Sałatka po grecku TV – odc. 18: Jak zrobić pastitsadę, czyli jedno z najpopularniejszych dań Korfu… środa, 11 stycznia 2017

Jak zawsze po Bożym Narodzeniu, w Polsce zostaje trochę dłużej, by nacieszyć się i Polską, i  rodzinką, i przyjaciółmi. I na  własnej skórze znów przypominam sobie, że zima w Polsce  potrafi dać w kość. Jest naprawdę zimno!

Choć kuchnia grecka często kojarzy się przede wszystkim z fantastycznymi rybami i owocami morza, które najlepiej smakują latem, znaleźć w niej  można również wiele potraw, które idealnie nadają się na zimę. Jedną z nich, jest jedno z trzech najsłynniejszych dań Korfu – pastitsada. Podobnie jak większość dań, które na co dzień je się na Korfu,  również i pastitsada jest pamiątką po okresie dominacji weneckiej.

Bez dwóch zdań…  I bez zbędnej kokieterii… Jest to moje absolutnie ulubione danie z Korfu! Mieszkańcy wyspy potrafią robić ją tak, że dosłownie rozpływa  się w ustach. Pastitsada jest również daniem popisowym Rexa [kliknij TU!], czyli restauracji gdzie zatrzymujemy się na przerwę obiadową podczas naszej wycieczki Miejsca Korfu. Mam poważne przypuszczenia, że pastitsada z Rexa, jest jedną z najlepszych na Korfu. Z wielką przyjemnością testuje to, kiedy tylko mam  okazję!:D

Czym jednak jest pastitsada? Każdy pojedyńczy składnik,  to niby nic szczególnego. Ale ich połączenie rodzi fantastyczne danie obiadowe, które smakuje nieco orientalnie. Podstawą pastitsady jest dobrej jakości wołowina. Potrzebny jest też makaron, który jest duży. Im większy makaron, tym lepiej. Ale to niezwykłe „coś” dają   przyprawy, w których dominuje cynamon. Co dokładnie jest potrzebne do pastitsady i jak ją zrobić? Zapraszamy Was z Janim na nasz nowy filmik kulinarny!

My, po obiedzie w Rexie:D

My, po obiedzie w Rexie:D

 

 

Vasilopita. Czyli kto w tym roku będzie mieć szczęście?… piątek, 6 stycznia 2017

Według greckiej tradycji, w Nowy Rok chwilę po wybiciu północy, w greckich domach kroi się ciasto nazywane „vasilopitą”. Każdy musi dostać swój kawałek. Noc podczas której kończy się stary rok i wita ten nowy, jest dla Greków bardzo rodzinny. Trochę inaczej niż w naszej tradycji, wszyscy gromadzą się w domach. I dopiero po współnym zjedzeniu kolacji, a później vasilopity, grubo po północy Grecy wychodzą na noworoczne imprezy.  Przy jedzeniu tego ciasta, jest zawsze bardzo dużo emocji. Dlaczego?

Podczas wyrabiania ciasta, do każdej vasilopity wkłada  się monetę. Kiedy w noworoczną noc dzieli się ciasto na  kawałki, osoba której część zawiera monetę – przez kolejnych 12 miesięcy będzie  mieć najwięcej szczęścia.  Zwyczaj jak zwyczaj. Ale wszystkie swoje tradycje Grecy zawsze biorą bardzo na serio! Dodatkowo,  domownicy na stół kładą pieniądze. Zwycięsca – zgarnia wszystko. Emocje przy jedzeniu vasilopity potrafią więc sięgać zenitu!

W tym roku Jani na Boże Narodzenie i Sylwestra był w domu. Boże Narodzenie nie ma dla Greków aż tak wielkiej wagi, więc Jani został sam. Natomiast na Nowy Rok, do naszego domu przyjechali Feta z Pomidorem.

Kiedy w Grecji było już po północy, połączyliśmy się z Janim na Skype.  W naszym domu Pomidor właśnie kroił  vasilopitę.

-O! Dorota! – krzyknął Pomidor, kiedy zobaczył mnie na ekranie – Ten kawałek jest dla ciebie!! Ten dla mnie, ten dla mamy, ten dla Janiego, ten dla Olivki, a ten dla Pieprza. A ten jest „dla domu”. No to sprawdzamy…

Można by oczekiwać, że każdy zacznie zwyczajnie swój kawałek jeść. Nic jednak bardziej mylnego. Pomidor nawet nie położył kawałków na talerzyki. Chwycił nóż jeszcze mocniej i zaczął dziobać w cieście, rozpoczynając poszukiwania szczęśliwej monety. Po kilku chwilach krzyknął z najprawdziwszym przerażeniem:

-Nie ma! Tu nie ma monety!

-Sprawdź dokładnie! – powiedziała Feta – Chyba, że… to nowe rozporządzenie Ciprasa i zaczyna oszczędzać nawet na  monetach w vasilopicie!

-Nie żartuj Feta! To ciasto jest oszukane! Naprawdę, tu nie ma monety… Jak nie znajdę, to jutro rano idę z tym bublem do cukierni!

Pomidor, zawziął się w sobie, jak to prawdziwi Grecy mają w zwyczaju.  Wstał z krzesła. Stanął pewnie, rozchylając przy tym ramiona. Zaczął dziobać nożem kawałek  po kawałeczku.

W międzyczasie rozanielona Feta zdała mi sprawozdanie z porządków, które właśnie robi w naszym domu. Pranie. Podłogi. Okna. Dokładne czyszczenie piekarnika. Wiem… Wiem… Kiedyś ze złości, byłabym cała czerwona. Natomiast teraz słuchałam tego wzdychając, że życie jest jednak piękne. Feta znalazła kolejny sposób, by pranie było jeszcze bielsze, a są nim specjalne, super nowoczesne kapsułki, które zamiast proszku wrzuca się do pralki:

-Mówię ci Dorota! Rewelacja! Koszule Janiego jeszcze  nigdy wcześniej nie były tak białe!

-Jeeeeeest! Feta! Znalazłem!!! Znalazłem tę cholerną monetę!

Wszyscy zamarli i spojrzeli na Pomidora, by dowiedzieć się  w czyim kawałku była w tym roku moneta.

-I co? – spytała Feta.

-No… Teraz to już trudno powiedzieć… – odpowiedział  Pomidor patrząc na jedną wielką podziobaną nożem górę okruchów, która jeszcze kilka chwil wcześniej nazywana była vasilopitą. Ciasto wyglądało jakby ktoś właśnie dokładnie zmielił je niemalże na pyłek.

-Teraz to już nie mam pojęcia, czyj był to kawałek… Ale… że tak długo nie mogłem jej znaleźć… To dopiero!

Jak mniej więcej udało się nam określić, moneta była w części „dla domu”. Moja interpretacja jest taka:  szczęście będzie nam sprzyjać i dzięki temu szybko przeprowadzimy się na Korfu!:***

Co jest jednak w tym wszystkim najśmieszniejsze… Z ręką na sercu, ani Feta, ani Pomidor ani Jani, nikt nawet nie spróbował swojego kawałka, czy też raczej okruchów  noworocznej  vasilopity…

Nasza vasilopita. Na chwilę przed ostatecznym poszukiwaniem monety...

Nasza vasilopita. Na chwilę przed ostatecznym poszukiwaniem monety…

Sałatka po grecku TV – odc. 17: Najpyszniejsza rzecz, jaką można zrobić ze zwykłych buraków… piątek, 20 maja 2016

Powszechnie wiadomo, że buraki są bardzo zdrowe i dobrze jest co jakiś czas je jeść. Przez długi czas nie mogłam się do nich przekonać, uznając że to jedno z najnudniejszych warzyw na świecie, o smaku zupełnie nijakim. Dopiero kilka lat temu, przypadkiem spróbowałam sałatki z buraków w jednej z greckich tawern. Smakowały świetnie! Co prawda smak buraka, to nic nadzwyczajnego, ale  tak jak z wieloma innymi neutralnymi rzeczami, nadają się idealnie, żeby wyrazisty smak im nadać i uzyskać przez to coś zupełnie innego.

To danie, które jadłam w tawernie i które w Grecji je się dość często, trochę zmieniłam i wyszło mi coś jeszcze lepszego. To jeden z  najłatwiejszych przepisów świata. Jeśli buraki są już ugotowane, całość wykonania nie przekracza 1 minuty. Zobaczcie sami na tym filmiku! Niżej podaje składniki, a jeszcze niżej zapraszam do oglądania. Dziś „sałatka buraczana” w wydaniu greckim. Smacznego:D

 

Składniki na dwie porcje:

- 4-5 średniej wielkości buraków, ugotowanych i pociętych na grube plastry (najlepiej pociąć je na plastry jeszcze przed gotowaniem)

-oliwa z oliwek

-kilka kropli cytryny

-sól i pieprz

-oregano

-trochę fety

-orzechy pistacjowe, najlepiej lekko prażone, mogą też być prażone ziarna słonecznika lub pestki dyni.

 

Sałatka po grecku TV – odc. 16: BRIAM! Czyli co jedzą Grecy w czasie Wielkiego Postu?… piątek, 18 marca 2016

W ten poniedziałek w Grecji rozpoczął się Wielki Post. Grecy, którzy restrykcyjnie przestrzegają zasad Kościoła Prawosławnego, przez 40 dni nie będą jeść mięsa, ani produktów pochodzenia zwierzęcego. Dla wielkiej części Greków, to prawdziwe poświęcenie, bo mieszkańcy Ellady uwielbiają jeść mięso!

Dziś, w naszym kolejnym filmiku kulinarnym, pokazujemy Wam jedną z najbardziej popularnych propozycji na typowy grecki obiad, który nie zawiera ani mięsa, ani nabiału – idealnie więc nadaje się  na Wielki Post.

Briam to zdaje się jedna z najprostrzych do wykonania potraw typowo greckich. Składa się z najróżniejszych warzyw, które kroimy na kawałki, zalewamy wodą i gotujemy około pół godziny. W skrócie –  to właściwie koniec… Dokładny przepis – zobaczycie w naszym filmiku!

Na koniec mała uwaga dotycząca potrzebnej ilości wody. Wersji tego przepisu jest wiele. W naszym filmiku mówimy, że garnek należy do połowy zalać wodą. Jedząc nasz briam doszliśmy do wniosku, że wody powinno być nie pół, a 1/3 garnka. Wtedy będzie idealnie!

    Koniecznie piszcie w komentarzach, jeśli będziecie próbować!:D

 

Sałatka po grecku TV – odc. 15: Faworki w odsłonie greckiej… wtorek, 22 grudnia 2015

Boże Narodzenie zbliża się wielkimi krokami. Wigilia już w najbliższy czwartek! Czas zatem najwyższy na nasz świąteczny filmik ;)))

Nie ma co owijać w bawełnę.   Polskie Boże Narodzenie jest dużo barwniejsze niż Boże Narodzenie w wydaniu greckim. A przynajmniej tak jest dla mnie:DD  W Wigilię, na typowo greckim stole pojawią się te same dania, które je się przy każdej innej uroczystej okazji. Różnego rodzaju mięsa, sałatki, poure ziemniaczane, ryż lub też zwykłe frytki. Do tego wino i słodkości. Tylko na marginesie dodam, że danie typu „ryba po grecku” w Grecji nie istnieje i nawet nie przywodzi na myśl  greckich smaków.

Typowo greckich przepisów na Boże Narodzenie nie jest więc aż tak wiele. Są to głównie słodkości z dodatkiem cynamonu, orzechów, miodu. Właściwie wszystkie najważniejsze przepisy, które typowe są dla tego okresu w Grecji, już pojawiły się na blogu. Linki do nich są niżej.

Teraz pozostaje nam zabawa składnikami, inne dodatki i różne wariacje. Przepis na faworki w wydaniu greckim, był jednym z pierwszych przepisów, jakie pojawiły się na Sałatce. Dziś proponujemy go raz jeszcze, ale  w wersji filmowej:D

Jeśli więc macie ochotę na przepyszny grecki akcent w te Święta, proponuje właśnie greckie faworki. Samo ciasto wykonuje się dokładnie tak samo, jak w wydaniu polskim.  Sekretem, który diametralnie zmienia smak jest syrop. Mieszanka miodu… cytryny… orzechów… cynamonu… I typowy grecki akcent gotowy na polskim stole!:D

     Serdecznie zapraszam na nasz filmik!

POLSKIE FAWORKI W WYDANIU GRECKIM – nasz pierwszy przepis

PAKSIMADI – świąteczny sucharek

MELOMAKARONA – greckie ciastka w polewie miodowo – orzechowej

KOURABIEDES – ciastka maślane w posypce z cukru pudru

 

Co to jest SAGANAKI?… wtorek, 14 lipca 2015

 

   Grecka kuchnia jest królestwem najróżniejszych przystawek (mezedes). Zapiekana feta. Chipsy z cukini. Tsatsiki. Sałatka po grecku. Chleb polany oliwą. Tak wyliczać można długo. Jedną z moich ulubionych przystawek jest saganaki.  Co to jest?

      Saganaki robi się z twardego, owczego sera, najczęściej kaseri, który jest ostry i słony w smaku. Obtacza się go w panierce z jajka, bułki tartej, mąki i smaży na patelni. Następnie kładzie się go na stole, przed podaniem dań głównych. Trzeba jeszcze koniecznie porządnie skropić go sokiem z cytryny i… prawdziwe niebo w gębie!  Panierka lekko chrupie, a chwilę później czuć zdecydowany, słony smak twardego sera. Koniecznie spróbujcie, jeśli tego lata będziecie w Grecji!

Grecka Wielkanoc jest przepiękna, ale… Dlaczego dla typowego Polaka, smaczna raczej nie będzie?… czwartek, 16 kwietnia 2015

Magiritsa

Magiritsa

     -Jani! Jak myślisz, jaki przepis moglibyśmy przygotować na Wielkanoc w przyszłym roku?

      -W tym roku mieliśmy tsureki. Ale nie wiem dlaczego wciąż tak wzbraniasz się przed baranem na rożnie?

      -O nie! Tylko nie baran… Błagam! Zresztą, co to byłby za przepis? Weź barana, przebij biedaka wielkim, metalowym drągiem   i obracaj godzinami nad ogniem…

      -Wbrew pozorom to wcale nie jest takie proste! Zacznijmy od tego, że  trzeba dobrze wiedzieć, jak go nabić. Jak przebić się przez odbyt, jak ominąć organy, a później odpowiednio przebić czaszkę.  A to jeszcze nie wszystko! Trzeba jeszcze…

     -O Boże! Skończ błagam, bo mi niedobrze… Wymyśl coś innego!

     -Na Wielkanoc w Grecji bardzo popularna jest jeszcze magiritsa.

     -To zdaje się taka zupa mięsna? Coś już słyszałam… Co dokładnie potrzeba?

     -Barana! Albo owcę. Tak, to jest zupa mięsna. Je się ją najczęściej w nocy z soboty na niedzielę, kiedy kończy się Wielki Post. Każdy wtedy nie może się już doczekać mięsa. Najpierw  przygotowujesz: wątrobę, płuca, serce, nerki, trzustkę, nadnercza oraz takie gruczoły z szyi. Jest z tym trochę roboty. No i jelita! Właśnie… Jelita trzeba przewrócić na drugą stronę i bardzo dokładnie je wyczyścić. Później, jak to wszystko masz już wymyte  to…

     -Dobrze! Starczy… Myślę, że ten przepis… Hmmm… Jakby to powiedzieć… Wiesz co? A może by tak w przyszłym roku pojechać na Wielkanoc na Korfu… Zobaczyć jak na Liston wyrzucają z okien wazy w Wielką Sobotę… Przecież tam Wielkanoc jest jedną z najpiękniejszych z całej Grecji!

    -No, ale… Jak niby na Korfu mam ci ugotować magiritsę?!?! 

Mastiha. Jedna z najbardziej niezwykłych przypraw świata. Czyli czym są „złote łzy” wyspy Chios?… sobota, 21 marca 2015

     

       Jest jedną z najstarszych przypraw używanych w basenie Morza Śródziemnego. W średniowieczu ceniono ją na równi ze złotem. Lista jej właściwości zdrowotnych nie ma końca, a jej unikatowego smaku nie można do niczego porównać. Żeby ją zdobyć, trzeba  udać się w podróż, bo  najlepsza  mastiha, powstaje tylko w jednym miejscu na świecie – greckiej wyspie Chios.  

 

      Mastiha jest jednym z najbardziej charakterystycznych smaków Grecji.  Jednak poza Helladą prawie nigdzie się jej nie używa i prawie nikt jej nie zna. Dlaczego? Smak i zapach mastihy jest bardzo specyficzny i cudzoziemcy nie zakochują się w nim od razu. Grecy natomiast za nią przepadają. Jest to jeden z tych smaków, którego docenienia trzeba się nauczyć. Żeby to zrobić, najlepiej poznać jego historię.

     Mastiha to nic innego jak żywica, którą wytwarzają drzewa mastihowe (pistacia lentiscus var. Chia). Spotkać można je wyłącznie  w basenie Morza Śródziemnego. Jednak mastiha najlepszego gatunku, o najlepszych walorach smakowych i leczniczych,  uzyskiwana jest z drzew rosnących wyłącznie na Chios. Dlatego od 1992 roku mastiha posiada oficjalny status wyrobu regionalnego (Protected Designation of Origin).

Drzewo mastihowe

Drzewo mastihowe  -  pistacia lentiscus var. Chia

 

     Cenne właściwości mastihy znane były już w starożytności. Ponieważ ma  bardzo pozytywne działanie na dziąsła i zęby, mastiha stała się  pierwszą gumą do żucia stosowaną na terenie Europy. Używano  ją jako  przyprawę, której już kilka żółtawych grudek,  zupełnie zmienia smak każdej potrawy.  W Grecji od wieków jest prawdziwym rarytasem. Mastihowej gumy do żucia, nie jest w stanie przebić żaden inny smak. Dodaje się ją do ciast, ciasteczek i wszelkiego  typu wypieków. Odgrywa główną rolę w wielu drinkach. Można z nią pić ouzo lub tsipouro, czy też zwykłą sodową wodę. Latem w Grecji popularne są kaimaki -  lody o smaku mastihowym. Grecy za swoją mastihą szaleją. Natomiast kiedy pierwszy raz smakuje ją turysta, zazwyczaj zupełnie nie wie co ma o niej  myśleć, bo tak to jest zazwyczaj z zupełnie nowymi smakami.

     Największa sława mastihy przypadała  na średniowiecze, kiedy to ceniona była na równi ze złotem.  I to właśnie wtedy na wyspie Chios powstały tzw. mastihochoria, czyli „wioski  mastihowe”, których mieszkańcy zajmowali się  przede wszystkim uprawianiem swoich mastihowych drzew. Niestety, wartościowa mastiha, sprowadzała na Chios piratów. Żeby chronić swoich mieszkańców i swoje najcenniejsze  dobro,  mastihochoria musiały zostać zabudowane  niemalże jak twierdze. Im trudniej było  się do nich dostać – tym lepiej.

        Mastihowe wioski znajdują się w południowej części Chios. Obecnie jest ich 24 i powstały około 700  lat temu.  Trzy najbardziej popularne, to właśnie Pirgi, Mesta, Olymbi. Fakt, że ani mastiha poza Grecją nie jest znana, a i Chios nigdy nie figurowała na top listach najbardziej popularnych turystycznie greckich wysp, to dla owych wiosek swoiste  szczęście. Dzięki temu  udało się im zachować swoją niezwykle cenną autentyczność i atmosferę, tak jakby kilkanaście lat temu, zatrzymał się tam czas.

     Mieszkańcy tych wiosek, od pokoleń mastihą zajmują się całymi rodzinami. Żywicę zbiera się latem, myje się, a następnie suszy. Wtedy przybiera swoją czystą postać żółtawych twardych grudek i kuleczek o nieregularnych kształtach, pokrytych drobnym bielącym się pyłkiem. W takiej formie, najczęściej jako przyprawa, mastiha trafia do sklepów. Znajduje się w każdym greckim super markecie,   tuż obok cynamonu, gałki muszkatołowej, czy też kurkumy.

      Ponieważ mastiha jest w Grecji tak lubiana, mając na uwadze, że jest to jeszcze nie rozpromowany  kulinarny ewenement, stworzona  została sieć sklepów o nazwie Mastiha Shop. Tam, w opakowaniach ze świetnym, nowoczesnym  designem,  sprzedawane jest absolutnie wszystko co zawiera w sobie mastihę. Od mastihy w czystej postaci, po najróżniejsze słodkości, aż po kosmetyki. Jeden ze sklepów marki, ma swoją siedzibę między innymi w Nowym Jorku. Jak najłatwiej trafić do jednego z  takich sklepów? Jeśli będziecie kiedyś lecieć gdzieś z Aten, zajrzyjcie  koniecznie do Mastiha Shop, który znajduje się w ateńskim lotnisku. Już po przekroczeniu progu sklepiku zaczniecie się zastanawiać, cóż za nienazwany, zupełnie nieokreślony zapach…

Mastiha Shop

Mastiha Shop

 

Sałatka po grecku TV – odc. 12: Mussaka. Czyli jak zrobić najsłynniejsze danie Grecji?… piątek, 27 lutego 2015

     Jeśli ktoś ma ochotę spróbować danie, które stanowić będzie wizytówkę Grecji, znakomitą propozycją jest mussaka[1]. Jest to bez dwóch zdań, najsłynniejsza potrawa, którą zjeść można w Elladzie. Na szczęście wszystkie składniki dostępne są wszędzie, dzięki czemu nawet będąc w Polsce można przygotować typową, grecką mussakę. Sekretem jest połączenie odpowiednich składników i przypraw.

     Przyznam  szczerze… Nie jestem wielką fanką tego dania, a przynajmniej przez bardzo długi czas nie byłam. Moim zdaniem mussakę można zrobić tylko na dwa sposoby. Albo, ujmując dosadnie (mimo, że chrzan w Grecji nie jest dostępny) zupełnie się ją schrzani, albo zrobi się  idealną! Przez długi czas jadłam tę pierwszą wersję. I tylko mussaka w wykonaniu dwóch autorów zdobyła moje podniebienie. Przepisem na świetną  mussakę szczyci się moja teściowa oraz szefowa kuchni w restauracji, w której jemy na trasie naszych wycieczek. Przepis, który prezentuje Jani w tym filmiku został wykonany po telefonicznych konsultacjach z Fetą. Do mojej krótkiej listy „idealne mussaki”, z ręką na sercu mogę dopisać tę trzecią. Mussaka Janiego! ;D

     Za chwilę przepis, ale przed tym jedna ważna uwaga. W kuchni greckiej do dań mięsnych z użyciem sosu pomidorowego, bardzo często dodaje się… cynamonu! Już szczypta tej przyprawy potrafi urozmaicić smak. Warto więc dodać cynamon  do mięsa w mussace.

 

SKŁADNIKI:

-jeden duży, lub dwa mniejsze ziemniaki

-jeden bakłażan

-jedna czerwona cebula, dwa ząbki czosnku

-mięso mielone wołowe 750 g

-sos pomidorowy około 150 – 200 ml

-ser żółty do posypania

-bułka tarta do posypana całości

-olej do smażenia

-sól, pieprz, gałka muszkatołowa, liście laurowe, czerwone wino, ewentualnie cynamon

NA SOS BESZAMELOWY:

-dwie i pół szklanki mleka

-jedno żółtko

-3 łyżki mąki

 

Mussaka smakuje również świetnie, na drugi dzień po odgrzaniu!;D

A OTO I FILMIK Z PRZEPISEM:


[1] Żeby prawidłowo wymówić wyraz mussaka, należy mocno zaakcentować ostatnią literę „a”.

Z CYKLU: zacznij lekko poniedziałek – Mój patent na grecką teściową… poniedziałek, 17 listopada 2014

       Temat teściowej = temat rzeka. Temat greckiej teściowej = wodospad Niagara. Wie o tym każda dziewczyna, która z grecką teściową kiedykolwiek miała do czynienia. Początki naszej relacji z Fetą nie były proste. Dla przypomnienia, całość tej historii znajdziecie TU, TU i jeszcze TUTAJ.  W naszym przypadku po czasie, kiedy i emocje już opadły, każda ze stron na całe szczęście  nabrała zdrowego dystansu. Obecnie dogadujemy się naprawdę  całkiem nieźle. Co zrobiłam z mojej strony, żeby tak się stało? Postanowiłam nieco skorzystać z lekcji, którą dała mi sytuacja opisana TUTAJ

***

 

     Greczynki mają przeważnie lekką obsesje  na temat dwóch rzeczy. Na pierwszym miejscu stoi jedzenie. A tuż za nim porządek w domu. Myślę jednak, że znacznie bardziej głowę zaprząta im temat pierwszy. Gotują. Gotują. I raz jeszcze gotują. Jak nie gotują, to myślą co by tu ugotować. Non stop rozmawiają co zrobić na obiad czy kolacje. Namiętnie też chodzą do tawern.

   Jedzenie jest szalenie istotne, ale nie dajmy się zwariować. Szczególnie przy dzisiejszym, szybkim trybie życia, nie wyobrażam sobie by spędzać godzin w kuchni, każdego dnia  przygotowując domowe posiłki. Każdy ze swoim życiem robi to co uważa, a również i kuchnia może być wielką pasją. Ja osobiście pilnuję tego, by w kuchni raczej nie spędzać więcej niż  25 minut dziennie. To jest taki mój wypracowany standard, który najbardziej mi odpowiada.  Mój złoty (grecki;) kulinarny środek. Gotuje prosto, zdrowo i często tak, by starczyło na dwa dni. Myślę jednak, że jeśli o mojej zasadzie „25 minut” dowiedziałaby się typowa grecka pani domu (w tym również i Feta) to z miejsca posłałaby na mnie opłaconego mordercę… Tak więc nie zdradzam się z tym  zbytnio. Opracowałam również i pewien patent.

    Raz w tygodniu, dowolnego dnia spędzam  w kuchni trochę więcej czasu. Wyszukuje wcześniej  jakiś nowy, ciekawy przepis.  Dobieram   składniki. Włączam  jedną z moich ulubionych audycji radiowych z Tok fm (podczas gotowania idealnie pasują  fenomenalne  audycje o jedzeniu Piotra Adamczewskiego – link podaje TUTAJ)  i zamykam się w kuchni. Zazwyczaj wtedy powstaje coś naprawdę niesamowitego, co później celebrujemy w zestawie z kieliszkiem wina, które tylko czeka na taką okazję. I tu następuje również  punkt strategiczny. Bo nie ma lepszego momentu na telefon do teściowej!

    Właśnie wtedy proszę Janiego, by zadzwonił do mamy, bo na przykład… zapomniałam jak czyści się piekarnik, okap kuchenny, albo jak ugotować makaron, tak by był idealnie al dente. Feta jest tym rozanielona, a po chwili zawsze (100% sytuacji) pada sakramentalne pytanie: „Co macie dziś na obiad?”. Podkreślam: 100 na 100 sytuacji!

    Tartę  domowej roboty z brokułami i suszonymi pomidorami. Polskie pierogi z farszem z soczewicy. Lasagne  ze szpinakiem. I tak dalej… I tak dalej…

   Po drugiej stronie słuchawki odpowiada najpierw kilkusekundowa cisza, a później słychać jedno długie: „achhh…”. Ponieważ dzwonimy zawsze w ten  jeden jedyny dzień w tygodniu, kiedy gotuję coś bardziej skomplikowanego, Feta jest absolutnie przekonana, że tak jest codziennie. Tym samym oficjalnie zostałam uznana za synową „idealną” i… niech tak już zostanie!