świętujcie na całego! Pozdrawiamy z Janim z Sałatkowego Domu!:D

P.S. Jeśli jesteście zainteresowani jak dokładnie wygląda grecka Wielkanoc – świąteczne posty znajdziecie pod tym linkiem:

 GRECKA WIELKANOC

Spacer po starożytnych Delfach… czwartek, 13 kwietnia 2017

Starożytne zabytki najlepiej jest zwiedzać  in situ, czyli w miejscu gdzie powstały. Sama przyjemność! Spacerować w bajecznych okolicznościach przyrody i patrzeć na starożytne ruiny, które pięknie wpisują się w grecki krajobraz. Właśnie teraz, czyli na wiosnę, kiedy cała Ellada na dobre obudziła się do życia. Wszystko pachnie, śpiewa i jest tak kolorowe. Właśnie taraz w greckiej starożytności zakochać się jest najłatwiej.

Niedawno razem z Janim odwiedziliśmy Delfy, jedno z najważniejszych miejsc dla europejskiej starożytności. Sam pępek starożyntego świata.

Tutaj jest nasz najnowszy filmik ze spaceru po Delfach…

Kilka lat temu w magazynie „Poznaj Świat” opublikowałam artykuł na temat starożytnych Delf. Jakiś czas temu, ten tekst trafił do internetowego archiwum, gdzie można go przeczytać.  Kliknij niżej, żeby przeczytać mój tekst na temat starożytnych Delf!

 DELFY – PĘPEK ŚWIATA

Na koniec przemiła wiadomość! Już w czerwcowym numerze  „Poznaj Świat” będzie mój kolejny artykuł. O czym – to jeszcze tajemnica. Ale zapewniam, że będzie bardzo ciekawie:D

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Co w ludziach zmienia Grecja?… poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Dwa lata temu, mniej więcej w połowie letniego sezonu poczułam, że jak powietrza potrzebna jest mi odskocznia od pracy. Praca zajmowała  mi całą  dobę, bo w dzień pracowałam, a w nocy o niej myślałam. I tak… Samo przyszło!

Od bardzo dawna marzyło mi się, żeby jeździć konno. Pewnego lipcowego dnia, po prostu wstałam zza biurka, zabrałam co było mi najpotrzebniejsze i pojechałam do stadniny koni. Była to jedna z  moich najlepszych decyzji. Tak właśnie zaczęłam jeździć konno.

Najbliższy sezon na Korfu, to dla mnie kolejny sezon z końmi. Zazwyczaj w środy, pakuję  torbę, zakładam  bryczesy i jadę do Silvalandu. Kiedy tylko skręcam do wioski Viro i jadę nieco dalej, mój telefon traci zasięg. Są to jedyne dwie godziny w całym tygodniu, kiedy nawet Sakis Rouvas [kliknij TU!] się do mnie nie dodzwoni. Jeżdże sobie na koniu, gadam z ludźmi, później piję kawę. Jednym słowem – ładuje baterie. Te dwie godziny działają na mnie tak cudownie, że kiedy wracam czuję się jak po dwugodzinnej medytacji.

Pod koniec ubiegłego sezonu, do Silvalandu przyjechał angielski trener, który prowadził pokaz jazdy konno. Miałam też być, ale tego dnia mieliśmy naszą wycieczkę:

-Ally i jak udał się pokaz? Jak było? – spytałam moją nauczycielkę, która mieszka na Korfu już ładnych parę lat, a pochodzi z Anglii.

Ally, w tym co robi jest fenomenalna. To dla tej stadniny największy skarb. Jest mała, drobna i zupełnie niepozorna. Pracując  jeszcze w Anglii, zajmowała się ujeżdżaniem dzikich koni. Na co dzień, Ally to ostoja spokoju. Zawsze zastanawiałam się jak to możliwe, że ta drobna kobieta ujeżdża dzikie konie? Wszystko stało się jasne, kiedy pierwszy raz zobaczyłam Ally w akcji.

Z grupą kilku jeźdźców na koniach, udaliśmy się do lasu. Jedna z klaczy w pewnym momencie jakby ogłupiała. Zrzuciła z siodła dziewczynę, która na niej siedziała i za nic w świecie nie dała się uspokoić. Nie mam pojęcia jak Ally zdołała na tę klacz samodzielnie wsiąść. Później zaczęła coś wrzeszczeć i uderzać nogami. Po trzech minutach koń wrócił do siebie. Zupełnie się uspokoił.

-Wszystko szło zgodnie z planem. Było naprawdę super. Tylko, że… – kontynuowała Ally.

-Co się stało?

-Ten gość mnie tak zmęczył… – powiedziała.

-Co takiego zrobił?

-No, niby nic… Ale był tak wszystkim zestresowany… Te ciągłe pytania: o której, czy już wszystko gotowe? A za ile? A już? A kiedy? W pewnym momencie myślałam, że wyjdę z siebie. Nawet nie dopiliśmy kawy, a on już był zestresowany. I ten ciągły wyraz napięcia na twarzy… Jakby w głowie miał same najgorsze scenariusze.

-Haha! To mieliście wesoło… Taki zestresowany Anglik w Grecji.

-Ale gdyby jeszcze był jakiś powód… Przypomniało mi się, że kilka lat temu ja też taka byłam. Jeszcze  przed przeprowadzeniem się na Korfu. Wszystko musiało być na pięć minut przed czasem.  Wszystko pod kontrolą. Zapięte na ostatni guzik. I ten ciągły stres, mimo że nie było nawet powodów. Teraz zupełnie sobie nie wyobrażam, że naprawdę mogłam tak funkcjonować… I czym ja się tak stresowałam?

-Skąd ja to znam, Ally… Jakbyś mówiła o mnie… Myślę, że jeszcze kilka osób mogłoby się pod tym podpisać…

-Najfajniejszy jest moment, kiedy człowiek zaczyna odpuszczać. I widzi, że jak nie ma tego napięcia, tego całego trzymania się planu, ciągłej kontroli wszystkiego, to wtedy wszystko zaczyna się samo układać… U mnie tak właśnie się stało po jakimś roku mieszkania w Grecji.

Pogadałyśmy jeszcze chwilę i zaczęłyśmy lekcje. Ally uczy mnie, że jeżdżąc konno muszę być w całkowitym relaksie, a jednocześnie w stuprocentowym skupieniu. Wiele z tego, czego uczę się podczas jazdy konno, sprawdza się w mojej pracy i codziennym życiu. Jazda konno, to znacznie więcej niż tylko sport.

Kryzys. Jak ma się Grecja kilka lat po jego wybuchu?… czwartek, 6 kwietnia 2017

Z postanowieniem zamieszkania na stałe, do Grecji przyjechaliśmy z Janim ponad pięć lat temu. Dokładnie wtedy ogłoszono wielki… grecki… kryzys! Kiedy pakowaliśmy walizki i wylatywaliśmy z Polski, w mediach trwało prawdziwe zatrzęsienie. Słysząc o naszej decyzji, wszyscy chwytali się za głowy:

-To jest skok na główkę na płytką wodę! Powariowaliście? Z Grecji trzeba teraz uciekać! A wy się tu wprowadzacie?

Tych słów autorstwa „wujków dobra rada”, zupełnie nie brałam do siebie. Wlatywało jednym uchem, a wylatywało drugim. Dlaczego? Wiedziałam dokładnie jak wyglądała Grecja przed kryzysem. I że cały ten kryzys nie jest taki,  jak go media malują.

-Zobaczysz… Zobaczysz… Po roku opadnie ten twój entuzjazm i zejdziesz na ziemię – tysiąc razy słyszałam taką ripostę.

Lekcja dla mnie jest z tego jedna. Nigdy w życiu nie rezygnujcie ze swoich marzeń, tylko dlatego, że inni w nie nie wierzą. Co stało się u nas po tych pięciu latach? Mamy się lepiej niż świetnie. I to pod każdym względem. Oboje pracujemy. Realizujemy się. Prowadzimy własną firmę [sprawdź naszą ofertę wycieczek po Korfu!]. Sporo podróżujemy. Robimy mnóstwo fajnych rzeczy. Mamy czas dla siebie.

*

Kiedy pierwszy raz znalazłam się w Grecji był rok 2006. Przyjechałam na wyspę Lesbos jako stypendysta Sokratesa. Po roku studiowania w Mitilini, przylatywałam do Grecji, kiedy tylko mogłam, żeby spotykać się z Janim. Przez cały ten okres nie mogłam się nadziwić jak? na Boga… Na jakich właściwie zasadach ten kraj funkcjonuje? Mało kto naprawdę rzeczowo pracował, a pensje były przy tym całkiem pokaźne. Do tego dodatki, czternastki, renty na każde życzenie. Wyjścia do tawern i kolacje takie, że dosłownie uginają się stoły. Drogie prezenty na każdą możliwą okazję. Wystawne wesela, chrzty, takie że głowa boli. Nowe samochody.  Pięknie i drogo urządzane mieszkania. Podróże. Markowe ubrania. Życie jest piękne! Kto by tak nie chciał? A przy tym wszystkim… Wieczne strajki, strajki i raz jeszcze strajki. Mistrzostwo świata w kombinatorskim niepłaceniu podatków. Łapówkarstwo i przekupstwo. Każdy medal ma dwie strony.

W realnym świecie, na dłuższą metę tak to nie działa. Prawo ekonomii jest dość jasne. Wydaje się tyle ile się zarobiło, a najlepiej jeszcze trochę mniej, by zaoszczędzić. Nigdy nie odwrotnie.

Grecja sprzed tych kilku lat, była jak mydlana bańka, która niebawem musiała pęknąć. To było oczywiste, że tak się stanie.

Za kryzys nie ma co obwiniać statystycznego Jorgosa. A cała medialna nagonka na „Greka – lenia” była niesprawiedliwa, bo wcale nie była obrazem całej Grecji. Człowiek tak jednak już ma, że jak dają to bierze. Nie ma się więc co dziwić Grekom, którzy w momencie kiedy dawano, to brali! Czy ktoś z was nie przyjąłby czternastej pensji? Albo płacił podatki, kiedy nikt nie płaci i wszyscy przymykają na to oczy? Fakt, nikt nie oszczędzał. Ale taka tu jest mentalność, że przecież żyje się TERAZ. Skoro więc teraz ma się pieniądze, to teraz się je wydaje. Kogo więc można obwinić za kryzys? Nieudolnych polityków, którzy do tej sytuacji doprowadzili.

Kiedy w Grecji  ogłoszono kryzys i jednocześnie ucięto rzekę płynącą banknotami euro, dla większości Greków to było jak lodowaty prysznic. Ludzie potracili prace. Ucięto im pensje, dodatki i dofinansowania. Zasiała panika. Zakończyła się era wypadów do tawern na wielkie biesiady. Kupowania najdroższych mebli. Samochodów prosto z salonu.  I tak dalej… I tak dalej… Możnaby wyliczać jeszcze długo.

Ale chwilka… Zaraz! Pamiętacie co działo się w Polsce jeszcze choćby w latach 80-tych? Urodziłam się w 1985 roku. I sprzed przełomu trochę jeszcze pamiętam. Kiedy opowiadam o tym  Janiemu, to widzę jak nie może się nadziwić. Szare sklepy, w których autentycznie NIC nie ma. Pomarszczona, sucha, żałosna pomarańcza na Boże Narodzenie, która była symbolem tego „lepszego” świata. Szary, szorstki papier toaletowy. Śmierdzące, tanie papierosy i zimny, wilgotny zapach biedy. Kiedy miałam trzy lata wyjechaliśmy do Jugosławi. Do dziś pamiętam, że kiedy ja i moja starsza siostra weszłyśmy do supermarketu byłyśmy przekonane, że jesteśmy w wesołym miasteczku. Wszystko dla nas było tak wesołe i kolorowe.

Jeśli porównać mój obraz kryzysu z czasów dzieciństwa, z opisem kryzysu w Grecji, co zostaje? Spory  problem… Okazuje się, że słowo „kryzys” każdy może zdefiniować zupełnie inaczej. Dla mnie grecki „kryzys” był unormowaniem sytuacji, sprowadzeniem Greków na ziemię. Trzeba pracować i się w tej pracy starać. Czasem zostawać po godzinach, albo gdzieś dorabiać. Czy się tego chce, czy nie, podatki trzeba płacić.  Na wielu rzeczach można też oszczędzać.  Dlatego też te ponad pięć lat temu, kiedy przeprowadzaliśmy się do Grecji wiedziałam, że media nie pokazują całej prawdy. Nigdzie się nie mówiło choćby o tym, jak Grecja wyglądała jeszcze trochę wcześniej. Ten obraz nie był więc przedstawiany  na tyle obiektywnie i rzetelnie, by się nim przejmować.

Co dzieje się w Grecji teraz? Tak jak obowiała się większość Greków, niestety kryzys to nie był tylko zły sen, po którym człowiek się budzi i jest tak jak było przed zaśnięciem. Tak jak „dawniej” w Grecji już nie będzie. Sytuacja się stabilizuje. Grecy przyzwyczajają się do innego stylu życia. Co jest bardzo ciekawe, powoli zmienia się też ich mentalność.

Ci którzy naprawdę szukali, znaleźli w końcu jakąś pracę. Tak jest przynajmniej w kręgu moich greckich znajomych. Ci, którzy jeszcze pracy nie znaleźli, w większości przypadków narzekają, że to „wszystko przez  kryzys!”. Widać jednak, że Grecy autentycznie zaczęli oszczędzać. W sklepach czasem widzę, jak ktoś chodzi z kalkulatorem, co kiedyś było  uznawane za  zniewagę. Okazało się, że dom niekoniecznie trzeba wyposażać w najdroższych sklepach. A i bez torebki  Louis Vuitton na osiemnastkę, jakoś się obejdzie. Jeśli samochód jest dwuletni, też można go kupić i nawet nim jeździć. W Grecji pojawiły się również pierwsze portale, gdzie można sprzedać / kupić coś używanego. Powstają też greckie second handy. Obiektywnie. To wszystko, to zmiany na dobre.

Grecja nigdy nie pogrąży się w żadnym kryzysie, ani w żadnej depresji, jak swojego czasu sensacyjnie głosiły media. Bo to jest sprzeczne z mentalnością Greków.  Piękne w Grekach jest to, że naprawdę potrafią cieszyć się życiem i w swojej codzienności zachowywać taką prostą radość. Obiad, nawet jeśli zrobiony z nieco tańszych składników, smakować będzie zawsze, bo je się go razem. Te kilka euro na kawę z przyjaciółmi znajdzie się zawsze. Całodzienne wylegiwanie się na plaży, jest zupełnie za darmo. Tak samo jak zupełnie za darmo można zachwycić się morzem, tym jak różowo zachodzi za nim słońce. Czasem jest tak, że świat się wali i  ma się wrażenie,  że wszystko się rozpada. Ale życie samo w sobie, ono i tak jest w Grecji zwyczajnie piękne.

Sałatka po grecku TV – odc. 19: Jak zrobić sałatkę po grecku?… sobota, 1 kwietnia 2017

I jest! Nasz pierwszy filmik nowym aparatem! Nie możemy się z Janim jeszcze nim nacieszyć. W końcu mamy dokładnie taką jakość o jaką nam chodziło:D

Od teraz nasze filmiki pojawiać się będą jeszcze częściej. Czego będą dotyczyć? Grecji rzecz jasna! Jak zawsze będziemy  w nich dużo gotować i podróżować po Elladzie. Kiedy  tylko przypłyniemy znów na Korfu, pojawiać się będzie coraz więcej filmów o Kerkirze. Nowością, która może bardzo się Wam spodobać będą filmiki lifestylowe.

Jeśli macie jakieś propozycje, jest coś co bardzo chcielibyście zobaczyć – koniecznie napiszcie o tym w komentarzu.

Nasz pierwszy filmik po technicznym liftingu  dotyczy rzeczy najważniejszej! Raz jeszcze…

Jak zrobić sałatkę po grecku?

Składniki, których będziecie potrzebować to:

ogórek

pomidor

papryka

cebula biała lub czerwona

kilka oliwek

gruby plaster fety

ocet winny

oliwa z oliwek

szczypta soli

oregano

Jak taką sałatkę zrobić? Na spore kawałki kroicie pomidora i ogórka.  Kawałki najperw pomidora, a później ogórka kładziecie na talerzu. Następnie kładziecie kilka krążków papryki i cebuli oraz kilka oliwek (mogą być z pestkami). Całość skraplacie kilkoma kroplami octu winnego. Niczego nie mieszacie! Nakładacie jeden (sic!), gruby plaster fety. Całość polewacie oliwą z oliwek, posypujecie solą i oregano. I już gotowe!:D

Jeśli szukacie promocji na produkty, które zostały użyte w tym przepisie, sprawdźcie stronę –
https://www.qpony.pl/lidl
  gdzie znajduje się gazetka Lidla.

W tym momencie warto też przypomnieć, kto kim jest tu na blogu. O tym przeczytać możecie TUTAJ!

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Co daje człowiekowi bezczynne gapienie się w morze?… poniedziałek, 27 marca 2017

Każdy coś takiego od czasu do czasu ma. Nie wiadomo kiedy,  nazbierało mi się kilka deadline’ów. Ze skrzynki mailowej wypełzły  nieodpowiedziane wiadomości, w typie „na wczoraj”. Na głowie szykowanie się do podróży, bookowanie wszystkiego, sprawdzanie godzin i połączeń. Niezapłacone rachunki, przyczepione do lodówki krzyczą żeby natychmiast coś z nimi zrobić. W domu bałagan. Niewywieszone pranie i następne już dopraszające się swojej kolejki. I jeszcze na dodatek przeciekająca  rura od kaloryfera. To nieznośne, terroryzująco monotonne kap! kap! kap! Nie wiadomo w co włożyć ręce. Z tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. Pomyślałam, że jeśli nie uspokoje myśli, to zwariuje. I tym samym postanowiłam się przejść.

Od  dziecka, moim wielkim marzeniem było to, by mieszkać nad morzem. I mam teraz  to szczęście. Uwielbiam morze. Szum fal. Jego kolor, jego zapach. Kiedy wychodzę na spacer, to zazwyczaj idę przejść się nad morze. Podobno człowiekowi dobrze robi, kiedy będąc w otwartej przestrzeni może patrzeć daleko, daleko przed siebie.

Szłam powoli, a przez cały ten czas towarzyszył mi szum fal. Myśli kłębiły się w mojej głowie, tak że zwoje mózgu dosłownie aż bolały. Jeszcze to… Jeszcze tamto! Jak ja mam zdążyć z tym?! Kiedy załatwić tamto? A to?? A gdzie, a kiedy? Na ile, a za ile. To było na wczoraj. To trzeba na jutro. Prawda, że też „to” znacie…? Gdyby tylko istniał taki guzik, po którego  naciśnięciu, można wyłączyć ten rozbablany mózg. Taki „guzik” – on istnieje. Każdy ma gdzieś swój.

 

Szłam jakieś piętnaście minut. W miejscu gdzie kończy się asfaltowa droga i stoi niewielki, ostatni na tej uliczce domek, rosną trzy dorodne sosny. Między nimi jest niewielka ławka i  trochę  prowizoryczny stolik. Już z daleka widziałam że ktoś tam siedzi. Dwaj typowi greccy dziadkowie przynieśli nawet ogrodowe krzesła, żeby siedziało się im wygodniej. W małych filiżankach mieli grecką kawę [jak robi się grecką kawę – przeczytasz TU!] i małą butelkę ouzo [wszystko o ouzo przeczytasz TU!]. Siedzieli razem w milczeniu i popijając raz ouzo, raz  kawę, gapili się w morze.

Morze tego dnia było zupełnie spokojne. Pogoda piękniejsza być nie mogła. Ciepłe marcowe słońce, zero wiatru. Możnaby tak siedzieć, czy spacerować godzinami.

Kiedy przechodziłam obok nich spowolniłam krok do granic możliwości, a kiedy już przeszłam nie mogłam się powstrzymać by się obrócić i spojrzeć na nich raz  jeszcze. Wszystko to razem wyglądało tak cudownie łagodnie i spokojnie. Jakby nigdzie im się nie śpieszyło. Jakby żaden życiowy problem, głębiej ich nie dotykał.  A promienie marcowego słońca na twarzy, widok i zapach morza, oraz smak ouzo i kawy, były największymi przyjemnościami życia, które dają najprawdziwszą rozkosz.

Grecy mają w sobie coś takiego.  Że potrafią największą przyjemność czerpać ze skrajnie prostych rzeczy. Wyjąć z głowy wszystkie problemy, tak by było w niej miejsce na cieszenie się życiem.  To jest w nich najpiękniejsze.

Odeszłam nieco dalej. I kiedy byłam już sama usiadłam na wielkim kamieniu, z boskim widokiem na morze. Gapiłam się tak bezczynnie, nie licząc czasu. Do domu wróciłam inna. Zabrałam się za to co miałam zrobić ze spokojem. Zrobiłam co mogłam. Na jutro zostawiłam tego co nie dałam rady już zrobić. Spać poszłam trochę później, ale jeszcze w łóżku poczytałam  książkę. Pod koniec dnia wiedziałam, że wszystko po prostu jest ok.

Kiedy mózg zaczyna bezsensownie beblać, istnieje przycisk, którym można go wyłączyć. Każdy ma swój. U mnie jest nim gapienie się w morze…

WIELCY GRECY. Dimitris Mitropanos. Czyli o tym, że Grecy prócz śmiać się, kochają również płakać… niedziela, 26 marca 2017

Dimitris Mitropanos

Dimitris Mitropanos

Siedzieliśmy z przyjaciółmi, którzy w te wakacje byli w Grecji i zakochali się w niej po uszy. Siedzieliśmy, gadaliśmy i piliśmy czerwone wino.

-A posłuchaj tego! To jest po prostu genialne…

I w jednym z polskich mieszkań rozbrzmiał głos Dimitrisa Mitropanosa. Mimo, że był sam środek szarej, polskiej zimy, daleko od Ellady ten specyficzny głos, śpiewający w zupełnie innym języku, ponownie zrobił na kimś potężne wrażenie.

Prawdziwa muzyka, nie ma  granic. Nie trzeba znać ani nut, ani rozumieć  słów, żeby ją prawdziwie czuć. Muzyka Mitropanosa jest idealnym tego przykładem.

Miałam wielkie szczęście, dotknąć już właściwie historii. Zdążyłam być na jego koncercie (przeczytasz o tym TUTAJ!). Kilka miesięcy później Mitropanos zmarł. Grecja pożegnała jednego ze swoich największych piosenkarzy.

Dimitris Mitropanos (1948 – 2012)  był, jest i z pewnością zawsze w Grecji będzie uwielbiany. Jest przedstawicielem tzw. muzyki ludu, nazywanej w Grecji laika (gr. laos = lud).  Urodził się w Trikali. Wychowany był przez matkę, bez ojca. Śpiewał od najmłodszych lat.  Jego pierwszym największym  hitem była piosenka opisująca Saloniki (kliknij TU!).

Śpiewał od małego, przez całe życie, z najlepszymi muzykami, dla najlepszych kompozytorów, najlepszych autorów tekstów. Był również zaangażowany politycznie, zdecydowanie opowiadając się za komunistami. Plotki mówią, że był uzależniony od alkoholu. Kiedy słucha się jego wypowiedzi w wywiadach robi wrażenie spokojnego, zwykłego człowieka. Jak większość Greków był podobno bardzo rodzinny. Przez całe życie niezwykle mocno związany był ze swoją siostrą.

Fenomen Dimitrisa Mitropanosa wcale nie tkwi w fantastycznym głosie. Również  nie w świetnym wyglądzie. Ani nie w super promocji. Jego głos według  krytyków pozostawiał wiele do życzenia. Wyglądał  trochę jak dozorca w nieco lepszej kamienicy. A o promocji w jego czasach, szkoda nawet gadać. Kluczem do niebywałej kariery muzycznej był niezwykły ładunek emocjonalny, który Mitropanos przekazywał w każdej swojej piosence. Słuchając jego muzyki, do dzisiejszego dnia Grecy umierają tysiąc razy. Na jego koncertach ludzie potrafili ryczeć.  Byłam i widziałam. To było coś niesamowitego.

Nie jest do końca prawdą, że Grecy są narodem niezwykle uśmiechniętym. Z pewnością nie jest prawdą, że są zawsze weseli. Grecy żyją zgodnie z naturą, zgodnie ze swoimi emocjami, zgodnie z tym co czują. Piosenki typu laika, to utwory w których śpiewa się o najsmutniejszych wydarzeniach, jakie dotykają ludzi. O tym, że ktoś odszedł. O tym, że ktoś przeżywa rozstanie. O tym, że ktoś cierpi z miłości. Ktoś umiera. Ktoś jest zdradzany. O tym, że zachodzi słońce i coś się kończy. O tym, że widok morza jest tak nostalgicznie piękny, że to aż boli.  W piosenkach laika śpiewa się o wszystkim, co przynosi ludziom cierpienie.

Grecy uwielbiają te piosenki. Dlaczego? Dlatego, że słuchając ich doznają swoistego oczyszczenia. To właśnie wtedy mogą usłyszeć, przypomnieć sobie, raz jeszcze przeżyć, a przede wszystkim oczyścić się ze wszystkiego co złe, bolesne czy trudne.  Wyśpiewać to, wytańczyć, wypłakać. Wszystko to raz jeszcze przeżyć, a później poczuć przyjemną ulgę oczyszczenia. Grecy jak nikt inny potrafią się śmiać, ale potrafią też płakać. Niezwykłe jest w nich to, że nie boją się, ani nie wstydzą  okazywać prawdziwych emocji.  Być może również i dlatego żyją podobno  dłużej i zdrowiej.

ROZA – tłumaczenie tekstu na język polski

Ładunek emocjonalny w głosie Mitropanosa jest gigantyczny. Myśląc o nim, do dziś większość Greków ma w głowie  zupełnie przeciętnego faceta, który jest taki jak oni. Który kiedy śpiewa zawsze zamyka oczy i podnosi głowę do góry. Zabiera w bolesną  podróż, po ciemnych sferach życia. Po to by je raz jeszcze dotknąć, przeżyć, rozliczyć się z nimi. A na koniec się oczyścić.  Posłuchaj dla przykładu tego… Nie musisz wcale znać greckiego, by poczuć jak ten głos delikatnie nacina Twoje serce…

                                                                   



 

Jeśli interesuje Cię temat greckiej muzyki, tu przeczytasz więcej…

TANIEC ZORBY

ZEIBEKIKO EVDOKII

PANDELIS PANDELIDIS

SAKIS ROUVAS

 

Do przygotowania tekstu korzystałam z informacji na stronach:

 

https://www.madata.gr/diafora/showbiz/187944.html

http://www.fimes.gr/2012/04/dimitris-mitropanos-viografia/#axzz4c66vUGOC

 

Dimitris Mitropanos „Roza”… środa, 22 marca 2017

Dimitris Mitropanos „Roza”

Moje usta są suche i spragnione

W asfalcie szukają wody

Obok mnie przejeżdżają pojazdy

A ty mi mówisz, że czeka nas burza

I wciągasz mnie do zwilgotniałego  kabaretu

 

Idziemy razem  tą samą drogą

Ale nasze więzienne cele są osobne

Włóczymy się po  magicznym mieście

Nawet nie chcę wiedzieć, czego szukamy

Wystarczy mi, że   ofiarujesz dwa pocałunki

 

Obstawiasz mnie w ruletce i mnie przegrywasz

W koszmarnej opowieści

Mój głos jest teraz  głosem owada

Moje życie jest pnącą się rośliną

A ty mnie wycinasz  i wyrzucasz w  otchłań

 

Jak to się dzieje, że pragnienie staje się historią

Jak to się dzieje, że historia staje się ciszą

Dlaczego Roza, patrzysz na mnie tak odrętwiale

Przepraszam, ale  nie rozumiem

Co mówią komputery i liczby

 

Moja miłość jest z węgla i siarki

Czas zmienił cię tak bardzo

Przejeżdżają przez nas pojazdy

A ja stoję we mgle i burzy

Głodny, śpię obok ciebie

 

Jak to się dzieje, że pragnienie staje się historią

Jak to się dzieje, że historia staje się ciszą

Dlaczego Roza, patrzysz na mnie tak odrętwiale

Przepraszam, ale  nie rozumiem

Co mówią komputery i liczby

 

 

Śpiewa: Dimitris Mitropanos

Tekst: Alkis Alkaios

Muzyka: Thanos Mikroutsikos

Tłumaczenie: Evagelia Galbeni, Dorota Kamińska

 

Z CYKLU: Inny punkt widzenia – Jaką energię ma Korfu?… niedziela, 19 marca 2017

Korfu, Rajska Plaża

Korfu, Rajska Plaża

Podczas prowadzenia naszych wycieczek, mam przyjemność spotykać wiele niezwykle ciekawych osób. Jedną z nich  była Małgosia. Po tym jak usłyszałam czym się zajmuje, od razu wiedziałam, że Małgosia po prostu musi napisać o Korfu post na bloga. I tak też się stało. Dziś post o tym jaką energię ma Korfu i jak wyspa działa na ludzi. Małgosia również i w nadchodzącym sezonie organizuje na Korfu warsztaty pracy nad emocjami i ciałem. O jej warsztatach przeczytacie TUTAJ! Niżej  o tym kim jest Małgosia i czym się zajmuje oraz tekst jej autorstwa na temat energii, jaką ma Korfu. Miłego czytania!

*

Małgosia Januszczyk-Siemieniuk
Od wielu lat odbywam podróż życia. Dla mnie jest ona rozpoznawaniem drogi do pełnego obudzenia w swoim sercu. Do świadomego doświadczania i przeżywania życia na Ziemi. Dzięki własnym doświadczeniom i poznaniu wielu metod budzenia świadomości, dzielę się teraz z Tobą tym, co sama przeżyłam. Prowadzę sesje indywidualne, warsztaty terapeutyczne i wyprawy dla kobiet, które chcą żyć świadomie i  otwierać serce na wszystkie doświadczenia życia. Zapraszam na moją stronę internetową:  
http://intuicjaserca.pl/
Korfu - zdjęcie satelitarne

Korfu – zdjęcie satelitarne

Moim marzeniem od długiego czasu było pływanie w wodzie, gdzie nie czuję gruntu. Swobodnie się unoszę. Czuje wsparcie wody.  Czekałam na to spotkanie  długo. Przeglądając internet znalazłam stronę Sophii Michalopoulou z Korfu, która prowadzi sesje uzdrawiania w wodzie. Poczułam, że tego właśnie chcę. Idealny prezent  dla siebie na 50 urodziny.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Korfu na zdjęciu satelitarnym, nie mogłam uwierzyć, że właśnie taki ma kształt! Że taka właśnie jest Kerkira!  Tak jak pisze Sophia na swojej stronie internetowej: (…) Ma kształt kobiety. Czy ją widzisz? Jej smukłe nogi, jej kształtne kolana, jej syreni ogon? Czy dostrzegasz jej zaokrąglone piersi, ludzką twarz oraz opadające włosy? Piękna istota ludzka jakby stworzona z wód Morza Jońskiego.

Wyspa Korfu słynie na świecie ze swojego piękna. Nawet kształt samej wyspy pozwala na postrzeganie jej jako boskiego dzieła. Jest wiele mitów dotyczących historii Korfu, w których możemy dostrzec zarówno jej strategiczne znaczenie, jak i potężne piękno. Korfu to jedyna ziemska wyspa, na którą bogowie zstępowali, aby odprawiać ceremonie ślubne.

Mówi się, że Korfu jest mityczną Scherią, gdzie Homerowski Ulisses odkrywa swoją „nagość” po wielu metaforycznych zgryzotach, których doświadcza. To tu, w mitycznym pałacu Króla Alkinoosa na Korfu, rozstrzyga się Homerowska epopeja. To właśnie na tej wyspie Ulisses opisuje swoją podróż i wylewa z serca wszystkie swoje zgryzoty. To właśnie pobyt na Korfu  przynosi mu ulgę, a on sam zostaje oczyszczony oraz  uzdrowiony i wraca do życia. To właśnie tu, Ulisses przypomina sobie kim jest, a mieszkańcy wyspy pomagają mu wrócić do „domu”, do Itaki. Uzdrowienie i przemiana są na stałe wpisane w energię Korfu.

Korfu jest miejscem uzdrowienia i przemiany w mitach, ale również i w historii. W 1860 roku, casarzowa Austrii – Elżbieta Bawarska (Sissi) [kliknij TU i TU] przyjechała na Korfu z Wiednia po tym, jak zapadła na chorobę płuc.  Bezsprzecznie, postrzegała ona Korfu jako swój azyl i miejsce uzdrowienia oraz powrotu do zdrowia. Po śmierci syna, wybudowała na Korfu pałac, który nazwała Achillion,  na cześć Homerowskiego bohatera z Iliady – Achillesa.

Energia Korfu jest magnetyczna i głęboko przemieniająca. Czasem zmusza do stawiania czoła problemom, ale bywa też kojąca i uzdrawiająca. Samo ukształtowanie terenu, z jego kalcytami o wysokiej częstotliwości oraz oczyszczającą zieloną gliną wpływa na proces uzdrawiania.  Znajdziemy tu ponad dwa miliony drzew oliwnych, tysiąc pięćset gatunków dzikich kwiatów, wyjątkowy las cedrowy, tysiące cyprysów, skrzące się niebiesko – zielone akweny wodne. Przy wybrzeżach Korfu pływają delfiny, a czasem  wieloryby, które wzbogacają wyspę swoimi silnymi i kolorowymi energiami.  Najsłynniejsza linia geomantyczna na siatce energetycznej ziemi, Michael – Apollo Axis, wijąca się przez Europę od Skelling Michael w Irlandii do Mt. Carmel w Izraelu, obejmuje również Korfu. To czyni wyspę ważnym portalem dla energii „Boskiego Połączenia”. Na wyspie mieści się wiele międzynarodowych centrów uzdrowień.

Na miejsce moich warsztatów wybrałam piękne wybrzeże Arillas, gdzie złoty piasek wchodzi daleko w głąb Morza Jońskiego, a kamienie różnorodnych kształtów w połączeniu z falami, grają cudowną muzykę. Wody Morza Jońskiego są tu uzdrawiające, miękkie i zmysłowe. Podczas tygodnia spędzonego na tym wybrzeżu doświadczyłam  wszystkich tych energii, połączeń i uzdrowienia mojego lęku przed głęboką wodą. To był niezwykły czas poczucia emocji w ciele i sercu. Pierwszy raz skoczyłam z pomostu do wody, pierwszy raz pływałam w wodzie, gdzie było naprawdę głęboko! Była to dla mnie mistyczna podróż w głąb siebie, do swojej odwagi, do wnętrza serca. Jestem bardzo wdzięczna Sophii z Korfu i Morzu Jońskiemu za te wszystkie przeżycia.

Kocham wyspy, ich energię i indywidualną przestrzeń, którą tworzą w połączeniu z naturą. Wiedziałam, że następną wyspą, na którą zaproszę kobiety na warsztaty pracy z ciałem i emocjami będzie Korfu. I tak kolejny raz we wrześniu 2016 roku z grupą kobiet przyjechałam na wyspę. To był wspaniały czas!  Dzięki Dorocie i jej wycieczce Najpiękniejsze Miejsca Korfu, poznałam Rajską Plaże [kliknij TUTAJ], na którą popłynęłyśmy razem. To było wspaniałe spotkanie z krystaliczną energią niezwykłej wody.

Energie Korfu i Morza Jońskiego są niezwykle uzdrawiające! Zapraszam na kolejną wyprawę i warsztaty Alchemia Ciała na wyspie Korfu w czerwcu 2017. Wszystkie informacje znajdziecie TUTAJ!

Małgosia Januszczyk-Siemieniuk

Nasz program na żywo w „Pytanie na Śniadanie”… czwartek, 16 marca 2017

-Trzy! Dwa! Jeeeden! I leeecimy! Kuchnia!!!

I nagle z jednego gigantycznego harmideru, rodzi się jeden wielki porządek. Wszystkie trzy wielkie kamery kierują się na nas! Nie wiem jak to się dzieje. Puszcza mi stres. W głowie czuje 100% koncentracji i to, że jestem w swoim świecie. Śmiejemy się, rozmawiamy o różnych rzeczach i gotujemy. A ja  mimo wszystko nadal nie wierzę, że to dzieje się naprawdę. Moment, w którym spełnia się jedno z moich marzeń. Sytuacja, która działa się w mojej głowie setki razy, właśnie przemienia się w rzeczywistość.

Kiedy  przez chwilę leci przerwa na reklamy, w studio jest jeden wielki chaos. Dopijam kawę. Makijażystka przypudrowuje mój nos i czoło, by na pewno wszystko było idealnie. Ktoś co chwilę robi nam zdjęcie. Śpieszymy się, bo za pięć minut  gotowe musi być następne danie, a my naprawdę robimy wszystko od A do Z w kuchni w studio. W międzyczasie Marzena Rogalska śmieje się tak, że chyba słychać ją na zewnątrz i już zapowiada się u nas na Korfu;D Tomek Kamel droczy się, że strzelił focha, bo nie mamy dla niego tzipouro [co to jest TZIPOURO]. Ci ludzie są przesympatyczni, również kiedy wychodzą poza kadr kamery. Mówią co poprawiać, pytają się czy na pewno wszystko jest ok. Marzena ciągle się śmieje i kogoś przytula.

Atmosfera w studio jest fantastyczna. Nie mam pojęcia jak to się dzieje. Że za każdym razem, kiedy na chwilę jest przerwa na reklamy, panuje taki rozgardiasz, że głowa mała. A kiedy wszystko leci już na żywo, jest taki porządek że mucha nie siada.

 

W ubiegłą sobotę spełniliśmy z Janim jedno z naszych marzeń. Do Grecji wróciliśmy padnięci, ale jednocześnie już nie możemy się doczekać się kolejnej takiej przygody.

Dlaczego udział w tym programie był dla nas aż tak ważny??? Trzy lata temu nagraliśmy nasz pierwszy filmik na YouTube, o tym jak zrobić sałatkę po grecku. Racjonalnie rzecz ujmując ten filmik powinnam już dawno z YouTuba usunąć. Jest obiektywnie bardzo  słaby. Jednak jedna z zasad blogerów i YouTuberów mówi o tym, że nie wolno kasować swoich początkowych wpisów i filmików. Dlaczego? Bo to właśnie one pokazują najlepiej drogę jaką przechodzimy podczas rozwoju w dziedzinie, w której pracujemy. Dlaczego więc jestem tak dumna z naszego udziału w PnŚ? Zobaczcie  ten właśnie filmik, który jest niżej.

I porównajcie do tego, co stało się jedynie trzy lata później…

(nasze wejścia na żywo w „Pytanie na Śniadanie”)


http://pytanienasniadanie.tvp.pl/29451449/kuchnia-grecka-w-polskim-stylu-moussaka

Kto by pomyślał? Ale tak właśnie jest… Kiedy się wierzy i pracuje dając 100% siebie… Wtedy naprawdę marzenia się spełniają…